trendy
03 września 2016, 08:13

Co można zrobić z książką?

Jak się okazuje, nie tylko ją czytać. Trend na książki do kolorowania, niszczenia, bazgrania pojawił się kilka lat temu. Teraz znów jest na topie, chętnie korzystają z niego wydawnictwa i producenci akcesoriów plastycznych. Kolorowanek oraz „kolorofanów” ciągle przybywa…

Określa się je mianem książek kreatywnych, interaktywnych, bo ich zadaniem jest pobudzenie do działania – przede wszystkim artystycznego. Pierwszą tego typu publikacją była książka autorstwa Keri Smith „Zniszcz ten dziennik” adresowana do młodzieży, która zachęcała do twórczego szaleństwa. W 2012 roku w Wielkiej Brytanii narodził się nowy pomysł, zapoczątkowany kolorowanką dla dorosłych „Tajemny ogród” Johanny Basford. Wbrew sceptycyzmowi wydawców okazała się hitem i stała początkiem nowej mody, której zwolenników ciągle przybywa. Dorośli nie kolorują jednak tak jak dzieci postaci z ulubionych bajek, ale mandale, arabeski, skomplikowane wzory roślinne, pejzaże czy fantastyczne stworzenia.

Kreatywne publikacje to jednak nie tylko kolorowanki. To dzienniki i notatniki z rozmaitymi, zabawnymi zadaniami, to szkicowniki pozwalające doskonalić swoją pasję, np. projektowanie mody czy zainteresowanie sztuką, architekturą. Ciekawą propozycją jest też seria „Połącz kropki”. Choć czynność ta wydaje się zarezerwowana dla dzieci, to zaskoczeniem mogą być dla wielu propozycje przygotowane przez wydawnictwo Insignis, gdzie z połączenia tysiąca kropek na każdym obrazku powstają niezwykle misterne rysunki, np. odwzorowujące znane dzieła sztuki. Zdecydowanie jednak wśród różnorakich publikacji kreatywnych prym wiodą kolorowanki…

Dlaczego kolorujemy?

Dorosło pokolenie, które kolorowanki pamięta z dzieciństwa i wspomina je z rozrzewnieniem. Zdaniem Joanny Przybylskiej, autorki bloga Niedopisanie, to właśnie nostalgia za dziecięcą beztroską sprzyja rosnącej modzie na książki do kolorowania i inne kreatywne tytuły wydawane z myślą o dorosłych. Jako drugi powód powszechnego entuzjazmu dla tej nowej, choć przecież wymyślonej już dawno temu rozrywki, wskazuje coraz powszechniejsze zmęczenie natłokiem informacji oraz treściami płynącymi z Internetu. Kolorowanki to okazja do relaksu, do obcowania z kolorem i formą, a nie z newsami.



– Ludzie lubią się bawić i wyrażać siebie bez skrępowania, a tego typu publikacje im to umożliwiają. Moda trafia do ludzi w różnym wieku. To takie poprawiacze nastroju oraz ćwiczenia z kreatywności w jednym – odpowiada z kolei Justyna Wencel, założycielka Pracowni Kreatywnego Wyrażania Dzika Jabłoń, która wspiera rodziców i nauczycieli w rozwijaniu twórczego potencjału dziecka oraz autorka bloga o kreatywności dziecka Dzika Jabłoń.

Wiktoria Witak, autorka bloga Z pasją do życia, dodaje, że pierwotne założenie publikacji antystresowych przerodziło się w autentyczną potrzebę tworzenia czegoś ładnego, osobistego. – Pierwsze kreatywne publikacje były promowane pod hasłem redukowania stresu. Myślę, że właśnie dlatego coraz więcej ludzi zaczęło się nimi interesować. Fakt, że można taki cel osiągnąć dzięki książce za kilkanaście złotych, stał się kuszący. Z czasem jednak wszystko to poszło w stronę artyzmu. Odbiorcy zmienili pierwotne „antystresowe” założenie autorów książek kreatywnych i zrobili z nich własne dzieła sztuki. W kolorowankach jest już stworzony kontur, pozostaje tylko wypełnienie przestrzeni barwą, zatem to zadanie o wiele łatwiejsze, a efekty niekiedy zaskakujące. 

Wiktoria Witak zwraca też uwagę na prężnie działające internetowe grupy fanów kolorowania (przykładowo – profil na FB Sztuka kolorowania), które naprawdę potrafią zmotywować do artystycznej realizacji. Ich członkowie prezentują swoje prace, nawet te bardzo amatorskie, wymieniają uwagi na temat ciekawych, godnych polecenia publikacji i akcesoriów.

Kreatywna książka dla dziecka – czyli jaka?

