„Czuć się jak dziecko w sklepie z zabawkami” – to określenie pojawiające się często, gdy chcemy opisać stan naszego dobrego samopoczucia, jasno pokazuje, jak dziecko podchodzi do tematu zakupów. To dla niego pełnia szczęścia, gdy przechadza się między alejkami sklepu, przygląda się nowym rzeczom i przebiera w ofercie. Każda rzecz wydaje się tą jedyną i niepowtarzalną, a chęć zakupu nowej zabawki zamienia się szybko w chęć kupienia wszystkiego, co znajduje się w sklepie. 

Dziecko nieobarczone świadomością cen produktów i zasobem portfela oraz nieumiejące dokonać analizy tego, czy dany produkt jest mu przydatny czy nie, szybko zatraca się w procesie zakupowym. Na szczęście jest przy nim zwykle rodzic, który może pokierować jego decyzjami tak, że dziecko wyjdzie ze sklepu z poczuciem spełnienia i kolejną lekcją życia. Jednak aby tak faktycznie było, rodzic powinien umieć zadecydować, jak taki proces zakupów powinien przebiegać i dlaczego tzw. świadome zakupy są istotne. I to nie tylko dla rozwoju dziecka, ale i dla niego samego. Zacznijmy więc od początku, czyli od zrozumienia, czym tak naprawdę są świadome zakupy?

 Świadome zakupy, czyli jakie?

– Świadome zakupy od spontanicznych czy wręcz od totalnie nieświadomych różnią się intencją i uwagą – tłumaczy Julia Izmałkowa, założycielka Izmałkowa Consulting. – Kiedy kupujemy coś świadomie, najpierw zastanawiamy się nad naszą potrzebą oraz możliwościami, i to określa nasze granice. Dopiero potem szukamy produktu. Kiedy znajdujemy wiele rzeczy, które są miłe, przyjemne i prawie takie jak chcemy, powracamy do naszej intencji oraz potrzeby, a następnie na tej podstawie podejmujemy decyzje zakupowe. Kupno butów pasujących do czerwonej sukienki, którą włożymy na ślub siostry, jest świadome, ale jeżeli po drodze kupiliśmy torebkę, nową artystyczną filiżankę oraz bilety do Londynu, które były w promocji, to takich zakupów zdecydowanie nie można określić jako świadome – podkreśla. 



Skoro więc rodzic często popada w „zakupowe szaleństwo”, ile razy trudniej jest dziecku poskromić emocje i pragnienia. Szczególnie gdy to czerpie wzorce zachowań właśnie od swoich opiekunów. – Nasze zakupowe zachowania będą przez dziecko przyjmowanie jako wzór najbardziej właściwy – tłumaczy psycholog prof. Zbigniew Nęcki. – Jeśli więc chcemy, by nasze negatywne nawyki zakupowe cechowały również nasze dzieci, to proszę bardzo! Ale jeśli nie, to zacznijmy od siebie. Zakupoholizm nie jest legendą, jest silnym motorem „manii zakupowej”, a udziela się łatwo, bo jakże wielkie są dziecięce serduszka i pragnienia w bogatym środowisku współczesnego sklepu. Warto pamiętać, że zakupy mogą być wspaniałą lekcją myślenia ekonomicznego, ale i też niestety lekcją rozpieszczania i ulegania dzieciom. A to nie jest psychologicznie właściwe – dodaje.

Właściwa postawa rodzica

Racjonalne i nieracjonalne postawy podczas procesu zakupowego różnią się również ze względu na płeć rodzica. Jak twierdzą psychologowie ojciec, będący tradycyjnie głową rodziny, powinien stać na straży dobra domowego budżetu, wykazując się ekonomiczną kompetencją. Jednak podjęcie decyzji o konkretnym zakupie powinno być zgodne z wolą obojga rodziców. Jak podkreśla prof. Nęcki, w sytuacji konfliktu, gdy dziecko chce coś kupić, a matka nie chce kupować, ojciec powinien wspierać matkę po to, aby zachować wspólny front wychowawczy. Taka postawa jest niezwykle istotna dla kształtowania zakupowej świadomości dziecka. W ten sposób unika się sytuacji, w której dziecko uczy się trwałego schematu, że nawet jeśli jedno z rodziców powiedziało „nie”, w tajemnicy przed drugim i tak dostanie to, czego pragnie. To krótka droga prowadząca do nieodpowiedzialnych zachowań zakupowych u dzieci.

