Złoty pociąg, Bursztynowa Komnata, kasa armii generała Samsonowa. To legendarne skarby tropione od lat przez polskich poszukiwaczy. Najbardziej znane, ale nie jedyne. W ziemi nadal ukryte są bezcenne przedmioty – monety i biżuteria, broń i dokumenty. Dawne skarby fascynują i kuszą rosnącą rzeszę poszukiwaczy.

Złoty pociąg

Dokładnie przed rokiem wszystkich zelektryzowały doniesienia z Wałbrzycha. Grupa poszukiwaczy ogłosiła, że odnalazła zasypany tunel kolejowy, w którym może znajdować się pociąg ukryty przez wycofujących się w 1945 roku nazistów. Założono, że skoro mimo wojennej zawieruchy Niemcy zdecydowali się na przygotowanie tak skomplikowanej kryjówki, mieli do schowania coś niezwykłego. Wśród najcenniejszych przedmiotów, jakie mogli wtedy ukryć, były sztaby złota należące do III Rzeszy.


Sensacyjne informacje zafascynowały i wciąż pasjonują Polaków. Wraz z kolejnymi zaskakującymi doniesieniami o przygotowaniach do odkopania tajemniczego tunelu sprzedawcy sprzętu dla poszukiwaczy obserwują rosnące zainteresowanie tymi urządzeniami. Na Allegro wzrost sprzedaży podkategorii Wykrywacze metali w porównaniu z rokiem poprzednim wyniósł 13 proc. 

Mikołaj Nowosielski z oferującej wykrywacze firmy Detect ocenia, że w jego branży doniesienia o sukcesach poszukiwaczy przynoszą ożywienie handlu. – Efekt „złotego pociągu” był najbardziej widoczny w zeszłym roku, w sierpniu. Choć później popyt trochę zmalał, trzeba przyznać, że ostatnie informacje wpływają na zainteresowanie klientów. Teraz na nowo powinien się odnowić – mówi.  

Trudno oszacować, jak wiele osób w Polsce pasjonuje się tropieniem ukrytych w ziemi, zabytkowych przedmiotów. W kraju działa kilka stowarzyszeń ogólnopolskich, dziesiątki lokalnych, a liczbę indywidualnych poszukiwaczy trudno podać nawet w przybliżeniu. Z pewnością jednak można liczyć ich w tysiącach.

Sprzęt

Poszukiwanie artefaktów jest niewątpliwie fascynującym zajęciem, a zacząć jest bardzo łatwo. Warto zainwestować kilkaset złotych, ale początkującym wystarczą znacznie tańsze modele, takie jak np. Maclean MCE-965 za niespełna 200 zł. Jak mówi Mikołaj Nowosielski, sprzęt bardziej profesjonalny, np. prosty wykrywacz najpopularniejszej na tym rynku marki Garrett model ACE 150, kosztuje ponad 800 zł, a za prawie 1,4 tys. zł można kupić model ACE 300i. Bardzo popularne i często docelowe urządzenia znajdziemy w przedziale cenowym 2,5–4,5 tys. zł, dotyczy to również działającego także pod wodą Garretta serii AT oraz różnych wersji modelu XP Deus. Na popularność wykrywaczy marki Garrett wskazuje również menedżer kategorii Sport i wypoczynek Łukasz Stawisiński w Allegro. Sprzęt poszukiwawczy z najwyższej półki jest jednak znacznie droższy – za wieloczęstotliwościowego Minelaba CTX 3030 trzeba zapłacić prawie 9 tys. zł.


– Wraz ze wzrostem ceny rośnie skuteczność sprzętu – dodaje Mikołaj Nowosielski. – Gdy jesteśmy bardzo doświadczonym poszukiwaczem, mamy bardzo dobry sprzęt, który bardzo dobrze poznaliśmy, to z dużym prawdopodobieństwem możemy określić, co znajduje się pod ziemią – wyjaśnia.

