trendy
11 sierpnia 2016, 08:00

Rower elektryczny – nie dla leniuchów

Kolejny gadżet – to zazwyczaj nasza pierwsza reakcja na rower elektryczny, za którą zaraz pojawia się pytanie: Po co? Dla kogo? Entuzjazm – to z kolei pierwsza reakcja każdego, kto na taki rower wsiądzie i przejedzie chociażby kilkadziesiąt metrów. Tutaj pytanie jest już tylko jedno: za ile?

Na początku pojawia się wątpliwość: jeśli decyduję się na aktywność fizyczną, to przecież nie po to, by rower sam za mnie jeździł. Wielu z nas na pewno tak myśli. Bez obaw, tak nie będzie. Bez siły mięśni e-bike nie ruszy z miejsca. Gdy już jednak zaczniemy pedałować, wrażenia będą niesamowite. Komfort i prawdziwą radość z jazdy doceni na pewno każdy fan dwóch kółek. Będziemy jechać szybko i płynnie, niezależnie od ukształtowania terenu czy wiatru, a wysiłek będzie praktycznie nieodczuwalny.

Czytaj także: Rowerzysto, daj się przebadać!
 
– Musimy pamiętać, że to nie jest samodzielnie jeżdżący pojazd. To nadal jest rower, tylko ulepszony – mówi z Łukasz Warzecha z firmy Powerbikes, dystrybutora rowerów elektrycznych. – Rower elektryczny ma dodatkowe wspomaganie w postaci silnika elektrycznego, dzięki któremu jedzie nam się łatwiej, możemy przejechać naprawdę spory dystans bez nadmiernego wysiłku. Oczywiście nadal musimy pedałować, bo bez tego rower nie pojedzie, nie będzie działał też silnik. Ale wysiłek, jaki wkładamy w to, by napędzić rower, możemy dostosować do naszych możliwości.

Jak to działa?

E-bike jest połączeniem klasycznego roweru i napędu elektrycznego wspomagającego jazdę. System elektryczny uruchamia się za pomocą panelu zamontowanego na kierownicy. – Gdy zaczynamy pedałować, załącza się silnik, który napędza przednie koło. Jego moc jest wprost proporcjonalna do siły naszego pedałowania. Im szybciej pedałujemy, tym silnik mocniej przyspiesza – tłumaczy Łukasz Warzecha. – Siła wspomagania może być różna. W zależności od potrzeb możemy się wspomagać w niewielkim stopniu lub prawie całkowicie zastąpić pracę naszych mięśni. Z reguły trybów wspomagania jest 5, w niektórych modelach silników może być ich maksymalnie 9.




Wizualnie e-rowery nie różnią się specjalnie od zwykłych dwóch kółek. Różnice są trzy: bateria litowo-jonowa umieszczona pod bagażnikiem lub w ramie roweru, sterownik i silnik zamontowany w kole przednim, tylnym lub centralnie, w zależności od modelu. Przekrój modelowy jest bardzo szeroki: od rowerów miejskich, przez składaki, cruisery po rowery terenowe. W zależności od modelu różne są też ceny. Zakup takiego roweru to zawsze spory wydatek, od 3–3,5 tysiąca złotych wzwyż. Najtańsze i dla wielu całkowicie wystarczające są rowery miejskie z baterią o zasięgu kilkudziesięciu kilometrów. Górną granicę wyznaczają rowery o właściwościach terenowych, takie jak fed bike, którym możemy jeździć po każdym rodzaju terenu, czy rowery MTB. Tutaj ceny kształtują się w okolicach nawet  kilkunastu tysięcy złotych.



Do rodzaju i wielkości roweru dostosowana jest też bateria. W składakach jest ona mniejsza, żeby sam rower był lekki i łatwo się składał. Baterie te mają z reguły pojemność 6 amperogodzin, co przekłada się na zasięg nawet do 60 km. Te o pojemności największej pozwolą przejechać od 80 do ponad 100 km.



– Są to baterie litowo-jonowe, podobne jak w telefonach komórkowych. Zamontowane są w kasecie pod bagażnikiem. Ładowanie jest bardzo proste, po prostu podłączamy baterię za pomocą ładowarki do gniazdka – mówi Andrzej Łotocki z firmy Geobike, produkującej rowery elektryczne. – Ładowanie baterii do pełna zajmuje ok. 3,5 godz., ale można też podłączać ją na krótko, by uzupełnić zapas. Bateria napędza silnik, dzięki czemu my, jadąc, zyskujemy dodatkową moc. Pedałuje nam się lżej, łatwiej pokonujemy przeszkody – wyjaśnia.

Bateria waży sporo, przez co „elektryki” są średnio o ok. 10 kg cięższe niż zwykłe rowery. Często większą wagę „elektryków” wymienia się, obok wysokiej ceny, jako ich główną wadę.
– Myślę, że nie jest to element decydujący. E-bike są cięższe, ale odczuwamy to tylko, gdy chcemy go przenieść. Podczas jazdy, także bez wspomagania, w ogóle się tego nie czuje. Klienci, którzy taki rower u mnie kupili, czy choćby go testowali, to potwierdzają – przekonuje Łukasz Warzecha.

Dla kogo?

E-bike pozwala na zminimalizowanie wysiłku związanego z jazdą na rowerze. Jest to odczuwalne w szczególności podczas podjazdów w nierównym terenie, a także, gdy wieje mocny wiatr. Mimo że silnik wykonuje za nas część pracy, e-bike wcale nie jest rowerem dla leniuchów.

