Na Allegro w przedsprzedaży zamówiono ponad 4 tysiące egzemplarzy najnowszej książki „Harry Potter i przeklęte dziecko”. W dniu oficjalnej premiery, w sobotę 22 października, książki zostały doręczone przez „Sowią Pocztę”. Ta akcja, przeprowadzona wspólnie przez wydawnictwo Media Rodzina, serwis Allegro i firmę kurierską DHL Parcel, umożliwiła fanom uczestniczenie w premierze bez wychodzenia z domu. Tak duże zainteresowanie to nie przypadek: „Harry Potter i przeklęte dziecko” to książka jedyna w swoim rodzaju i inna niż wszystkie poprzednie z tej serii. Zamiast – czego nieco obawiali się czytelnicy – kontynuować przygody dorosłego Harry’ego Pottera i jego niekończącego się starcia z Voldemortem, Rowling postanowiła skupić się na nowym pokoleniu czarodziejów. Głównym bohaterem został syn Harry’ego. Ale to nie jest kolejna odsłona „Harry’ego Pottera i kamienia filozoficznego”. Bo to nie jest powieść.

„Harry Potter i przeklęte dziecko” to scenariusz sztuki. Patrzymy na czarodziejski świat stworzony przez Joanne K. Rowling oczyma ludzi teatru.  Czy to nie za trudne dla młodego czytelnika? 

Podziel się

Sukces Joanne. K. Rowling od początku budził zazdrość. Jak to? Nikomu nieznana pisarka nagle zdobyła sławę i pieniądze? Przecież na pomysł wysłania głównego bohatera – małego chłopca, do czarodziejskiej szkoły, wpadali już też inni. Rowling konsekwentnie broniła swojego dobrego imienia w sądzie i wygrała wszystkie procesy, w których pomawiano ją o plagiat. Na szczęście nikt nie próbował jej wmówić, że kopiowała jedną z ulubionych lektur dzieciństwa dzisiejszych czterdziestolatków. Choć każdy, kto kończył szkołę podstawową w PRL, znał na wyrywki historię dwunastoletniego chłopca, który zawsze był przez rodzinę i kolegów uznawany za outsidera, a skrzydlaty posłaniec przyniósł mu list z zaproszeniem do czarodziejskiej szkoły. Odtąd Adaś mieszkał w internacie i pod okiem charyzmatycznego dyrektora poznawał różne magiczne sztuczki. To oczywiście początek fabuły… „Akademii Pana Kleksa” Jana Brzechwy. Jak mawiają Anglicy: „Wielkie umysły myślą podobnie”.


Szkocka pisarka wpadła na pomysł napisania powieści o skrzywdzonym przez los chłopcu, który odnajduje swoje powołanie w szkole czarodziejów, w 1990 roku


Pisarka była w głębokiej depresji, bez pracy, mieszkając wraz z małą córeczką kątem u rodziny. Była po burzliwym rozstaniu z partnerem i całe dnie spędzała na spacerach z niemowlakiem, siadając od czasu do czasu w kawiarni na pięknej starówce w Edynburgu. Tyle legenda. Prawdę zna tylko sama Rowling. Faktem jest, że historia Harry’ego Pottera utkana jest z wielu wątków, które możemy odnaleźć w setkach opowieści, które od wieków krążą po naszym obszarze kulturowym. Jest nawet na to naukowe określenie: „motyw wędrowny”. Nie od dziś wiadomo, że sukces odnoszą dzieła skonstruowana według starej, sprawdzonej hollywoodzkiej zasady: weź garść tego, co wszyscy znają, dodaj szczyptę własnych pomysłów i dobrze zamieszaj…

Skan okładki książki „Akademia Pana Kleksa”

