Gdy byłem w wieku, w którym Harry Potter pierwszy raz przekroczył próg Hogwartu, jedną z największych szkolnych traum stał się dla mnie obowiązek chodzenia w stylonowym „fartuszku”.

Granatowa koszulowa bluzka z odpinanym białym kołnierzykiem (żeby można było go prać osobno) była powszechnie znienawidzonym symbolem opresyjnego systemu. Im częściej dyrektorka wpadała w patetyczny ton i na cotygodniowych apelach przypominała o obowiązku noszenia odpowiedniego stroju i tarczy – charakterystycznego emblematu identyfikującego ucznia ze szkołą – tym bardziej traktowaliśmy to jako wkurzającą szykanę.

Gdy w telewizji pojawiły się amerykańskie seriale i zobaczyliśmy nastolatki z „Beverly Hills 90210” traktujące szkolne sale jak wybieg luzackiej, ulicznej mody – nic nie mogło nas już powstrzymać. Szkolne fartuszki wylądowały w koszach, a nauczyciele musieli się z tym pogodzić. Gdy już się wydawało, że „amerykanizacja” szkolnego stroju jest nieodwołalna, w Polsce wyszedł pierwszy tom sagi o Harrym Potterze i zmieniło się wszystko. 

Oczywiście nie od razu. Nowe wzorce przyjmują się powoli. Ale brytyjska pisarka brutalnie rozprawiła się z kilkoma naraz mitami, które wydawały się niepodważalne. Kompletnie zdemolowała światopogląd wiecznie narzekających na młodzież dorosłych, którzy rytualnie powtarzali, że „dzisiejsza młodzież niczego nie czyta”. Już przecież odtrąbiono śmierć książki – jako reliktu przeszłości. Gry komputerowe, filmy, telewizja, seriale, ewentualnie teledyski – tym miały fascynować się nastolatki, a przecież nie książką! Żeby chociaż to był komiks, w którym toporna kreska towarzyszy nieskomplikowanym „dymkom” z napisami typu „AAAARGHHHHHH!”. Ale nie, „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” – pierwsza część serii, od premiery w kwietniu 2000 roku sprzedał się w Polsce w ponad milionie egzemplarzy. Na całym świecie „Potterów” sprzedano 450 milionów egzemplarzy. Bez wątpienia czytała te książki nie tylko młodzież. Saga o Małym Czarodzieju skradła serca czytelników w każdym wieku. 



W zamykającej cykl powieści „Harry Potter i Insygnia Śmierci” (wydanej w 2008 roku), J.K. Rowling doprowadza swojego bohatera do dorosłości. Gdy pojawiły się pierwsze pogłoski o kolejnej książce, spekulowano, kim teraz będzie Harry Potter i jak autorka wybrnie z kłopotu, który sobie sama zafundowała – przecież nie napisze książki o przygodach dorosłego czarodzieja. Cały urok Harry'ego polegał na tym, że był dzieckiem i musiał poruszać się po szkolnym świecie, który z perspektywy ucznia najeżony jest zakazami.
 
Dyscyplina, podporządkowanie i żelazne reguły stanowczo egzekwowane przez surowych nauczycieli. To były słowa kompletnie obce w polskiej rzeczywistości szkolnej początku XXI wieku. W czerwcu 2003 roku w Toruniu uczniowie w ramach „żartu” wsadzają kosz na śmieci na głowę nauczyciela od angielskiego. Żeby było jeszcze zabawniej, całe zdarzenie filmują telefonem komórkowym, a nagranie wrzucają na YouTube’a. Media rozdmuchują sprawę, ale nauczyciele po cichu przyznają, że demonstracyjne okazywanie braku szacunku to w ich zawodzie norma. Wprowadzone kilka lat wcześniej reformą szkolnictwa gimnazja to dla pedagogów koszmar. Autorytet, jakim cieszą się nauczyciele w książkowym Hogwarcie, wydaje się kompletnie nieosiągalny. Czy ktokolwiek w świecie Harry'ego Pottera ośmieliłby się włożyć kosz na głowę, powiedzmy prof. Minervy McGonagall? To nie do pomyślenia.

Ale uczniowie czytają kolejne tomy sagi o Małym Czarodzieju i powoli coś się zaczyna zmieniać. Najpierw szkoły prywatne wprowadzają pozytywną modę na odróżnianie się. Przede wszystkim w katolickich gimnazjach i liceach oraz szkołach społecznych eksperymentalnie wprowadzone są mundurki. Ale nie te, które nauczyciele pamiętają z czasów swojej młodości, tylko wzorowane na brytyjskich, spopularyzowanych już przez książki o Harrym Potterze.

