Odpowiedź jest jasna – stanowczo tak! Nawet jeżeli do zakupu namawia nas tęsknota za minionymi czasami, to zremasterowana gra będzie w stanie uderzyć w nowe pokolenia, a u nas wywoła kilka miłych wspomnień. Sprawi, że wrócimy do zapomnianego tytułu, czego w innym wypadku nigdy byśmy nie zrobili.

Pomysł wcale nie jest nowy. Od dawna powstawały „odświeżone wersje”, czyli remastery, oraz remaki – gry zazwyczaj napisane całkowicie od nowa. W 2004 roku otrzymaliśmy „Sid Meier’s Pirates”, w 2007 „Tomb Raider: Anniversary” oraz „The Settlers II: 10th Anniversary”. 

Przykładów jest więcej i można je mnożyć już od czasów ery 8-bitów, gdy programiści portowali gry na nowsze systemy. Nikt jednak nie nazywał tego szumnie remasterami.

Jest popyt, jest podaż

Całe pokolenia graczy wzdychają za „starymi, dobrymi czasami”, toteż w ciągu kilku ostatnich lat na rynek trafiło bardzo dużo zremasterowanych tytułów. Często dodawana jest w nich tylko obsługa wyższych rozdzielczości, tak jak miało to miejsce w przypadku „Age of Empires II HD”, obu części „Baldur’s Gate”, czy niedawno zremasterowanego „Grim Fandango”. Warto jednak czasem się wysilić i nieco bardziej dostosować produkcję do współczesności.

Całkowicie zmodernizowaną grafikę widać w przygodówce „Day of the Tentacle” oraz strzelance „Metro 2033: Redux”. W podobny sposób postąpili twórcy „Resident Evil HD Remastered”. Przygotowali nowe modele postaci i pomieszczeń, by wzmocnić efekt grozy. Oczywiście w przypadku remastera cały trzon rozgrywki i fabuły pozostał nienaruszony, toteż starzy fani mogą przejść taką grę z zamkniętymi oczami.




To samo od lat

Nowym trendem, który pojawił się w branży gier, jest remasterowanie tytułów, które nie są jeszcze na tyle stare, by gracze zdążyli za nimi zatęsknić. Ma to miejsce głównie w przypadku kultowych gier na PS3 i Xbox 360, które finansowo opłacało się wznowić na kolejnej generacji z lekko poprawioną grafiką. Mimo wszystko gracze nie narzekają – bardzo wysoko oceniane są remastery świetnego „The Last of Us” oraz przygód Nathana Drake’a, gdzie dostaniemy wszystkie trzy części „Uncharted” na jednej płycie. Równie dobrze wypadł God of War III Remastered”, w którym tylko podbito rozdzielczość i wyostrzono tekstury. Jako że wszystkie te tytuły to exclusivy na PS4, Microsoft w odpowiedzi wydał własne remastery – „Halo: The Master Chief Collection” oraz „Gears of War: Ultimate Edition”. Wyścig na wznowienia trwa i wszystko wskazuje na to, że trend dopiero się rozpędza.

Na tegorocznych targach E3 zapowiedziano kolejne znane, ale młode tytuły – „Skyrim” i „Bulletstorm”. Wraz z najnowszym „Call of Duty” jako DLC pojawi się także Modern Warfare Remastered. Z Playstation One wraca również „Crash Bandicoot”, ale w tym wypadku oryginał ma już 20 lat, więc powrót po tylu latach nie wzbudza już kontrowersji.



Od zera do bohatera

Niektórzy twórcy decydują się napisać grę w całości od nowa, gdyż nie zawsze delikatna poprawa grafiki jest wystarczająca, by zachęcić do powrotu do przeszłości. O ile przygodówki, strategie czy klasyczne RPG to łatwy orzech do zgryzienia, bowiem fundamenty tego gatunku po dziś dzień pozostały w dużej mierze niezmienione, o tyle mechanika gier zręcznościowych i akcji zmieniła się tak bardzo, że niejednokrotnie cała gra musi być stworzona od zera. W przeciwnym wypadku od zakupu odstraszyłyby archaizmy w rozgrywce, o czym przekonało się już wielu developerów pragnących sprzedać nam wspomnienia. Ale od czego są remaki?