„Potteromaniacy” nie dają jednak spokoju autorce i hobbystycznie tropią zapożyczenia Rowling z twórczości J.R.R. Tolkiena (zwłaszcza pisarka sporo czerpała z „Hobbita”) czy nawet z innej popkulturowej sagi – „Gwiezdnych wojen”. Pomysł, by bohaterem uczynić chłopca, który powoli odkrywa swoje niezwykłe zdolności i pod okiem mistrzów kształci umiejętności i charakter, jest stary jak literatura rycerska. Hogwart jest w tym podobny do mitycznego Camelotu z legend arturiańskich. A wielkolud Hagrid zachowuje się, jakby zszedł z kart „Podróży Guliwera” Jonathana Swifta. Bez trudu znajdziemy w twórczości Rowling zapożyczenia ze „Świata Dysku” Terry’ego Pratcheta.  W „Równoumagicznieniu” z 1987 roku pojawia się Niewidzialny Uniwersytet, którego kopią staje się Hogwart. Kultowa „Gra Endera” Orsona Scott Carda z 1985 roku to historia wychowanego w zwykłej rodzinie chłopca, który odkrywa w sobie magiczne zdolności i trafia do specjalnej szkoły, w której kształcą się dzieci o paranormalnych umiejętnościach. Wreszcie „Tajemnica peronu 13” Evy Ibbotson z 1994 roku. Tam chłopiec odkrywa na tytułowym peronie portal, który przenosi go do krainy magii.

Latające samochody Rowling mogła wypatrzeć w „Piątym elemencie” Luca Bessona z 1997 roku. Choć pewno widziała je – jak wszyscy – wcześniej w „Powrocie do przyszłości” Roberta Zemeckisa z 1985 roku.


Jeżeli nawet szkocka pisarka wiele elementów swojego literackiego świata zapożyczyła od innych, to miliony czytelników wzorują się dziś na niej i na stworzonych przez nią bohaterach.

Charakterystyczne okrągłe oprawki okularów już tylko w Liverpoolu kojarzą się z Johnem Lennonem. Dzieciaki, które do niedawna wstydziły się swojej wady wzroku, dziś w szkole dumnie prezentują się w okularach „à la Harry Potter”.

Do łask wróciły też dawno zapomniane szachy. Szlachetna gra, która niegdyś pasjonowała królów i rycerzy, a potem kojarzyła się tylko ze starszymi panami, spędzającymi emeryturę na ławkach w parku, znów jest modna. Można kupić zarówno szachy tradycyjne, jak i kojarzące się ze światem magii. Z pewnością będą rozwijającą rozrywką, choć z pewnością większym wzięciem będą się cieszyły akcesoria czarownic i maski potworów. Genialnym posunięciem Joanne K. Rowling było „wchłonięcie” tego świata razem z atrakcyjną dla młodych ludzi otoczką horroru. Czarownice z haczykowatymi nosami, czarnoksiężnicy otuleni płaszczami i w spiczastych kapeluszach, wampiry i wilkołaki. To świat z odwiecznych europejskich mitów, „przywłaszczony” przez Rowling. W jej książkach jest oswojony i pozbawiony religijnego kontekstu. To ważne, bo dla osób wierzących przeszkodą nie do przejścia było funkcjonujące w naszej kulturze od średniowieczne połączenie czarnej magii z diabłem. Gdyby pisarka wprowadziła do swoich książek inkwizytorów, stosy, sabaty i szatana, mogłaby zrazić do „Harry’ego Pottera” miliony potencjalnych czytelników. Na szczęście tego nie zrobiła. Zło jest uosobione w szatańskim Voldemorcie, ale nie jest on „upadłym aniołem”, choć nie trzeba okularów Harry’ego, żeby zobaczyć w nim diabła.


Dlatego rodzice kupują swoim dzieciom czarnoksięskie akcesoria bez wyrzutów sumienia. A tiara czarnoksiężnika nie sprawi, że dziecko zainteresuje się satanizmem, tak jak nie uczyni czciciela pogańskich bóstw z kolędnika, obnoszącego po domach turonia.


Najnowsza książka Joanne K. Rowling to scenariusz sztuki teatralnej. To może być wyzwanie dla czytelników przyzwyczajonych do szybkiej, płynnej narracji i tradycyjnej formy powieści. Ale już raz autorka udowodniła, że potrafi iść pod prąd i zdobyć serce czytelników. Może więc nowa forma też się przyjmie i rozbudzi wyobraźnię kolejnego pokolenia „potteromaniaków”?

Fot. Shutterstock.com/DB Factory

Sergiusz Pinkwart

magazyn@allegro.pl