Czytaj także: Co powie tata?

Jednak niestety teoria ta sprawdza się często w praktyce. Zwłaszcza że ojcowie bywają dużo bardziej łagodni w stosunku do dzieci i potrafią rozpieścić je znacznie bardziej niż matki. – Najczęściej dzieje się tak w przypadku ojców dużo pracujących – tłumaczy Izmałkowa. – W ten sposób, zwykle nieświadomie, łagodzą swoje wyrzuty sumienia. Tymczasem nie ma potrzeby nadrabiać straconego czasu zakupami czy przyzwoleniami na posiadanie nowych rzeczy. Czas można nadrobić tylko innym czasem, więc zamiast kupować, wybierzmy się z dzieckiem na plac zabaw. W ten sposób też uczymy dzieci, że zakupy powinny mieć miejsce, kiedy czegoś potrzebujemy, a nie służyć jako terapia – przestrzega.

Umiejętnie odmawiać i edukować

Jednak nie tylko świadome zakupy, zgoda między rodzicami czy też nieuciszanie wyrzutów sumienia stanowią wyzwanie dla rodziców z dziećmi podczas zakupów. Chyba największym problemem jest umiejętność odmówienia dziecku tego, czego pragnie. Słodkie oczka, smutna mina albo wrzask na cały sklep – reakcji dziecka związanych z niezadowoleniem jest mnóstwo. W takiej sytuacji pomaga rzeczowa rozmowa, trzeba uświadamiać dziecko, że rodzic nie robi mu na złość, ale że są konkretne powody sprawiające, że dziecko nie może dostać tego, czego pragnie, np. mówiąc, że coś jest za drogie bądź niewarte swojej ceny. Można także zaproponować mu także wspólne przejrzenie po powrocie do domu oferty platform internetowych, aby znaleźć wymarzony produkt po niższej cenie i wówczas ponownie rozważyć zakup.

Jednak najlepiej dzieci edukować i uczyć świadomych zakupów, nie tylko będąc już w sklepie, ale znacznie wcześniej. 



– Warto uczyć dzieci od najmłodszych lat pojęcia budżetu – tłumaczy psycholog Dorota Minta. – Nie udawajmy przed dziećmi, że pieniądze biorą się znikąd. Warto wspólnie z nimi planować np. tygodniowe wydatki. Dobrze jest zrobić tabelkę na kartce albo w komputerze, aby unaocznić dziecku wydatki. Jeśli założymy sobie tygodniową kwotę na „przyjemności” takie jak kino, lody, książka, mała zabawka itp., wpiszmy ją u góry kartki, a następnie zmniejszajmy ją o każdy dokonany zakup. Jednak nie ingerujmy w to, jak zarządzać budżetem. Zostawmy decyzję dziecku. Wówczas samo zobaczy, że np. w środę jest już bez budżetu. Oczywiście trzymajmy się tego i nie „dokładajmy” ani złotówki – podkreśla psycholog.

Nie dać się reklamie

Takie praktyczne ćwiczenia uświadamiają dziecku rolę pieniądza w zakupach, uczą podejmować świadome decyzje, a także pokazują, że każdy zakup to wybór, bo nie można mieć wszystkiego. Niestety dzieci ulegają nie tylko własnej potrzebie zakupu nowej rzeczy, ale także kierują się tym, co mają ich rówieśnicy bądź też co pokazywane jest w reklamach. Przed takimi pragnieniami dziecku znacznie trudniej się obronić, dlatego jako rodzic zamiast zbywać chęć zakupu prostym „bo nie”, lepiej wykorzystać to pragnienie jako kolejną lekcję podejmowania świadomych wyborów. Dorota Minta zachęca, aby wraz z dzieckiem poszukać informacji o produkcie w sieci. Sprawdzić, jakie są recenzje produktu, zobaczyć testy np. sprzętu elektronicznego czy sportowego, poszukać innych, tańszych odpowiedników zabawki, porównać ceny produktów np. na Allegro i znaleźć takie, na które dziecko czy rodziców stać. W ten sposób dziecko nie tylko będzie miało poczucie, że rodzicowi zależy, ale też nauczy się pewnych sprawdzonych schematów, tak aby nie podejmować decyzji pod wpływem chwili.

