trendy
31 lipca 2016, 08:00

Niezłe ziółko...

...może być z Ciebie, jeśli własnoręcznie zrobisz ziołowe destylaty, ekstrakty czy maceraty, bo to one wiodą teraz prym w kuchni. Zioła to bowiem nie tylko susz. Jak przygotować ucztę i co można z nich wyczarować, podpowiadają nam blogerki i zielarki.

Ziołowe preparaty są dostępne w zielarskich sklepach, w aptekach i w Internecie, ciesząc się ogólną sympatią konsumentów. Jednak coraz częściej sami postanawiamy produkować ziołowe kompozycje, wtedy gama naszych ulubionych ziół robi się znacznie bogatsza – potwierdza to najnowszy raport „Zrób to sam” przygotowany na zlecenie Allegro przez Majsterki.pl i Mobile Institute. Bo trend Do It Yourself to nie tylko majsterkowanie, ale gotowanie, przygotowywanie przetworów, pieczenie i wszelkie inne aktywności związane z pracą własnych rąk.

– Tylko z hodowli można mieć nagietek i bylicę piołun – mówi Małgorzata Kaczmarczyk, autorka bloga Ziołowa Wyspa. – Wiele ziół ma działanie natychmiastowe, jak np. korzeń żywokostu, dziurawiec, lepiężnik, korzeń mydlnicy, babka lekarska, krwawnik. Myślę, że mogę je nazwać ulubionymi, bo działają szybko i skutecznie. Wiele z nich stosuję w mieszankach, gdzie jedno wspomaga drugie – dodaje blogerka.




Inez Herbiness, autorka bloga Herbiness.comzbiera zioła, a także je uprawia. – Zbieranie ziół to wielka przygoda, wyzwanie i emocje – twierdzi Herbiness. – Najlepszym tego dowodem jest założona przeze mnie na FB grupa „Poszukiwacze Roślin” skupiająca kilka tysięcy osób. W sezonie letnim najwięcej emocji wyzwala wierzbówka kiprzyca, roślina z której wytwarza się sławną fermentowaną herbatkę Iwan-Czaj. Niebawem zacznie się sezon na zbiór dzikiego sezamu. Dzikim sezamem Chińczycy nazywają smaczne na surowo nasiona niecierpka; ja robię z nich chałwę – nasz klimat oferuje nawet takie smakołyki – wyjawia Herbiness. 

Małgorzata Ruszkowska, autorka bloga Meadladies.pl, uprawia działkę, na której bujnie rośnie lebiodka, kolendra, tymianek, mięta, estragon i szałwia. Uwielbia też wyprawy do lasu i na łąki, gdzie np. zbiera kwiaty dziewanny albo wykopuje korzenie mniszka i łopianu.



Również Herbiness zajmuje się uprawą ziół. – Mam między innymi „organiczną plantację” podagrycznika i jestem z niej dumna: młode listki wędrują do zup i sałatek, korzeń i nasiona to lek przy nadciśnieniu, chorobach stawów; wino z owoców ma zastosowanie jako łagodny preparat antydepresyjny – wylicza zielarka. 

Jeśli jednak nie mamy domowej hodowli, zioła możemy zbierać na okolicznych łąkach, w lasach i nad rzeką. – Zioła zbieram – o dziwo – także na przedmieściu – opowiada Inez Herbiness. – Mieszkam w sercu puszczy i tereny na skraju miasta to las przeplatany łąkami, rowami i placami budowy. Jest to niezwykle bogaty ekosystem. Mogę wyjść z domu na 60 minut i zebrać 60 gatunków o zastosowaniu leczniczym, kosmetycznym i jadalnym. Akcję zbioru 60 gatunków powtórzyć mogę w dowolnym miesiącu: lato, jesień, zima czy wiosna. Dla wprawnego oka pora roku nie ma znaczenia. Latem zbieram kwiaty i owoce, jesienią korzenie, zimą korę, pączki, wiosną młodą zieleń – wyjaśnia blogerka.



Kaczmarczyk zbiera zioła w okolicy, na łące i w lesie. – W godzinach od 10 do 16, wtedy nie mają w sobie wilgoci – radzi zielarka. 