Dokładnie 10 lat temu Ministerstwo Edukacji wprowadza nakaz noszenia mundurków w szkołach publicznych i to o mało nie „zabija” całego pomysłu. Opór przeciwko tej decyzji jest ogromny. Protestują zarówno uczniowie i ich rodzice, jak i rzecznik praw obywatelskich. Okazuje się, że odgórne narzucenie norm nie zdaje egzaminu. Znacznie lepiej sprawdza się pozytywna selekcja. Uniformy – czasem po prostu koszulki polo w określonym kolorze albo po prostu kamizelki wkładane na koszulę – wprowadzają kolejne szkoły. Ta zmiana jest dziś już bardzo widoczna, choć chyba nie najistotniejsza.



W czasie „potterowskiej dekady” w latach 2000–2010 wydarzyło się w Polsce coś znacznie ważniejszego. W kolejnych częściach sagi J.K. Rowling opisuje barwne szkolne dni powoli dorastającego Harry'ego. Jedną z najbardziej rzucających się w oczy różnic pomiędzy popołudniem w Hogwarcie a typowym rozkładem zajęć polskiego nastolatka AD 2000 był sposób spędzania wolnego czasu. Nad Wisłą już dawno dzieci nie wychodziły na podwórko – jak to było w zwyczaju jeszcze dekadę wcześniej. Nastolatki z domów zamożnych realizowały niespełnione ambicje rodziców – często pierwszego pokolenia polskiego biznesu. Po skończeniu zajęć w prywatnej szkole wożone były na jazdę konną, francuski, prywatną lekcję gry na fortepianie, a wieczorem na balet. Koleżanki i koledzy z „niższej półki” spędzali czas przed telewizorem i komputerem. Gry sieciowe i seriale zajmowały im większość czasu, choć Mark Zuckerberg nie wymyślił jeszcze Facebooka. W klubach sportowych ćwiczyło tylko 246 tysięcy uczniów.

Tymczasem sportowe pasje uczniów Hogwartu są ważną częścią akcji książek J.K. Rowling. Polscy uczniowie doświadczali ogromnych emocji, „grając” z Harrym w Quidditcha – wymyślony przez autorkę sport będący rodzajem polo na latających miotłach – albo podziwiając Rona prowadzącego przemyślne partie szachów. Szkolny WF nigdy nie cieszył się dużym poważaniem, a na początku lat dwutysięcznych nauczyciele kultury fizycznej alarmowali, że ponad pięćdziesiąt procent dziewcząt nie uczestniczy w zajęciach sportowych, a poziom otyłości wzrasta proporcjonalnie do czasu spędzanego przez dzieci przed komputerowym monitorem. Wyglądało na to, że prostą drogą zmierzamy do standardów wagowych wyznaczonych przez amerykańską prowincję.


Wszystko zaczęło się zmieniać w połowie dekady. W 2010 roku w uczniowskich klubach sportowych trenowało już 360 tys. młodych ludzi i w przeciwieństwie do „dorosłych” sekcji, udział dziewczynek był wysoki – ok. 40 procent. J.K. Rowling w powieściach o Harrym Potterze w bardzo harmonijny sposób połączyła pewne konserwatywne wartości z nowoczesnym społeczeństwem, w którym równouprawnienie i typowa dla współczesnej Anglii mieszanka kulturowa i rasowa są oczywistością. Dzięki takiemu podejściu również polskie dziewczynki zobaczyły swoje miejsce w sporcie – piszę to jako ojciec córki, która chciała zostać gwiazdą Quidditcha, ale zadowoliła się trenowaniem unihokeja i w tym roku, wraz ze swoją szkolną drużyną zdobyła mistrzostwo Polski młodziczek…



Czy najnowsza książka J.K. Rowling może jeszcze coś zmienić w naszym sposobie myślenia? Oczywiście. Przede wszystkim, dlatego że nie jest to typowa powieść. Więcej – to w ogóle nie jest powieść.

Cztery lata temu, przyjechała do Edynburga dwójka producentów teatralnych – Sonia Friedman i Colin Callender. Spotkali się z J. K. Rowling w gabinecie w jej domu i zaproponowali, by pomogła im stworzyć sztukę teatralną, która rzuci nowe światło na historie opowiedziane przez autorkę w książkach o Harrym Potterze.
– Jak myślicie, o czym są moje książki? – Zapytała na wstępie Rowling.

Odkąd w 2008 roku wyszła ostatnia z serii powieści o dorastającym czarodzieju, ciągle ktoś ją namawiał, żeby kontynuowała serię, która okazała się żyłą złota dla wydawców na całym świecie. Gdy jednak dopytywała, co rozmówca rozumiał z siedmiotomowej sagi, słyszała wciąż to samo: „Harry Potter to świetna książka o czarach, magii i lataniu na miotle. Pisz o tym dalej, a zarobimy fortunę!”. Takie postawienie sprawy zawsze kończyło rozmowę.
Dlatego, gdy Rowling po raz kolejny zadała to pytanie, Colin Callender bez namysłu odpowiedział: – Harry Potter jest opowieścią o oswojeniu śmierci i pogodzeniu się ze stratą.

