Szumiące misie, czyli Szumiś i Whisbear, to zabawki, które na Allegro z roku na rok biją rekordy sprzedaży. Dzięki nim kategoria Przytulanki w porównaniu z rokiem ubiegłym wzrosła o 334%, a sama sprzedaż szumiących misiów była aż 25 razy większa! 
 
Źródło: www.whisbear.pl

Dokładnie rok temu organizowałam tak zwany baby shower, na który zaprosiłam siostry, koleżanki, kuzynki i przyjaciółki. Same młode kobiety, z różnych środowisk i o różnych gustach i upodobaniach. Większość ma konta na mediach społecznościowych, w związku z czym listę prezentów miałam sporządzić właśnie tam – na czacie na Facebooku. I tam usłyszałam w rozmowie między nimi po raz pierwszy o nim. „Maryś, a czy masz szumiącego misia? Może ja ci go kupię, jest genialny i z pewnością go pokochasz” – napisała moja przyjaciółka, mama rocznej Zośki. Kliknęłam więc w zdjęcie Whisbeara, które Olga zamieściła, i poczytałam o tym magicznym miśku. 

Najpierw się uśmiałam, że skoro synka wychowałam bez pomocy szumiącego misia, nie potrzebuję go również do wychowania córeczki. W końcu wszystkie gadżety, które polecały mi przyjaciółki, jeszcze zanim pojawił się pierwszy syn, okazały się bezużytecznymi „kurzołapami”. „Elektroniczna niania” zamiast spełniać swoje zadanie, wyła przy każdym nietypowym ruchu dziecka, podgrzewacze do butelek zamieniłam szybko na zwykły czajnik elektryczny, a aspiratory do wyciągania kataru doprowadzały dziecko do furii. Ale tym razem było inaczej…

Autostrada, ulewa tropikalna czy suszarka

Szumiący miś urzekł mnie jako kobietę spodziewającą się dziecka ze względu na ideę powstania. Misie nie szumią bez sensu. W pluszowej zabawce jest kieszonka z małą plastikową puszką z nagraniami szumów przypominającymi znajome noworodkom i niemowlętom dźwięki, które słyszą w brzuchu mamy. To wcale nie jest jedynie bicie serca, ale dźwięki, przy których dziecko rozwija się w macicy. Od tamtej strony są podobno bardzo głośne i przypominają jeśli nie odgłosy autostrady, to przynajmniej ruchliwej ulicy. Wszystkie narządy i przewody wydają dźwięki – samo burczenie w brzuchu, które nieraz słyszymy, od środka musi być znacznie bardziej hałaśliwe! Dlatego to, co do tej pory nam wkładały do głów niektóre mamy, babcie i doświadczone nianie, że dziecko musi przebywać w ciszy, trzeba schować między bajki. Z resztą rzeczywiście, Teo najszybciej zasypiał, kiedy włączałam pralkę i odkurzacz… Nie wpadłam na to, że to właśnie był jego szumiący miś.


Przypomniała mi się też wizyta kuzynki, która dwumiesięczną wtedy dzidzię lulała u nas w foteliku samochodowym, do którego obok dziecka pakowała smartfon z aplikacją WhiteNoise (gorąco polecam wszystkim świeżo upieczonym rodzicom!), wybrała dźwięki tropikalnej ulewy i przy tych szmerach córeczka w dwie minuty zasnęła. Ale opcji „białego hałasu” jest znacznie więcej do wyboru. Stary zegar, skrzypienie łódki, szum morza, suszarka, odkurzacz – które większość maleństw po prostu uwielbia. Tym bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że prezent od Oli będzie strzałem w dziesiątkę.


I dostałam Whisbear na baby shower lub jak kto woli – bociankowe. Ma genialny design! Głowa jasnoszarego aksamitnego misia jest przyjazna, ale i nowoczesna, a kolorowe nóżki są zakończone magnesami, dzięki którym można go przyczepić do łóżeczka, kołyski, fotelika samochodowego czy wózka. Jest sympatyczny, milutki, wprost idealny do tulenia i bawienia się. Model, który dostałam w prezencie, jest najprostszy. Na stronie internetowej czytam, że są też szumiące miśki, z funkcją CRYsensor. Miś sam się włącza, gdy usłyszy płacz dziecka.

Remedium na kolkę?