Z drugiej strony poszukiwacze mówią, że najlepsze urządzenia nie zastąpią doświadczenia. Przeciwnie, ludzie, którzy dobrze poznali swój wykrywacz, którzy potrafią właściwie zinterpretować jego wskazania, osiągają sukcesy, nawet posługując się prostym i tanim sprzętem.

Wisienka na torcie

Dzień, w którym poszukiwacze ruszają w teren, nasłuchując charakterystycznego pisku wskazującego, że pod ziemią znajduje się jakiś metalowy przedmiot, zwykle jest zwieńczeniem wielomiesięcznej, żmudnej pracy.

– Samo poszukiwanie jest jak wisienka na torcie – opowiada Dawid Stec ze Stowarzyszenia Eksploracyjnego na rzecz Ratowania Zabytków „Sakwa”. Jak dodaje, on sam i jego koledzy są poszukiwaczami przez 7 dni w tygodniu. Prowadzą badania historyczne, kwerendę w archiwach, poszukują świadków zdarzeń i przeprowadzają z nimi rozmowy. Żmudna praca daje jednak tak imponujące efekty, jak natrafienie na ślad legendarnego skarbu.

Na zdjęciu: Połowa bulli papieskiej odnaleziona w Brzeziu koło Opatowa w 2014 r.

– W okolice Opatowa Henryk Sandomierski sprowadził z krucjaty kilku rycerzy i to właśnie byli templariusze, którzy budowali tam klasztor, i podobno drążyli jakieś tunele. Są to legendy. My natomiast takie legendy lubimy potwierdzać – dzięki temu odnieśliśmy pierwsze sukcesy związane z odkryciem podziemi i przejść podziemnych w miejscowości Ptkanów.

Poszukiwacze z „Sakwy” trafili na opowieść o księdzu, który jeszcze przed wojną zabrał na wycieczkę do podziemi grupę dzieci. Idąc tym tropem, dotarli do starszych dziś ludzi, którzy wtedy uczestniczyli w tej wyprawie.

– Podążanie od człowieka do archiwów – opowiada Dawid Stec – badania wykrywaczem, badania georadarowe, ciężka fizyczna praca, wywiezienie z piwnicy ponad 20 wozów ziemi wybieranej 20-litrowymi wiaderkami doprowadziło nas do odkrycia korytarzy, do których jeszcze nie weszliśmy, bo czekamy na kolejne zgody.

Dodatkową nagrodą za ten wysiłek było znalezienie srebrnych monet z 1600 roku, które poszukiwacze z „Sakwy” odkopali, odsłaniając wejście do lochów.

Na zdjęciu: Depozyt srebrnych monet ukryty w piwnicy w Ptkanowie.

Jednak nie tylko legendarne skarby fascynują polskich poszukiwaczy. Oprócz grup militarystów poszukujących przedmiotów wojskowych, są grupy monetkowców, guzikowców, zbieraczy dewocjonaliów oraz wiele innych. Zwykle szukają nie tyle ukrytych skarbów, ile rzeczy zgubionych bądź porzuconych. Jak mówi Dawid Stec, w Polsce można znaleźć nawet rzeczy wywodzące się czasów łużyckich pochodzące sprzed 3,5 tys. lat, artefakty z czasów rzymskich, ze średniowiecza i, oczywiście, z czasów późniejszych. To sprawia, że aktywność ludzi z wykrywaczami niepokoi część środowisk uniwersyteckich.

Dura lex, sed lex

Zgodnie z przepisami, o których wprowadzenie zabiegali archeolodzy w Polsce, legalne poszukiwanie zabytkowych przedmiotów jest bardzo skomplikowane. Zanim wyruszy się na wyprawę, należy dopełnić wielu formalności. Jak wymienia Dawid Stec – przede wszystkim trzeba mieć pozwolenie właściciela gruntu, na którym będzie się prowadzić poszukiwania, oraz zezwolenie wojewódzkiego konserwatora zabytków, który może i zwykle stawia wiele dodatkowych warunków. Domaga się np. zapewnienia nadzoru specjalisty nad poszukiwaniami. – Jak już się coś znajdzie, trzeba to oddać. Zazwyczaj poszukiwania nadzoruje archeolog i artefakty odnalezione podczas takich badań są wstępnie oceniane, katalogowane i przekazywane do konserwatora zabytków – wyjaśnia Stec.  