– To prawda, wkładamy w jazdę mniej wysiłku, możemy pokonać naprawdę długą trasę i zsiąść z roweru niezmęczeni. To właśnie sprawia, że jest to rower naprawdę uniwersalny – przekonuje Andrzej Łotocki. – Dzięki możliwości zredukowania przeciążeń e-bike jest rowerem dla wszystkich. Zarówno dla tych, którzy chcą traktować go jako główny środek transportu i jeździć nim do pracy, na zakupy, na kawę, jak i tych, którzy roweru używają wyłącznie rekreacyjnie. Każdy, kto spróbuje jazdy na e-bike’u, bardzo szybko przekona się o jego licznych zaletach – zachęca.



W Polsce rowery elektryczne to rynek jeszcze bardzo wschodzący. Klienci to najczęściej osoby 35+. U młodszych rowerzystów pokutuje stereotyp, że e-bike to rozwiązanie dla tych, którzy z jakichś powodów nie mogą jeździć na normalnym rowerze. Faktycznie, rower elektryczny jest świetnym rozwiązaniem dla osób z różnymi urazami, np. kolan, bo jadąc bez obciążeń, nie nadwerężamy stawów. Jest to też o wiele przyjemniejsze narzędzie rehabilitacyjne niż rower stacjonarny.

– Rower elektryczny często wybierają też seniorzy, którzy lubią dłuższe wycieczki, ale boją się nadmiernego wysiłku. To świetne rozwiązanie dla osób, które jeżdżą z jakimś obciążeniem, np. matek wożących dzieci w foteliku – mówi Łukasz Warzecha. – E-bike to rozwiązanie na tyle uniwersalne, że z pewnością grono klientów będzie się poszerzało.
Widać to już na Zachodzie. W krajach takich jak Niemcy czy Holandia na rowerach elektrycznych spotkać można osoby w każdym wieku, a także służby mundurowe czy biznesmenów w garniturach, którzy wykorzystują e-bike jako główny środek transportu. Jeżdżą nim do pracy, na spotkania.

Czytaj także: Mama na rowerze

– Jest to świetna oferta dla firm i alternatywa dla samochodów służbowych – przekonuje Andrzej Łotocki. – W przypadku zwykłego roweru często rezygnujemy z dojazdów do biura, bo nie zawsze mamy do dyspozycji prysznic, by odświeżyć się po trasie. Tutaj nawet w gorący dzień można dojechać do pracy praktycznie „na sucho”. Co więcej, zachodnie ubezpieczalnie wyliczyły, że pracownik dojeżdżający do pracy rowerem średnio o 2–3 dni mniej choruje. To też jest istotny argument za taką inwestycją.

Nim w Polsce firmy zaczną zastępować swoją flotę samochodową flotą rowerową, minie zapewne wiele lat. Rynek rowerów elektrycznych dopiero się tutaj rozkręca. Sam rower jako środek transportu jest u nas o wiele mniej popularny niż na zachodzie Europy. Największym rynkiem są Chiny.



– W ubiegłym roku w Chinach sprzedaż rowerów sięgnęła 60 milionów sztuk, ponad połowę stanowiły rowery elektryczne. Użytkowników e-bike’ów skokowo przybywa też w Europie. W Niemczech stanowią one już 15% wszystkich sprzedawanych rowerów, w Holandii aż 20% – mówi Andrzej Łotocki. – Warto zauważyć, że początkowo tam także przeważali starsi użytkownicy, którzy doceniali komfort jazdy. Teraz bardzo szybko przybywa młodszych rowerzystów. Myślę, że podobny proces będziemy obserwować także w Polsce, widzimy tu naprawdę spory potencjał.

Obserwując to, co dzieje się w podkategorii Rowery elektryczne na Allegro, można wnioskować, że ten proces już się zaczął. Ten rodzaj pojazdu zdobywa coraz więcej zwolenników. – Z roku na rok sprzedaż rowerów elektrycznych rośnie, i to o 28%. Jest to silnie rozwijający się trend – zauważa Łukasz Stawisiński, menedżer kategorii Sport i wypoczynek w Allegro. – Dominują marki własne, ale z tych bardziej znanych można wymienić Gazelle oraz Ecobike – dodaje Stawisiński i podkreśla, że rowery tego typu najlepiej sprzedają się w czerwcu.

Elektryka w rowerach, jak przekonuje Andrzej Łotocki, nie jest chwilową modą, tylko po prostu kierunkiem rozwoju technologii. Oczywiście osoby, które na rower wsiadają, by solidnie się zmęczyć i testować granice własnych możliwości, wybiorą pewnie inny sprzęt. Coraz częściej „elektryki” wybierają jednak osoby, dla których rower jest sposobem na powrót do aktywności fizycznej i zdrowego stylu życia. Wiele przygód z fitnessem kończyło się z powodu szybkiego zniechęcenia wysiłkiem. Tutaj możemy dopasować jego stopień do naszych możliwości, do naszego stylu jazdy – zacząć od większego wspomagania i zmniejszać je w miarę poprawy naszej kondycji. Zalety e-roweru docenią też rowerzyści, którzy wolą nieco mniejszy wysiłek, ale za to w dłuższym czasie i regularnie.

Czytaj także: Przewozimy rowery – o czym należy pamiętać?

– O zaletach rowerów elektrycznych można tak naprawdę mówić długo i wiele. Najskuteczniejszym argumentem jest jednak jazda próbna – śmieje się Łukasz Warzecha. – Wystarczy, że ktoś raz spróbuje, a bardzo często nawet wysoka cena nie jest w stanie go już zniechęcić.

Fot. flickr.com/Kurt:S/CC BY 2.0
Newsletter
Trwa generowanie pliku zip
0%