Natomiast zdaniem Małgorzaty Ruszkowskiej zbieranie ziół to zajęcie mocno sezonowe. – Zajmowanie się zielarstwem uczy pokory – uważa Ruszkowska. – Zbiera się po prostu to, co jest. Zazwyczaj sezon na konkretny surowiec trwa bardzo krótko. Przez dwa tygodnie przeważnie zbiera się kwiaty czarnego bzu, żeby potem około półtora miesiąca czekać na owoce. Podobnie jest właściwie z każdą rośliną – kiedy przekwitną wiesiołki, czeka się na ich nasiona. Kiedy skończy się sezon na klonowe kwiaty, nadchodzi czas zbioru wrotyczu, a po nim na topinamburowe bulwy i żołędzie. Sezonowość, sezonowość i jeszcze raz sezonowość. Jeszcze lokalność, bo przecież nie wszystkie zioła można spotkać w jednym miejscu. Po taką np. wiązówkę błotną, która jest także jednym z moich ukochanych ziół, trzeba się wybrać nad rzekę albo strumień. 

Zioła można suszyć albo... nie

– Rzadko suszę zioła – mówi Inez Herbiness. – Wolę przetwory ziołowe z surowca świeżego. Robię maceraty, ekstrakty, gliceryty, destylaty. Sprzęt, który najbardziej sobie cenię w pracy przy ziołach to moździerz, koniecznie masywny, granitowy; wolnowar – niezastąpiony przy maceratach olejowych i ziołowych mydłach potasowych; mikser; waga laboratoryjna do odmierzania porcji kwasów, wodorotlenków, olejków eterycznych; szkło laboratoryjne, buteleczki, słoiki. Nieocenione są też kalosze – bez nich zbiór ziół w wilgotny poranek byłby udręką – podpowiada blogerka.




Również Kaczmarczyk nie suszy ziół, wszystko robi w ekstraktach: glicerynowych, olejowych, alkoholowych.

Agnieszka Krok, autorka bloga agakrok.blogspot.com, sporą część ziół przetwarza na świeżo po zebraniu, a część suszy. – Robię maceraty olejowe np. z kwiatu dziurawca czy nagietka, glicerynowe, alkoholowe lub mieszane, tzw. preparaty gemmoterapeutyczne – opowiada blogerka. – Zioła, które mają cenne olejki eteryczne, zamrażam: melisa, mięta, rozmaryn czy majeranek. Oczywiście także je suszę. W zależności, którą część surowca pozyskam, dobieram odpowiednio technikę. Kwiaty, liście, całe kwitnące ziele suszę w temperaturze pokojowej z dala od promieni słonecznych rozłożone cienką warstwą na papierze lub materiale, od czasu do czasu obracając. Korzenie i owoce wymagają wyższych temperatur i wtedy używam piekarnika, ale temperatura nie przekracza 60 st. C. 

Jadwiga Pitek, autorka www.blog.ziolowo.pl, chętnie używa suszarek do ziół. Według rankingu strony www.kobiety-kobietom.com, w pierwszej trójce suszarek w lipcu tego roku znalazła się suszarka RAVANSON SD-2010, zaraz za nią MPM MSG-01, a dalej DEH201.

Natomiast na Allegro najpopularniejszym modelem suszarki jest Zelmer. – Niezmiennie od kilku lat. Taka suszarka może być używana do suszenia ziół, owoców czy grzybów – wyjaśnia Piotr Głowiak, menedżer kategorii Elektronika na Allegro. – Największy wzrost zainteresowania i sprzedaży suszarek odnotowujemy we wrześniu i październiku, ale także w grudniu – dodaje Głowiak.



– Suszenie może być naturalne i sztuczne – twierdzi Pitek. – Przy produkcji na większą skalę nieodzowne jest korzystanie z urządzenia do suszenia sztucznego. W zależności od rodzaju źródła ciepła suszarnie sztucznie ogrzewane dzielimy na: wodno-parowe, ogniowe i elektryczne. Wodno-parowe – powietrze ogrzewane jest przez kaloryfery lub wężownicę rur, którymi przechodzi gorąca woda lub para. Ogniowe – powietrze przepływające ogrzewane jest przez odpowiednio przystosowane piece opalane drewnem, węglem lub gazem. Elektryczne – ogrzewanie grzejnikami elektrycznymi jest wygodnie, ponieważ stosunkowo łatwo jest regulować temperaturę powietrza suszarni – wyjaśnia blogerka.

