na luzie
01 czerwca 2016, 08:00

„Poczytaj mi, mamo” – seria, która oparła się próbie czasu

„Klasyka”, „chyba nie ma takiej osoby, która nie znałaby choć jednego z wielu opowiadań wydanych przed laty”, „powrót do dzieciństwa” – takie opinie dominują na forach poświęconych serii „Poczytaj mi, mamo”. Nowe wydanie liczących sobie kilkadziesiąt lat książeczek dla dzieci spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem czytelników, udowadniając, że zawarte w nich historie są ponadczasowe. 

– Myślę, że to zasługa wierszy i opowiadań, które się w nich znajdują, oraz niesamowitych, przyciągających wzrok ilustracji. Mój 3-letni syn je uwielbia, niektóre śmieszą, inne uczą, ale najlepsze jest to, że czytając te książki, spędzamy wspólnie czas. To jest najważniejsze – mówi Kinga Wójcik, autorka bloga fistaszkowelove.pl.

– Tylko w 2015 roku na Allegro sprzedanych zostało ponad 3000 egzemplarzy książek z serii „Poczytaj mi, mamo” – mówi Urszula Malinowska odpowiedzialna za kategorię Książki i komiksy w Allegro. – Królują przeważnie nowe wydania, wznowione przez Naszą Księgarnię, ale zdarzają się również oferty na kolekcje poprzednich wydań osiągające ceny nawet powyżej 200 złotych – dodaje Malinowska.

Seria „Poczytaj mi, mamo” została zapoczątkowana przez wydawnictwo Nasza Księgarnia w 1951 roku. Pierwsze książeczki, ozdobione zaprojektowanym przez Krystynę Michałowską charakterystycznym logo z kolorowymi zwierzątkami, miały jeszcze kształt prostokątny, ale dość szybko doczekały się znanego wszystkim kwadratowego formatu. Pod szyldem „Poczytaj mi, mamo” w ciągu ponad 40 lat ukazało się w sumie kilkaset książeczek.



Pomysłodawczynią serii była Henryka Broniatowska (1920–2010), od 1949 roku zastępczyni redaktora naczelnego wydawnictwa Nasza Księgarnia. Jak wspomina jej syn Michał Broniatowski, obecnie redaktor naczelny magazynu „Forbes”, pomysł serii (i jeszcze kilku innych) powstał w zespole pani Henryki, ale jej współpracowniczki zgodnie przyznają, że nazwę wymyśliła właśnie ona.

– Kiedy mama pracowała w Naszej Księgarni, byłem jeszcze bardzo mały, ale pamiętam, jak przynosiła do domu kolejne książeczki z serii „Poczytaj mi, mamo”. Odkąd pamiętam, były w domu zawsze, w każdym pokoju. Ale z mojego punktu widzenia największą zaletą mamy pracy w NK było to, że podczas Targów Książki (wtedy jeszcze odbywały się w Al. Ujazdowskich) mogłem wejść na zaplecze stoiska NK i dostać poza kolejnością autograf Brzechwy, Bahdaja czy Niziurskiego – wspomina Michał Broniatowski. 

W serii ukazywały się klasyczne bajki i rymowanki takie jak „Stefek Burczymucha” Marii Konopnickiej, „W aeroplanie” Juliana Tuwima, czy „Kaczka dziwaczka” Jana Brzechwy, ale większość tytułów stanowiły oryginalne historie. Były wśród nich bajki terapeutyczne oswajające młodych czytelników z codziennymi problemami i wyzwaniami, jakie niesie życie, opowieści edukacyjne wyjaśniające funkcjonowanie otaczającego świata, poetyckie rymowanki oraz inteligentne humoreski. Ich autorami byli najlepsi i najpopularniejsi autorzy.

– Ogromną zaletą książek z cyklu „Poczytaj mi mamo” jest ich bezpieczeństwo. To są treści, które w ciemno mogę czytać dzieciom bez uprzedniego sprawdzenia, bo wiem, że nic głupiego w nich nie znajdą – mówi Marcin Perfuński, autor bloga superTATA.tv.

Pod szyldem „Poczytaj mi, mamo” publikowali Małgorzata Musierowicz, Danuta Wawiłow, Wiera Badalska, Wanda Chotomska, Ryszard Marek Groński, Joanna Papuzińska i Adam Bahdaj, a ich teksty ilustrowali Edward Lutczyn, Elżbieta Gaudasińska oraz Kawaler Orderu Uśmiechu Zbigniew Rychlicki. W latach 80., kiedy seria „Poczytaj mi, mamo” cieszyła się największą popularnością, poszczególne książeczki cyklu publikowane były w nakładach sięgających 500 000 egzemplarzy!


– Świetna jest ich warstwa wizualna. To są książeczki ilustrowane przez znakomitych grafików, bardzo różnych, ale mających swoje niepowtarzalne style. Autor ilustracji jest tu niezwykle istotny i pełni rolę pełnoprawnego współautora. We współczesnych publikacjach dla najmłodszych często nie wiem, kto jest autorem rysunków albo mnie to nie obchodzi, bo rysunki wyglądają, jakby wyszły spod jednego stempla, powielanego w setkach innych książek. Tego w „Poczytaj mi, mamo” nie znalazłem, każda książka jest oryginalna – mówi Marcin Perfuński.

Wydawanie cyklu przerwano na początku lat 90., ale w 2003 roku Nasza Księgarnia zdecydowała się na jego reaktywację. Wtedy właśnie w większym formacie i bogatszej szacie graficznej ukazały się m.in. „Wyładunek z przeszkodami” Hanny Łochockiej, „Porwanie królewny Firlejki” Jolanty Sztuczyńskiej czy „Posłuchajcie bajki nowej prostokątnej i kwadratowej” Danuty Wawiłow. Niestety, po wydaniu zaledwie 7 tytułów serię ponownie zawieszono.

Do „Poczytaj mi, mamo” Nasza Księgarnia powróciła w 2010 roku przy okazji dziewięćdziesięciolecia wydawnictwa. Wtedy to ukazał się pierwszy tom zbiorczego wydania najpopularniejszych bajek, a rozpoczynały go znane wszystkim „Daktyle” Danuty Wawiłow z rysunkami Edwarda Lutczyna. Książka z miejsca trafiła na listy bestsellerów, a wydawnictwo zostało zasypane listami od czytelników domagających się wznowienia ich ulubionych poczytajek.


– Książki „Poczytaj mi, mamo” to klasyka. Mimo że wydane w nowej oprawie, to treść i ilustracje są te same. Zna je moja mama, znają je moje dzieci i jestem pewna, że ja sama będę je czytać swoim wnuczkom – mówi Kinga Wójcik. – Mam sentyment do starych baśni, bajek i wierszy. Takie książki to coś zupełnie innego niż te współcześnie pisane o strzelaniu, rywalizacji i niedoścignionych ideałach. „Poczytaj mi, mamo” to seria, która pozwala dzieciom być takimi, jakie są: beztroskimi, brudnymi i ciągle uśmiechniętymi. Nie narzuca im ciągłego przymusu bycia lepszym i gromadzenia nowinek technologicznych. Za to właśnie kocham te książki – dodaje blogerka.

Dziś na rynku jest już 6 tomów „Poczytaj mi, mamo”, a jeśli Nasza Księgarnia utrzyma dotychczasowy rytm wydawniczy, to jesienią możemy spodziewać się premiery siódmego.
Newsletter
Trwa generowanie pliku zip
0%