„Co się dzieje z moim dzieckiem? Czy jest bezpieczne? Gdzie się znajduje?” – takie pytania każdego dnia stawiają sobie rodzice w całej Polsce. O ból głowy przyprawia ich m.in. kwestia bezpiecznego dotarcia syna czy córki do szkoły i powrotu z niej. Większość matek i ojców chciałoby mieć oczy dokoła głowy, ale stała osobista opieka jest po prostu trudna. Rozwój nowych technologii sprawia jednak, że „towarzyszenie” dzieciom i chronienie ich stają się łatwiejsze – i to w zasadzie niezależnie od miejsca, gdzie przebywają rodzice.

Dowodów dostarczają personalne lokalizatory GPS. To niewielkie urządzenia przypominające kształtem pudełka od zapałek, mające formę zegarków albo breloków, które opierają się na systemie nawigacji satelitarnej oraz sieci komórkowej GSM i są w stanie podawać swoją pozycję. 



Pozwalają na stały nadzór niezależnie od miejsca przebywania opiekuna. Wystarczy dowolne urządzenie z dostępem do Internetu, np.: smartfon, tablet czy laptop, by dało się ustalić miejsce pobytu dziecka, nad którym sprawuje się pieczę i to z wizualizacją pozycji na mapie cyfrowej (nanoszonej w cyklicznych odstępach). No, chyba że dziecko zgubi sam lokalizator, bo też jest taka możliwość.


Ale to nie koniec. W zależności od modelu otrzymuje się np. informacje, czy nasz malec się porusza i – jeśli tak – to w którym kierunku i z jaką prędkością, czy idzie pieszo, czy jest w pojeździe. Wiadomości te są bezcenne np. przy próbie zatrzymania przez obcą osobę czy wypadku, kiedy to czas i szybka reakcja liczą się najbardziej.

– Lokalizator można umieścić w kieszeni kurtki, przypiąć do paska spodni lub roweru czy włożyć do plecaka, po czym w każdej chwili sprawdzić, gdzie znajduje się dziecko. Poczucie bezpieczeństwa, o czym przekonują nas sami rodzice, jest bezcenne – potwierdza Michał Baranowski, dyrektor ds. rozwoju biznesu w firmie Trackimo.



Większość rozwiązań ma też funkcję SOS, dzięki której pociecha może powiadomić, że znajduje się w sytuacji, którą uznaje za zagrażającą. Informacja zostaje wysłana na zakodowane wcześniej w urządzeniu numery telefonów. Urządzenie może ponadto rozpoczynać połączenie głosowe i umożliwić rozmowę (lub tylko prowadzenie nasłuchu). Jeśli nie połączy się z którymś z numerów, automatycznie wybiera kolejny z listy.

– Wystarczy, że dziecko w chwili zagrożenia wciśnie guzik SOS, żeby rodzic otrzymał natychmiastową informację o niebezpieczeństwie. Za pomocą drugiego przycisku może nawiązać połączenie głosowe z opiekunem i wyjaśnić, co się wydarzyło – podkreśla Bartosz Lorenc, zastępca dyrektora ds. sprzedaży GPS w firmie Hertz Systems. Zaznacza, że lokalizator personalny działa szybciej i bardziej precyzyjnie od tradycyjnego telefonu, umożliwiając ustalenie położenia – a tym samym miejsca przebywania osoby monitorowanej – z dokładnością do dwóch metrów.


Dostęp do informacji o położeniu dziecka wyposażonego w lokalizator jest zwykle możliwy poprzez aplikację mobilną przeznaczoną na smartfony i tablety z systemem iOS oraz Android, a także stronę www. Pozwalają one w czasie rzeczywistym (a także dla ostatniej godziny, dnia, tygodnia lub w zadanym okresie) sprawdzić, gdzie przebywa czy przebywał podopieczny. Co więcej, istnieje możliwość zaprogramowania inteligentnych alarmów przesyłanych za pomocą SMS-ów, maili lub notyfikacji push poprzez aplikację, które na życzenie powiadomią o sytuacji awaryjnej, gdy na urządzeniu zostanie wciśnięty przycisk SOS oraz opuszczeniu ustalonych z góry stref, gdy np. dziecko przemieści się poza któryś z wyznaczonych obszarów szkoły, domu, osiedla, miasta czy kraju.

– Dotarcie do szkoły i powrót z niej to nie jedyne sytuacje, gdy urządzenie się sprawdza. Zdarza się, że dziecko ginie w tłumie podczas imprez masowych, kiedy rodzić przez nieuwagę traci kontakt wzrokowy z pociechą. Co wtedy? Panika, bieganie po okolicy i rozpaczliwe poszukiwania. Lokalizator jest wówczas niezwykle pomocny – mówi Jan Szymczyk, dyrektor ds. technicznych w firmie Keratronik. Zwraca uwagę, że urządzenie może też być wykorzystywane w przypadku maluchów, nad którymi opiekę sprawuje niania. – Rodzice chcą np. wiedzieć, czy spacer z dzieckiem w wózku odbył się po parku, a nie w markecie na prywatnych zakupach niani, a lokalizator umożliwia im sprawdzenie tego, bo dane o pozycji przesyłane są na serwer i mogą być przeglądane oraz analizowane w późniejszym terminie.