Przez pierwszy miesiąc córeczka głównie śpi, budząc się jedynie na karmienia, i zasypia ponownie. Spokojniutka – myślę sobie. Pozwala się mamie wyspać. Dosłownie muszę ją w nocy wybudzać, żeby więcej i częściej jadła – ma żółtaczkę i aby się jej, pozbyć powinna być często przystawiana do piersi. Whisbear siedzi grzecznie na kołysce niewłączany. I kiedy dochodzę do wniosku, że to właśnie kołyska jest kolejną durnostojką, a Bianka i tak sypia ze mną w łóżku, kupuję tak zwane łóżeczko dostawne, które łączę z naszym.


Gdy córka kończy trzy tygodnie, zaczyna korzystać ze swoich strun głosowych. Trzeba przyznać, że wokal ma całkiem donośny i wyraźny, zwłaszcza w godzinach późnopopołudniowych. Prawdopodobnie ma kolki. Czytam, że nie istnieją. Są jak yeti czy wielka stopa, że to marketing. Ale czy to wymysł, że dziecko dzień w dzień wyje od 18 do oporu, póki nie padnie ze zmęczenia? Zdesperowana, żeby zagłuszyć jej płacz, biorę się za sprzątanie domu. Bianka ląduje na rękach u taty, a Teo u sąsiadów. Syn na cztery lata i jego świat właśnie zmienił się o 180 stopni, a mały ktoś, kto bardzo głośno krzyczy, zabiera całą uwagę rodziców. I im głośniej krzyczy, tym mama i tata stają się bardziej nerwowi. Z resztą od tego krzyku naprawdę bolą uszy…

Odkurzacz daje pewien oddech. Po pierwsze, nie słyszę już płaczu małej. A po drugie, ten płacz o dziwo ustaje, a dzidzia przysypia. Natomiast gdy tylko kończę odkurzanie, budzi się i płacze na nowo. Ale ponieważ odkurzacz ma już swoje lata i do najcichszych nie należy i odkurzyłam już chyba wszystko, z sufitami włącznie, postanawiam go zastąpić… Whisbearem. Bianka uspokaja się i mamy przynajmniej 15 minut ciszy. Nie, nie opowiem wam bajki pt. szumiący miś wyleczył moją córeczkę z kolek, bo to byłaby zupełna bzdura i nieporozumienie. Po 15 minutach kolejny atak kolki. Po czterech tygodniach takiego wieczornego jazgotu stajemy się dwuosobową alfą i omegą na temat technik zwalczania kolki niemowlęcej. Od masażu, przez kropelki, na Whisbear kończąc.

Źródło: www.whisbear.pl

Natomiast ulga dla dziecka i dla zbolałych uszu i serc całej rodziny (pozdrawiam również dzielnych sąsiadów) nadchodzi wraz z ukończeniem trzeciego miesiąca. Bianka przestaje płakać cyklicznie, zaczyna się uśmiechać i pomimo mrozu czy pluchy za oknem w naszym praskim mieszkaniu wychodzi słońce. Po każdej kąpieli mamy stałe rytuały: masaż balsamem natłuszczającym jej delikatną skórę, witaminki i przytulanie do piersi mamy. A to wszystko przy dźwiękach szumiącego misia. Oczywiście jestem tak zmęczona, że miś usypia mnie w minutę. Mała walczy trochę dłużej. Poznajemy się z Whisbearem dość dobrze, bo po tym, jak zaśnie jedno i drugie dziecko, mimo że zmęczeni, chcemy porozmawiać, posłuchać muzyki czy obejrzeć jakiś serial z cyklu guilty pleasures i przypadkiem nie obudzić Bianki. Szumiący miś załatwia sprawę. Szumy, które emituje, zagłuszają nasze serie australijskiego Masterchefa czy zaległości filmowe sprzed trzech lat. Kochamy go. Jest jednym z domowników.

Ma tylko dwie wady: baterie, które czasem się kończą oraz to, że nie jest zdalnie sterowany. Co 20 minut musimy wchodzić do sypialni i uruchamiać go ponownie (obecne Whisbear działa 40 minut). Ale to też jest jego zaletą, bo sprawdzamy, czy u małej wszystko gra. Trochę się od niego uzależniamy i zabieramy go na wszystkie wizyty u dziadków w Toruniu czy w Łodzi. Jego dźwięki usypiają również starszego synka, więc można powiedzieć, że produkt zamortyzował się w całości. Coraz starsza Bianka, po ukończeniu sześciu miesięcy zaczyna przytulać się do miśka i bawić jego magnetycznymi łapkami.