Autorka popatrzyła na swoich rozmówców zdziwiona i po raz pierwszy od ośmiu lat powiedziała: „Proszę mówić dalej”.

Friedman i Callender przedstawili Rowling pomysł na sztukę teatralną. Nie na musical – co już jej wielokrotnie proponowano, nie na wielkie widowisko, tylko na sztukę, zrobioną oszczędnymi środkami, w dobrym angielskim stylu. Historia zaczynałaby się tam, gdzie kończy się opowieść „Harry Potter i insygnia śmierci”. A bohaterami byłoby następne pokolenie małych czarodziejów – dzieci Harry'ego, Rona i Draco Malfoya. Trzynastoletni Albus Potter i Scorpius Malfoy zostaną przyjaciółmi, w studenckim domu dla „dobrze urodzonych” – Slytherinie. Ich przyjaźń zostanie wystawiona na poważną próbę, gdy za pomocą zmieniacza czasu postanowią zapobiec najtragiczniejszemu wydarzeniu z czasów, gdy ich rodzice chodzili do Hogwartu – śmierci Cedrica Diggory’ego podczas Turnieju Trójmagicznego. Konsekwencje zmiany historii okażą się jednak brzemienne w skutkach.

Książka, która powstała na bazie sztuki teatralnej „Harry Potter i przeklęte dziecko” będzie miała swoją premierę 22 października, ale już dziś można ją zamówić w przedsprzedaży na Allegro. – „Harry Potter i przeklęte dziecko” to jedna z najczęściej zamawianych w preorderze książek na Allegro. Do tej pory czytelnicy zamówili prawie 3000 egzemplarzy w twardej i miękkiej oprawie, co stanowi imponujący wynik, bo od oficjalnej premiery dzielą nas jeszcze dwa miesiące. Dynamice sprzedaży książki nie szkodzi również fakt, że „ósma część” Harry'ego Pottera nie jest powieścią (tylko dramatem), J. K. Rowling jest zaledwie współautorką książki, a recenzje oryginału często wzbudzają nad Tamizą raczej skrajne opinie – wyjawia Jacek Weichert, menedżer kategorii Kultura i rozrywka w Allegro.   

Czemu nowy Potter może być w Polsce ważnym wydarzeniem? Bo zamiast kolejnej powieści dostaniemy scenariusz sztuki teatralnej. J.K. Rowling daje nam w ten sposób powód do przeprowadzenia kolejnej rewolucji w naszym sposobie myślenia o szkole, a może i w samej szkole.

W tradycji anglosaskiej teatr jest zakorzeniony od czasów Szekspira. Kółka teatralne i recytatorskie są w każdej szkole. Tak u nas było kiedyś również, ale tłumaczony zazwyczaj brakiem funduszy marazm na dziesięciolecia wyrzucił edukację teatralną z naszej edukacji. Dzięki J.K. Rowling ambitni nauczyciele na pewno też zechcą zmienić u uczniów sposób myślenia o sztuce. Z naborem adeptów do kółka teatralnego nie powinni mieć problemu, a fantastyczny scenariusz szkolnego przedstawienia już od teraz mogą mieć w ręku.

Fot. DB Factory

Sergiusz Pinkwart

magazyn@allegro.pl

Powiązane artykuły

Niebezpieczne kobiety popkultury
Najnowszy film Patryka Vegi „Pitbull. Niebezpieczne kobiety” w ciągu 4 pierwszych dni wyświetlania obejrzało 835 000 widzów! Jednym z powodów tego sukcesu może być fakt, że reżyser tym razem postawił na kobiety. A te, szczególnie jeśli cieszą się złą sławą, przyciągają uwagę widzów jak magnes. Nawet przez kilkaset lat. Przedstawiamy sylwetki 9 kobiet, którym bycie „niebezpiecznymi” zapewniło nieśmiertelność. 
Wirtualni piłkarze – realne emocje
Piłka nożna to najpopularniejszy sport na świecie. Mistrzostwa świata, rozgrywki klubowe, liga mistrzów. Messi, Ronaldo czy Lewandowski. Camp Nou, Maracanã czy nasz Narodowy. Gwiazdy, stadiony, drużyny, wielkie pieniądze i jeszcze większe emocje. Czy da się je odtworzyć w domowym zaciszu?
Dużo światła jesienią! 
Budzisz się – ciemno. Wychodzisz do pracy – ciemno. Wracasz z pracy – znowu ciemno. A krótkie godziny jesiennego dnia spędzasz na ogół w zamkniętym pomieszczeniu. Światło to niezawodny antydepresant. Nie poddawaj się więc jesiennej melancholii i oświetl sobie drogę do dobrego humoru.
Co jeszcze może być wegańskie?
Wegańskie buty, wegańska karma dla zwierząt, a może wegański szampon? Sprawdź, jakie inne ciekawe rzeczy z „wege” w nazwie znajdziesz na Allegro.