na luzie
14 czerwca 2016, 08:28

Na festiwal z Jaśkiem Melą

Rusza sezon festiwali i imprez plenerowych. Przed nami m.in. Open'er, Woodstock, Seven Festival w Węgorzewie, iławska Fama Rock Festiwal czy Światowe Dni Młodzieży. Na taką kilkudniową wyprawę trzeba być dobrze przygotowanym, dlatego o poradę i wskazówki poprosiliśmy podróżnika Jaśka Melę.

Rafał Badowski: Co trzeba mieć ze sobą, by być dobrze przygotowanym na festiwal czy dłuższą wyprawę?

Jasiek Mela: Najlepiej być w pełni niezależnym od sklepów, punktów gastronomicznych czy pryszniców. Lubię mieć ze sobą wszystko: namiot, zapas jedzenia, które mogę sobie przyrządzić na malutkiej kuchence gazowej. Pakuję zawsze amerykański jetboil – bardzo fajna rzecz, bo montuje się go bezpośrednio na butli gazowej. 0,8 l wody gotuje się na tym średnio 2 minuty.

Czytaj także: Z domem na plecach

Na dalsze wyjazdy, gdzie może być problem z dostępem do butli o standardowym gwincie, preferuję systemy na paliwo ciekłe. Polecam palnik MSR, który działa na każdy rodzaj benzyny, niezależnie od liczby oktanów, a także na ropę czy spirytus. Warto mieć jakąkolwiek możliwość samodzielnego gotowania, bo ważne jest, aby zjeść minimum jeden ciepły posiłek, nawet jeśli miałby to być „gorący kubek” z umoczonym w środku kabanosem (śmiech). Polecam np. kaszę jaglaną czy komosę ryżową, choć ta druga długo się gotuje. Na szybko świetną rzeczą jest kuskus. Otwieramy paczkę, zalewamy wodą i po kilku minutach mamy bardzo kaloryczne i konkretne jedzenie.



Warto zaopatrzyć się w system butli gazowych. Najmniejszy palnik, który mam, a który bezpośrednio nakręca się na butlę, po założeniu jest wielkości około 6 centymetrów i waży około 100 gramów, czyli tyle, co nic. Butle też są malutkie, mogą mieć 0,2 litra pojemności – jest więc to maleńki, ale bardzo sprawny i bezpieczny zestaw.

Przed nami sezon na festiwale, byłeś na jakimś ostatnio? Przygotowywałeś się specjalnie na niego?

Bywam głównie na festiwalach muzycznych, ostatnio na wspaniałym Colours of Ostrava. Gdy w ubiegłym roku podczas Open'er spadł deszcz, nie obyło się bez kaloszy. Natomiast na Woodstock wziąłem ze sobą podręczny prysznic polowy. Wodę do niego można pobrać w dowolnym miejscu z kranem, np. na stacji benzynowej. Na Ostravie brałem wodę z pobliskiej rzeczki. Uważam, że to superopcja i przeogromny komfort na pielgrzymkach czy festiwalach, gdzie mamy wokół siebie kurz, błoto, jesteśmy zmęczeni i spoceni. Pamiętam też o sprayu na komary czy kleszcze. Kupiłem kiedyś w Tajlandii taki spray z o wiele większym stężeniem DEET niż jest dopuszczalne w Polsce. To co prawda bardziej niebezpieczne dla skóry, ale jakże skuteczne w walce z komarami.



Podczas takich zgromadzeń czy koncertów często przebywamy na pełnym słońcu bez możliwości skrycia się w cieniu. Jak sobie z tym radzisz?

Kremy z wysokim faktorem i chusta to podstawa. Zauważyłem, że gdy się taką chustę namoczy i owinie wokół głowy czy szyi, to bardzo skutecznie chłodzi. Warto się tak zabezpieczyć przed zasłabnięciem lub poparzeniem.

Na taką wyprawę buty to podstawa. Co polecasz?

Przed każdą dłuższą wyprawą, gdy będziemy długo szli lub długo mieli obuwie na nogach, najważniejsze jest jego wcześniejsze sprawdzenie. Nie polecam zakładania obuwia nowego – obtarcia gwarantowane. Buty muszą być wygodne, dopasowane i dostosowane do warunków i pogody. 