Na zdjęciu: Siekierki z Oficjałowa przekazane do Muzeum (źródło: Muzeum Okręgowe w Sandomierzu)

Tylko rzeczy, które konserwator uzna za bezwartościowe, są zwracane znalazcy. Te warunki, mimo że twarde, są akceptowane przez większość hobbystów. Poszukiwacze ze stowarzyszenia „Sakwa” podkreślają, że wystarcza im radość poszukiwań i satysfakcja z tego, że znalezione przedmioty można później zobaczyć w muzeum, że dzięki ich wysiłkom historycy mogą lepiej poznać przeszłość.

Warto złagodzić przepisy

Tak rygorystyczne zasady sprawiają jednak, że w Polsce działa też spora grupa poszukiwaczy, którzy świadomie lub nie, łamią przepisy. Często nie dlatego, że chcą naruszać prawo, tylko dlatego, że nie są w stanie dopełnić formalności. To jednak oznacza, że gdy coś znajdą, nie mogą się z tym ujawnić, bowiem czekałyby ich poważne kłopoty. W rezultacie ciekawe znaleziska mogą po prostu nie trafiać w ręce archeologów.

– Problemem jest strach przed zwrotem – zwraca uwagę Dawid Stec. – Poszukiwacze często chcieliby przekazać państwu to, co wykopali, ale boją się o własne bezpieczeństwo, boją się przeszukania, sprawy karnej.

Mikołaj Nowosielski dodaje, że środowisko wcale nie zabiega o całkowitą liberalizację prawa dotyczącego poszukiwań. Wystarczyłoby złagodzenie przepisów, może rodzaj amnestii.
– Można by wiele zyskać, gdyby dać tym pasjonatom możliwość zgłaszania samych znalezisk bez konsekwencji dla nich. Ułatwić uzyskiwanie pozwoleń na poszukiwania, zorganizować szkolenia. To by przyniosło wymierny skutek, eksponatów pokazałoby się dużo więcej.

Jak zostać poszukiwaczem? 

Doświadczenie hobbystów pokazuje, że skarb może kryć się wszędzie, a w polskiej ziemi pamiątek historycznych jest bez liku. Czasem wystarczy wyjść przed dom z najprostszym wykrywaczem.

– Nawet z tanim sprzętem możemy znaleźć coś ciekawego – podkreśla Mikołaj Nowosielski. – Oczywiście im sprzęt droższy, tym zyskujemy na ergonomii, na dodatkowych funkcjach. Jednak zasada działania jest podobna.

Wszędzie tam, gdzie żyli ludzie, ziemia nosi ich ślady. Poszukiwacze uwielbiają śmietniki sprzed setek lat, bo choć trafiały tam rzeczy bezwartościowe dla właścicieli, to po wiekach dla znalazców stają się one bezcenne. Atrakcyjnym miejscem są stare trakty, gdzie podróżni gubili drobne przedmioty, pola bitew, stare siedliska. Przed kilku laty poszukiwacz Michał Młotek z Iławy stworzył mapę już odnalezionych w Polsce skarbów