Chociaż ostatnio kreatywnymi książkami zainteresowali się dorośli, to przecież od lat najważniejszą grupą odbiorców są właśnie dzieci. – Nie powinna wyręczać w podejmowaniu własnych decyzji – na pytanie, jaka powinna być kreatywna książka dla dziecka, odpowiada Justyna Wencel z bloga Dzika Jabłoń. – Im mniej określonych ram i wytycznych, tym większe pole do popisu wyobraźni i ekspresji twórczej. Często książka kreatywna to także pozycja interaktywna. Dobrze byłoby, aby miała możliwie jak najbardziej otwartą formułę, która pozwala maluchowi eksplorować, doświadczać, interpretować, działać po swojemu. Niech będzie intrygująca i mądra, ale nie infantylna. Niech daje poczucie przygody, zachęca humorem i wciąga w zabawę.



Justyna Wencel zwraca również uwagę na to, że o kreatywności danej książki, tak jak i każdego innego przedmiotu, decydują rodzice i opiekunowie. – To, czy
nazwiemy ją kreatywną, zależy od naszych potrzeb oraz sposobu, w jaki zostanie ona użyta. Zakładając, że nie mamy na myśli kolorowania utożsamianego z niewychodzeniem poza linię (które samo w sobie może być dobrym wsparciem motoryki małej dziecka w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym), kolorowanki są fascynującą przygodą.

Autorka bloga Dzika Jabłoń podkreśla, że książka powinna rozwijać. Czyli uruchamiać potencjał wyobraźni dziecka, umożliwiać mu swobodną ekspresję oraz łamanie schematów.
– Im więcej w niej przestrzeni dla niego i jego twórczych poszukiwań, odkryć, zaskoczeń, tym lepiej – dodaje Justyna Wencel i zachęca do poszukiwania niebanalnych publikacji dla dzieci, niekoniecznie tych ostatnio wydanych. – Fantastycznym tropem i punktem odniesienia  jest wielowątkowa twórczość Munariego, włoskiego projektanta i artysty. Bruno Munari od lat 30. tworzył książki dla dzieci, które poprzez dotyk uczyły o fakturze, ruchu i kolorze. To były książki dzieła sztuki do zabawy i doświadczania drogą zmysłów. Część tego typu kreatywności możemy dziś odnaleźć w interaktywnych tytułach Hervé Tulleta.

Co się przyda „kolorofankom”?  

Tuż po pojawieniu się mody na kolorowanie znacząco wzrosło zapotrzebowanie na akcesoria plastyczne – kredki, markery, akwarele. Nie bez znaczenia jest tu ich jakość. Za dobry zestaw kredek trzeba zapłacić kilkadziesiąt złotych. Co przyda się miłośnikowi kolorowania? Wyjaśnia Wiktoria Witak: – Na początek wystarczą kredki i temperówka – coś, co większość z nas ma w domu. Co do przyborów przydatnych... to już jest temat rzeka. Wielu pasjonatów kolorowanek przyznaje, że ich portfel zaczął się robić coraz lżejszy, bo artystyczne zakupy uzależniają! Osobiście nie wyobrażam sobie kolorowania bez suchych pasteli – idealnie sprawdzają się przy pokrywaniu większych obszarów, np. tła. Przydatny jest również blender – przypomina białą kredkę i służy do ujednolicenia powierzchni – mówi.



Wiktoria Witak wymienia też akcesoria, po które chętnie sięgają fani kolorowania. Wiszer, białe długopisy żelowe, markery, farby akwarelowe, waterbrushe. Podkreśla też, że nie bez znaczenia jest marka przyborów.

– Najwięcej produktów mam z Koh-I-Noor. Są to moim zdaniem jedne z najtańszych akcesoriów spośród tych profesjonalnych. Głośno jest również o firmach takich jak Derwent, Faber Castell, Prismacolor, jednak to już trochę większy wydatek. Na początek polecam zaznajomić się właśnie z Koh-I-Noor; jakość jest dobra, więc nie zniechęci do kolorowania, a jednocześnie nie odczujemy znaczącej luki w portfelu – zachęca autorka bloga i miłośniczka kolorowanek.

Krótkotrwała moda?

Na razie fanów, a raczej fanek kolorowania przybywa, coraz więcej też jest publikacji na rynku, bo sporo wydawnictw chce skorzystać z nowej mody. Relaksujące działanie kolorowanek dla dorosłych wykorzystują w swojej pracy także specjaliści prowadzący warsztaty psychologiczne. Zachęcają do kolorowania zwolennicy koncepcji „uważnej obecności” (mindfulness), widząc jego działanie terapeutyczne i poznawcze. Kolorowanki stały się też oryginalną formą prezentu dla znajomych czy członków rodziny. To prezent, ładnie wydany, staranny, który niesie miłe przesłanie: „zrób coś dla siebie, zrelaksuj się, odpocznij”. Jednak nie brak głosów, że w ślad za kolorowankami powinny już pojawić się nowe, jeszcze bardziej ambitne propozycje dla twórczych odbiorców. Tak uważa Joanna Przybylska, wskazując choćby na obecny nurt na polskim rynku – hirameki, czyli plamki, w których należy odnaleźć kształt, dorobić kilka linii i stworzyć własny obrazek.
Czekajmy zatem na nowe, a w międzyczasie zmalujmy coś dobrego.
Newsletter
Trwa generowanie pliku zip
0%