Dobrym przykładem jest New’N’Tasty, będącym remakiem „Oddworld: Abe’s Oddysee”. Charakterystyczny bohater gry w latach dziewięćdziesiątych skakał po platformach i ratował swoich braci przed przemieleniem na pokarm. Grafika była prerenderowana, więc jej odtworzenie w wysokiej rozdzielczości czy z dodatkowymi efektami nie byłoby technicznie możliwe. Z tego powodu New’N’Tasty to całkowicie nowy, trójwymiarowy silnik graficzny, ale twórcy zdecydowali się poprowadzić przygodę fabularną w ten sam sposób, co pierwowzór, z użyciem tych samych poziomów, zagadek i widoku kamery. Pomysł był na tyle udany, że trwają prace nad wznowieniem kolejnej części „Oddworld: Abe's Exoddus”.



Nie wszystko warte zachodu

Tego typu zabiegi jak najbardziej zasługują na uznanie, jednakże często mamy do czynienia z niewielkimi zmianami. Tak jest w przypadku remastera świetnej przygodówki „Grim Fandango”, który dostał tylko wsparcie wyższych rozdzielczości i nieco poprawione cieniowanie. Na szczęście tytuł broni się sam znakomitą fabułą, więc nawet po 15 latach od premiery warto w nią zagrać.

Niestety nie ze wszystkimi grami czas obszedł się tak łagodnie, a producenci niejednokrotnie nie zrobili nic, by przypodobać się współczesnemu graczowi. Powrót do przeszłości może nie być najlepszym pomysłem, zwłaszcza gdy różnic od pierwowzoru jest bardzo niewiele. Niespecjalnie przyjemnie gra się po tylu latach w mało czytelne „Age of Empires II HD” czy „Icewind Dale: Enhanced Edition”. Narzekać można nawet na „Heroes of Might and Magic III – HD Edition”, które zostało pozbawione rozszerzeń, a gra w rozdzielczości HD od dawna była możliwa dzięki dodatkom. Remastery to wdzięczna gałąź rynku, ale pod warunkiem, że nowe wydanie jest dobrze przygotowane i przemyślane.

Zremasterowana przyszłość

Nietrudno się domyślić, że ten trend nie zwolni. W cyfrowym świecie stworzenie nowej marki nie jest łatwe. Zamiast ryzykować miliony dolarów, wydawcy wolą skupić się na sprawdzonych pomysłach i hurtowo produkują kolejne części gier takich jak „Call of Duty”, „FarCry”, czy „FIFA”. Czasem też decydują się odkopać kultową niegdyś produkcję i bez większego nakładu finansowego odświeżyć ją i dostosować do współczesności.

Wznowienia dobrze się sprzedają i jest na nie wyraźne zapotrzebowanie, co potwierdza wiele przywróconych do życia projektów dzięki crowdfundingowemu serwisowi Kickstarter. Można śmiało uznać, że sprzedaż nie jest napędzana jedynie wspomnieniami, ponieważ w większości w dalszym ciągu są to dobre gry. Wilk syty i owca cała – developerzy niskim nakładem prac wydają zremasterowany tytuł w niższej cenie, a gracze kupują dla chwili nostalgii, dla odświeżonej grafiki czy dla nieśmiertelnej grywalności. Dla wielu to także pierwszy kontakt z grą i warto wtedy zasiąść do wersji najlepszej z możliwych.

Powiązane artykuły

Święta pachną piernikami
Korzenny aromat unoszący się w całym domu, bursztynowy miód i tysiące pomysłów na dekoracje. Nadchodzi Boże Narodzenie, a więc pieczemy pierniki!
Niebezpieczne kobiety popkultury
Najnowszy film Patryka Vegi „Pitbull. Niebezpieczne kobiety” w ciągu 4 pierwszych dni wyświetlania obejrzało 835 000 widzów! Jednym z powodów tego sukcesu może być fakt, że reżyser tym razem postawił na kobiety. A te, szczególnie jeśli cieszą się złą sławą, przyciągają uwagę widzów jak magnes. Nawet przez kilkaset lat. Przedstawiamy sylwetki 9 kobiet, którym bycie „niebezpiecznymi” zapewniło nieśmiertelność. 
Wirtualni piłkarze – realne emocje
Piłka nożna to najpopularniejszy sport na świecie. Mistrzostwa świata, rozgrywki klubowe, liga mistrzów. Messi, Ronaldo czy Lewandowski. Camp Nou, Maracanã czy nasz Narodowy. Gwiazdy, stadiony, drużyny, wielkie pieniądze i jeszcze większe emocje. Czy da się je odtworzyć w domowym zaciszu?
Dużo światła jesienią! 
Budzisz się – ciemno. Wychodzisz do pracy – ciemno. Wracasz z pracy – znowu ciemno. A krótkie godziny jesiennego dnia spędzasz na ogół w zamkniętym pomieszczeniu. Światło to niezawodny antydepresant. Nie poddawaj się więc jesiennej melancholii i oświetl sobie drogę do dobrego humoru.