Wady? W związku z charakterystyką sygnałów GPS/GSM, mogą pojawić się problemy z precyzyjnym ustaleniem pozycji lokalizatora, jeśli ten znajdzie się w ekranowanym pomieszczeniu, np. podziemnym garażu. Można jednak wówczas określić ostatnie znane koordynaty urządzenia. Jeśli dziecko zgubi sprzęt namierzający lub zostanie mu on odebrany, to o prawidłowych wskazaniach można zapomnieć. Podobnie jest w sytuacji, gdy ktoś zdecyduje się na zagłuszenie sygnałów GPS/GSM, ale to czarne scenariusze. 


Zwolenników takiego rozwiązania jest coraz więcej i widać to na Allegro. Zainteresowanie urządzeniami monitorującymi ciągle rośnie. – W tym roku odnotowaliśmy już 29% wzrost sprzedaży lokalizatorów GPS w stosunku do roku poprzedniego, a najpopularniejszy przedział cenowy to 120–140 zł – mówi Paweł Krysiak, starszy specjalista ds. sprzedaży i współpracy partnerskiej w Allegro. 

Poza specjalnymi urządzeniami funkcje lokalizacyjne oferują operatorzy sieci komórkowych. Play, Orange, T-Mobile i Plus mają program Bezpieczna Rodzina/Gdzie jest dziecko/Gdzie Jest Bliski (różne nazwy, ta sama w założeniach usługa), który wykorzystując kartę SIM, moduł GPS i WiFi w telefonie, umożliwia m.in. ustalanie pozycji bliskich i tworzenie stref bezpieczeństwa, których opuszczenie przez wybraną osobę powoduje aktywację alarmu. 

Monika Perkowska, psycholog dzieci, młodzieży i rodziny, zwraca jednak uwagę, aby nie traktować lokalizatora jako narzędzia do inwigilowania najmłodszych. – Nie powinno się zaszczepiać w dzieciach braku poczucia bezpieczeństwa w społeczeństwie. Wytłumaczenie, że rodzic martwi się i podkreślenie, że będzie korzystał z urządzenia wyłącznie w określonych sytuacjach, np. gdy pociecha długo nie wraca do domu, jest do przyjęcia, o ile dziecko nie zbuntuje się przeciwko takiemu rozwiązaniu i o ile rodzic rzeczywiście będzie dotrzymywał danego słowa – zaznacza psycholog.

– Mamy w domu lokalizator w formie zegarka. Pozwala nam nie tylko ustalić, gdzie znajduje się córka, ale umożliwia wysłanie krótkiej wiadomości, chociażby o treści: „Mam problemy, przybywajcie” – mówi Krzysztof Hołowczyc, znany kierowca rajdowy. – Poczucie bezpieczeństwa, świadomość, że możemy pomóc najbliższej osobie zadecydowały o zastosowaniu takiego rozwiązania. Pomijam sytuacje ekstremalne, np. porwania, w grę wchodzi tutaj raczej reakcja na zagubienie się. Postawiliśmy na lokalizator, bo córka nie chciała wszędzie chodzić z telefonem pozwalającym na określenie miejsca jej przebywania – wyjaśnia na koniec „Hołek”.

Fot. Shutterstock.com

Maciej Pobocha

magazyn@allegro.pl

Powiązane artykuły

Inteligencja w salonie – telewizor to nie wszystko
Telewizor cały czas stanowi jeden z głównych elementów wyposażenia mieszkania i nic nie wskazuje, aby miało się to zmienić. Wymieniamy starsze modele na nowsze lub dokupujemy drugi odbiornik do kuchni czy dziecięcego pokoju.
10 najpopularniejszych książek blogerów i vlogerów na Allegro!
Książka „Finansowy ninja” Michała Szafrańskiego, najpopularniejszego blogera finansowego w Polsce, tylko w przedsprzedaży przyniosła jej autorowi ponad pół miliona złotych czystego zysku! Wydawnictwo Znak powołało do życia nową linię wydawniczą Flow Books specjalizującą się w publikacji książek napisanych przez influencerów. Czyżby „normalni” pisarze na naszych oczach odchodzili do lamusa?
Dużo szumu wokół sukcesu małych misiów
Genialne produkty, które zdobywają serca coraz większej liczby matek i ojców. Szumiące misie, czyli Szumiś oraz Whisbear, to hit ostatnich kilku lat. Są więcej niż tylko zwykłymi pluszowymi przytulankami – uspokajają niemowlęta, pomagają im w zasypianiu, a rodzicom pozwalają na większą swobodę w poruszaniu się po domu. Jak one to robią? Rozkładamy szumiące misie na czynniki pierwsze.
Kultowy i niedoceniany zdobywca Afryki
Regulaminy sportów motorowych lat 70., 80. i 90. stworzyły wiele legend, które trafiły do garaży kolekcjonerów i osiągają dziś astronomiczne ceny. Mowa o tak zwanych homologation specials, autach tworzonych zazwyczaj w liczbie kilkuset produkcyjnych sztuk, dla wprowadzenia tych modeli na trasy rywalizacji rajdowej bądź wyścigowej.