Pytanie z porodówki: Czy ktoś testował szumiącego misia?

Cała nasza bliższa i dalsza rodzina zna więc właściwości szumiących misiów, zaczynamy je więc kupować w prezencie dla bliskich, którzy spodziewają się dzieci. Nie jest to najtańszy podarunek, ale przynajmniej taki, który może się przydać. Kuzynka wychodzi z nim na spacery, bo tylko wtedy jej synek jest w stanie głęboko zasnąć…

Źródło: www.whisbear.pl

Szumiące misie robią niezły szum. O ich popularności przekonuję się, przeglądając Facebooka. Koleżanka ze studiów „nadaje” ze szpitala, gdzie właśnie urodziła córeczkę – widocznie trafił jej się egzemplarz, który dobrze śpi od urodzenia, skoro ma czas siedzieć na FB: „Czy ktoś testował szumiącego misia czy to pic na wodę czy naprawdę działa?”. I pojawia się cała dyskusja z różnymi zdaniami na temat obu modeli.


Szumiś krytykowany jest za design. A Whisbear – dla odmiany za design – chwalony. Oba miśki zbierają więcej komplementów dotyczących ich działania niż krytyki. Wielu rodziców przyznaje, że w kwestii usypiania, to oni – dzięki temu gadżetowi – chrapią szybciej niż niemowlę. Niemniej w wielu przypadkach szumiące misie wyciszają płaczliwe niemowlęta, które dopiero adaptują się do życia na zewnątrz łona mamy. Oczywiście pojawia się też jeden głos, który trochę jest moim zdaniem zbyt krytyczny: szumiące misie nie zastąpią ciepła i bliskości. Nikt nie mówi, że misiek z nagraniem szumów ma się zaopiekować twoim dzieckiem czy je przytulić. Ale jeśli możesz mieć 5 czy 15 minut dla siebie, żeby wziąć prysznic, uważam, że gra jest warta świeczki.


Koleżanka ze studiów jeszcze tego samego dnia dostaje oba modele misiów w prezencie. Podobno na niektóre niemowlęta przestają „działać”, kiedy kończą kilka miesięcy, więc dostaje je w spadku od koleżanek, które swoje dzieci już odchowały. Nie potwierdzam, bo u nas, mimo że Bianka ma już 10 miesięcy, szumiący miś nadal ją uspokaja i przyspiesza usypianie. Oczywiście kiedy wychodzą jej zęby, żaden szumiący miś, choćby był najpiękniejszy i najlepiej zaprojektowany, nie zastąpi przytulania, kołysania i głaskania przez mamę, dlatego nie oczekuj cudów.

Źródło: www.szumisie.pl 

Natomiast co dom i dziecko, to inne doświadczenie. Podobnie jak leków na „ból istnienia” czy kolkę są tysiące, tyle samo jest metod wyciszania i uspakajania przed zaśnięciem. Starszemu synkowi musieliśmy śpiewać piosenki o czerwonym jeepie lub zielonym samolocie (codziennie nowe słowa i nowa historia), a teraz usypia w dwie minuty bez żadnego śpiewu. Natomiast młodsza dzidzia, kiedy słyszy śpiew, zaczyna tańczyć i się wybudza. Dlatego nie ma jednej utartej recepty, którą można polecać w ciemno. Co na to mamy blogerki, które przetestowały naprawdę wiele gadżetów?

Na różnych formach pojawiają się głosy internautów, którzy twierdzą, że na ich niemowlęta dźwięki szumiących misiów nie działają wcale. Nie uspokajają, nie usypiają ani nie wyciszają. Są rodzice, którzy przyznają, że ich dzieci są od nich uzależnione i muszą je zabierać w każdą podróż, nawet do parku na spacer. Inni, że nagrane dźwięki jedynie rozdrażniają ich dzieci, a zabawka jest tylko kolejnym pluszowym misiem, w którym trzeba jeszcze dodatkowo wymieniać baterie. Cena miśków jest uznawana przez wielu za zbyt wysoką, jak na maskotkę z nagraniem.