Słyszałem bardzo dobre opinie o firmie Keen, która robi świetne sandały, podobnie jak firma Ecco. Cenię obuwie skórzane, jest bardzo dobre dla nóg. Stopy się mniej pocą, materiał lepiej oddycha. Osobiście nie lubię sztucznych materiałów, ale każdy ma swoje preferencje.

Czytaj także: Plecak pełen elektroniki

Na dłuższe wyjazdy polecam też buty trekkingowe. Ważne dla mnie jest, aby wkładka w środku była dobrze dopasowana. Pamiętam, że kiedyś pojechałem stopem w Tatry, miałem wtedy na sobie pierwsze lepsze trampki. Pogoda była mało przyjemna, strasznie zmokłem. Po górach chodziłem jak kaczka: klap, klap, klap, w tempie ślimaka. To mnie nauczyło, by przywiązywać należytą wagę do wyboru obuwia.

Podczas długiej wędrówki trudno jednak uniknąć obtarć, zadrapań czy niewielkich kontuzji. Jak się przygotować?

Sam nie mam problemów z otarciami, ale od osób chodzących regularnie na pielgrzymki słyszałem, że spraye i kremy to dobre rozwiązania. Polecam też maści na stłuczenia, skręcenia czy naciągnięcia mięśni, ścięgien czy stawów.



Jakie ubrania wybierasz na słońce i upał?

Moim wielkim odkryciem jest wełna Merino. Szczególnie ubrania marki Icebreaker, która używa wełny z nowozelandzkich baranów. Ubrania te są bardzo cienkie, lekkie i łatwe do spakowania. Szybko też schną. Na dłuższych wyjazdach błyskawicznie je piorę i od razu zakładam na siebie – po pół godzinie koszulka jest sucha. Zimą zaś bardzo fajnie grzeją, są więc dobre na każde warunki. Te Icebreakera nie wyglądają zbyt sportowo, ale ja akurat lubię, gdy koszulka wygląda jak zwykła koszulka i ma fajne sportowe właściwości.

Trzeba też się odpowiednio przygotować na deszcz.

Na deszcz dobre będą oddychające skarpetki, także z wełny Merino. Bardzo ważna jest dobra kurtka przeciwdeszczowa, by jak najmniej zmoknąć. Kumpel sprzedał mi fajny patent, jak wysuszyć skarpetki, gdy szkoda nam gazu z butli: gdy kładę się spać, lekko mokre skarpetki rozkładam sobie na brzuchu pod ubraniem. Rano są idealnie suche!

Jak zadbać o bezpieczeństwo na takich imprezach?

Do bezpieczeństwa powinniśmy przywiązywać ogromną wagę. Kiedyś poskąpiłem grosza na pole namiotowe i rozbiliśmy się w szczerym polu. Gdy wróciliśmy z koncertu, części rzeczy nie było. Dlatego ważne jest to, gdzie się rozbijamy, w jakim towarzystwie, gdzie przechowujemy swoje rzeczy. Wszystkie cenne trzymam w takim opakowaniu, które nie zwraca na siebie uwagi. Oklejam też czarną taśmą sprzęt fotograficzny, aby symbole nie rzucały się w oczy. Złodziej, który ukradł już niejeden aparat, wie, ile jest wart obiektyw z czerwonym czy złotym paskiem wokół. Taki aparat noszę w torbie przypominającej chlebak wojskowyMam kumpla, który nosi pieniądze w mydelniczce. Nikt nie pomyśli, że tam jest karta bankowa. Słucham więc historii zrozpaczonych ludzi, których okradziono, ale niekiedy myślę sobie: „Stary, sam się o to prosiłeś”. 


Jasiek Mela – najmłodszy w historii zdobywca biegunów – północnego i południowego – w ciągu jednego roku. Jest jednocześnie pierwszym niepełnosprawnym, który dokonał takiego wyczynu. Założyciel Fundacji „Poza Horyzonty”. Od kilku lat prowadzi szkolenia motywacyjne dla firm.


Fot. Archiwum Jaśka Meli
Newsletter
Trwa generowanie pliku zip
0%