Wynika z niej, że cenne rzeczy mogą kryć się w każdym regionie. Są jednak miejsca, które polskich eksploratorów intrygują w sposób szczególny. Z pewnością należą do nich tereny dawnych Prus Wschodnich oraz południowo-zachodnia Polska. Okolice zamku w Książu uważane są za miejsce, w którym hitlerowcy mogli ukryć skarby III Rzeszy. Podobnych skrytek poszukuje się też m.in. w podziemiach Szprotawy, w Głogowie i Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym. Mazury natomiast są jednym z potencjalnych miejsc ukrycia słynnej Bursztynowej Komnaty. Obecnie badany jest trop wiodący do Mamerek, gdzie Niemcy wybudowali kompleks bunkrów dowództwa Wermachtu. Na terenie Warmii poszukuje się skarbu generała Aleksandra Samsonowa. Ten dowódca jednej z carskich armii po klęsce, jaką Niemcy zadali mu w bitwie pod Tannebegiem (Grunwald), nakazał żołnierzom zakopać wóz ze złotem przeznaczonym na utrzymanie wojska. Część historyków uważa, że stało się to w okolicach Wielbarka. Jest wreszcie skarb Inków, złoto, które miał wywieźć z Peru i ukryć w Pieninach, w okolicach zamku w Niedzicy, ostatni władca tego ludu Tupac Amaru.

– Każdy region ma swój Graal, legendę, historię, którą niejeden poszukiwacz chciałby odkryć – mówi Dawid Stec z „Sakwy”. – Nie ma tygodnia, by nie dotarła do nas jakaś informacja o kolejnym odkryciu. Jakieś monety w garach, dokumenty na strychach czy znaleziska w budynkach między stropami. Jest tego bardzo dużo – wyjawia.  

W opowieści o Panu Samochodziku i templariuszach, którą wielu poszukiwaczy wymienia jako źródło swojej pasji, drogę do skarbu wyznacza hasło: „Tam skarb Twój, gdzie serce Twoje”. Można je rozumieć także jako wezwanie to tego, by w życiu robić to, co się kocha i tak myśli wielu poszukiwaczy.



– Dla ogromnej większości to hobby, robią to z pasji, z zamiłowania do historii – opowiada Mikołaj Nowosielski. – Jest to sposób na spędzanie wolnego czasu. To zawsze jest wyprawa, wycieczka, często spotkanie z przyjaciółmi. Szukamy przygody – podsumowuje.


Fot. Sakwa

Powiązane artykuły

Koenig-Specials. Wyjątkowy smak tuningu lat 80.
Lata 80. to czas, w którym pojęcie przepychu w motoryzacji było czymś nieznanym. To, czego nie odważyli się zaproponować producenci, wyjeżdżało z pracowni firm tuningowych. Firmy takie jak ABC Exclusive, AMG, Arden, Carat by Duchatelet, Gemballa, Koenig-Specials, Lorinser, Rinspeed, Sbarro, Strosek czy Treser proponowały daleko idące modyfikacje, czyniące samochody prawdziwymi dziełami sztuki, często zwielokrotniające cenę wyjściowych modeli. Poznajcie bliżej historię jednej z nich.
Święta pachną piernikami
Korzenny aromat unoszący się w całym domu, bursztynowy miód i tysiące pomysłów na dekoracje. Nadchodzi Boże Narodzenie, a więc pieczemy pierniki!
Niebezpieczne kobiety popkultury
Najnowszy film Patryka Vegi „Pitbull. Niebezpieczne kobiety” w ciągu 4 pierwszych dni wyświetlania obejrzało 835 000 widzów! Jednym z powodów tego sukcesu może być fakt, że reżyser tym razem postawił na kobiety. A te, szczególnie jeśli cieszą się złą sławą, przyciągają uwagę widzów jak magnes. Nawet przez kilkaset lat. Przedstawiamy sylwetki 9 kobiet, którym bycie „niebezpiecznymi” zapewniło nieśmiertelność. 
Wirtualni piłkarze – realne emocje
Piłka nożna to najpopularniejszy sport na świecie. Mistrzostwa świata, rozgrywki klubowe, liga mistrzów. Messi, Ronaldo czy Lewandowski. Camp Nou, Maracanã czy nasz Narodowy. Gwiazdy, stadiony, drużyny, wielkie pieniądze i jeszcze większe emocje. Czy da się je odtworzyć w domowym zaciszu?