– Mieliśmy misia Szumisia od samych narodzin naszej córeczki. Niestety w naszym przypadku okazał się być bezużyteczny, ponieważ Lily na niego nie reagowała, może dlatego że była w miarę spokojnym niemowlęciem. Mimo wszystko, jeśli ktoś zapytałby się mnie o must-have w trakcie kompletowania wyprawki, na pewno poleciłabym mu ten produkt, ponieważ wielu dzieciom moich koleżanek pomagał i wiele razy słyszałam, że bez niego nie wyobrażały sobie chociażby pierwszych spacerów z dzieckiem czy samego usypiania – mówi Maja Naskrętska, autorka womanandmother.com i dodaje, że superpomysłem jest to, że jest pluszowy.

– Chociaż osobiście uważam, że niektóre egzemplarze mogłyby być ładniejsze. Wierzę, że dobry design da się połączyć z funkcjonalnością, choć wiadomo – nie jest to najważniejsze. U nas wygrał Szumiś. Funkcje mam takie same jak jego konkurencyjny Whisbear, dlatego pozwoliliśmy sobie, żeby wygrała estetyczna strona produktu – podoba mi się, że jest w jasnych barwach i dzięki niewielkiemu rozmiarowi – wybraliśmy ten mały na rzep – doskonale mieści się wszędzie, nie zajmując wiele miejsca. Mamy, które nie mogą się bez niego obejść, mogą schować go do torebki – tłumaczy blogerka.

Źródło: www.szumisie.pl

– Gdy mój starszy syn był niemowlakiem, stałym wyposażeniem jego pokoju była suszarka podłączona pod łóżkiem. Dzięki jej szumowi mogliśmy z mężem wypełznąć z pokoju dziecka bez strachu o to, że obudzimy malucha jakimś niekontrolowanym stuknięciem, szurnięciem, chrzęśnięciem kości czy kichnięciem. Wtedy szumiących misiów jeszcze nie było. Gdy urodził się młodszy, zainwestowaliśmy w Whisbeara z CRYsensorem, dzięki czemu nie tylko mogliśmy wyczołgiwać się z pokoju bez strachu, ale również nie musieliśmy biec do dziecka po usłyszeniu jakiegokolwiek jęknięcia w niani elektronicznej. Whisbear doskonale go uspokajał. A suszarka wróciła do łazienki – opowiada na koniec Matka Wariatka.pl.

Maria Kowalczyk

magazyn@allegro.pl
Ranking 5 najpopularniejszych smartwatchy dla dziecka na Allegro
Według raportu „Bezpieczne dziecko” przygotowanego dla PZU, aż 84 proc. rodziców uważa, że współcześnie na dzieci czyha więcej niebezpieczeństw niż w czasach ich młodości. Nie mogą oni jednak stale przebywać ze swoimi pociechami. Pomocny w lokalizacji malucha i utrzymaniu z nim kontaktu może okazać się smartwatch łączący w sobie funkcje m.in. zegarka, GPS-u oraz telefonu komórkowego. Który model wybrać? Na co zwrócić uwagę podczas zakupów? Przedstawiamy najpopularniejsze na Allegro modele.
Zabawki testowane na dzieciach
Cztery mamy, które robią biznes. Cztery mamy, które swoje produkty wypróbowały najpierw na swoich dzieciach. Cztery mamy, które tworzą zabawki, które są odpowiedzią na pragnienia ich pociech. Oprócz tego łączy je to, że wszystko to, co zrobią, sprzedają na Allegro. Z rosnącym sukcesem.
Ty też możesz pomóc budować Świetlikowo
Allegro po raz kolejny udowadnia, że technologia może pomóc w rozwiązywaniu ludzkich problemów. Tym razem naszym wspólnym celem jest zbudowanie Świetlikowa, czyli bezpłatnego Centrum Opieki Dziennej dla nieuleczalnie chorych dzieci Fundacji Śląskie Hospicjum dla Dzieci w Tychach. Każdy może dołożyć swoją cegiełkę do budowy, biorąc udział w akcji na charytatywni.allegro.pl.
Jesienne zabawy
Na spędzenie długich jesiennych wieczorów pomysłów jest wiele. Szczególnie dzieci potrzebują atrakcji. Sprawdźmy, co ciekawego pojawiło się w poradnikach z tego tygodnia.