Z samodzielnie zrobionych ziół można zrobić cuda

– Wykonuję wiele ziołowych preparatów kosmetycznych i leczniczych, a przepisami dzielę się na blogu i podczas organizowanych przeze mnie warsztatach ziołowych „Chatka Czarów" – mówi Inez Herbiness. – W „Chatce" każdy ma możliwość wykonać własny szampon borowinowy z samodzielnie zebranych ziół, maść choinkową, mydło żywiczne, tonik, syrop i inne. Obecnie moją uwagę skupiam na promowaniu akcji „Cała Polska Destyluje”. Pragnę przywrócić renesansową modę na samodzielne wykonywanie wód kwiatowych i olejków eterycznych. Destylaty wykonuję w aparacie Dragendorffa – układ: palnik, kolba, chłodnica. Największy entuzjazm wzbudza woda o zapachu migdałów, czyli hydrolizat z kory czeremchy. Najpopularniejszym preparatem w mojej ofercie jest jednak „Znikacz kleszczy” – aromatyczna nafta z bursztynami odstraszająca kleszcze i komary – mówi blogerka.

Jeśli w danej chwili nie przerabiamy ziół, musimy zadbać o ich porządne przechowanie

– Dawno temu suszone zioła przechowywano w lnianych woreczkach, natomiast teraz najczęściej w szczelnych pojemnikach i dlatego wysuszony surowiec powinien być jak najszybciej zapakowany – tłumaczy Pitek. – Zioła pakuje się ostrożnie, lekko ugniatając. Należy opisać pojemniki, podając zawartość i rok zbioru. Możemy również umieścić informację na temat możliwości zastosowania ziół. Przyprawy przechowujemy w szklanych pojemniczkach, szczelnie zamykanych, najlepiej z zielonego lub brązowego szkła – radzi.

Zdaniem zielarki zioła przechowujemy w miejscach suchych, przewiewnych i z dala od źródeł silnych zapachów, słońca, wilgoci i kurzu. Im mocniej pachną, tym szczelniejszego wymagają opakowania. Czas przechowywania jest ograniczony – zioła przechowywane ponad rok są już najczęściej bezwartościowe pod względem leczniczym. Większość traci swoje właściwości po roku – dodaje blogerka.




Zdaniem Małgorzaty Ruszkowskiej zioła dają ogromne możliwości. – Moim konikiem są kulinaria, więc dodaję zioła do różnych przetworów, dżemów, powideł, czatnejów, aromatyzuję nimi domowe octy, ale też wykorzystuję je w kosmetykach, które sama robię w domu – wylicza Ruszkowska. – Chyba nie mam popisowego produktu; każdy moment roku przynosi nowe eksperymenty i nowe zastosowania – dodaje.

Na lato, zamiast zawiesistych zup, Ruszkowska poleca probiotyczne chłodniki i potrawy ze zrecyklingowanych łupin zielonego groszku.

– Można wycisnąć z łupinek sok i dodać go do koktajli, zup, chłodników – radzi. – Można ugotować łupinki, zmiksować je i przetrzeć przez sito, żeby pozbyć się włókien. Ale najlepszym sposobem jest delikatne nadłamanie strączka tuż przy ogonku do wewnątrz i ściągnięcie jednym pewnym ruchem wewnętrznej pergaminowej warstewki. Możemy wcinać je na surowo albo dodać je do makaronu soba – podpowiada.

Co dla łasuchów? Immunoczekoladki! Natomiast dla zakochanych – potrawy ze świeżym lubczykiem.  – Posiekać drobno, wymieszać z masłem i gotowe! – radzi Aga Krok. – Lubczyk dobry jest też jako dodatek do zup, rosołów. Nie ma nic prostszego: wrzucamy gałązkę na kilkanaście minut przed końcem gotowania. Razem z innymi ziołami przyprawowymi świetnie komponuje się jako dodatek do pieczonych ziemniaków i innych warzyw. Używajmy lubczyku w naszej kuchni jak najczęściej dla smaku i zdrowia – zachęca na koniec. 


Fot. Shutterstock.com
Newsletter
Trwa generowanie pliku zip
0%