Oczywiście wszelkie te zachowania wymagają ogromnych pokładów cierpliwości i konsekwencji ze strony rodzica. Warto odpowiadać na pytania dzieci, tłumaczyć zasady działania domowego budżetu, uświadamiać im, jakie cała rodzina ma wydatki i dlaczego nie zawsze rodziców stać na daną rzecz dla dziecka, ale także dla siebie. Jak podkreśla prof. Nęcki, w tym procesie ogromnie istotną rolę odgrywają ojcowie, którzy jako reprezentanci władzy i autorytetu powinni umieć ustalać granice i uczyć dzieci rezygnowania z części pragnień.

Droga do wymarzonego celu – oszczędności!

Dobrze jest także od najmłodszych lat uczyć dziecka oszczędzania na wymarzone produkty. – Doskonałym sposobem, nawet dla kilkuletniego dziecka, jest słoik, do którego raz w tygodniu wspólnie wrzucimy umówioną kwotę – tłumaczy Minta. – Mogą to być np. pieniądze, których dziecko zdecyduje się nie wydać na słodycze czy reszta z zakupów. Jeżeli tak będziemy pracować z dzieckiem, to wchodząc w dorosłość, będzie ono umiało zarządzać własnym budżetem. Nie znaczy to oczywiście, że nie popełni błędów i pod koniec miesiąca nie zacznie częściej wpadać na kolacje do rodziców, wiedziony nie tyle tęsknotą, co pustką na koncie – dodaje z uśmiechem psycholog.

Jednak takie wpadki są mniej prawdopodobne w sytuacji, gdy dziecko uważnie wprowadzane jest w świadomy proces zakupowy. Przy czym warto pamiętać, że pierwsze i podstawowe zasady chłonie już od najmłodszych lat, dlatego niezależnie od tego, jaką metodę wychowawczą przyjmie rodzic, nie może zapomnieć o jednym. – Dzieci uczą się tego, co widzą, więc jeżeli chcemy nauczyć ich świadomych zakupów, najpierw sami wprowadźmy żelazną dyscyplinę do naszego życia – przekonuje Izmałkowa.

Fot. flickr.com/Sonny Abesamis/CC BY 2.0

Justyna Bakalarska

magazyn@allegro.pl

Powiązane artykuły

Inteligencja w salonie – telewizor to nie wszystko
Telewizor cały czas stanowi jeden z głównych elementów wyposażenia mieszkania i nic nie wskazuje, aby miało się to zmienić. Wymieniamy starsze modele na nowsze lub dokupujemy drugi odbiornik do kuchni czy dziecięcego pokoju.
10 najpopularniejszych książek blogerów i vlogerów na Allegro!
Książka „Finansowy ninja” Michała Szafrańskiego, najpopularniejszego blogera finansowego w Polsce, tylko w przedsprzedaży przyniosła jej autorowi ponad pół miliona złotych czystego zysku! Wydawnictwo Znak powołało do życia nową linię wydawniczą Flow Books specjalizującą się w publikacji książek napisanych przez influencerów. Czyżby „normalni” pisarze na naszych oczach odchodzili do lamusa?
Dużo szumu wokół sukcesu małych misiów
Genialne produkty, które zdobywają serca coraz większej liczby matek i ojców. Szumiące misie, czyli Szumiś oraz Whisbear, to hit ostatnich kilku lat. Są więcej niż tylko zwykłymi pluszowymi przytulankami – uspokajają niemowlęta, pomagają im w zasypianiu, a rodzicom pozwalają na większą swobodę w poruszaniu się po domu. Jak one to robią? Rozkładamy szumiące misie na czynniki pierwsze.
Kultowy i niedoceniany zdobywca Afryki
Regulaminy sportów motorowych lat 70., 80. i 90. stworzyły wiele legend, które trafiły do garaży kolekcjonerów i osiągają dziś astronomiczne ceny. Mowa o tak zwanych homologation specials, autach tworzonych zazwyczaj w liczbie kilkuset produkcyjnych sztuk, dla wprowadzenia tych modeli na trasy rywalizacji rajdowej bądź wyścigowej.