na luzie
16 czerwca 2016, 08:00

Pasy kontuszowe w XXI wieku. Powrót do tradycji czy nowa moda?

Może by, udając się na bal ziemiański, zamiast pasa do smokinga założyć pas kontuszowy utkany na modłę słucką? Albo podczas kolejnych uroczystości narodowych pokazać się w kontuszowym pasie? Wszak ubiór taki w dawnych czasach był manifestacją polskości. Mamy taką możliwość, bo na Allegro jest ktoś, który zajmuje się wyrobem takich właśnie pasów.

Który ubiór najbardziej kojarzy się nam z narodową tradycją? Oczywiście kontuszowy, ale nie ma przecież kontusza bez pasa. Uszycie kontusza czy żupana według dawnych wykrojów nie jest problemem, radzą sobie z tym doskonale grupy miłośników historii, historycznych rekonstruktorów.

W zakamarkach Internetu...

Zaopatrzenie się w stosowne tkaniny do uszycia stroju narodowego nie jest w obecnym czasie skomplikowane: tafta, lama, atłas czy aksamit nadają się doskonale. Problemem stał się pas, zwany potocznie kontuszowym, który technologicznie jest najtrudniejszym do utkania elementem ubioru. Próbowano sobie radzić z tym na różne sposoby, zszywając z fragmentów różnych tkanin brokatowych, z udziałem złotych galonów i tasiemek, taki pas bywał jednak kiepskim naśladownictwem oryginału. Stąd moje wielkie zdziwienie i zaskoczenie, gdy zobaczyłam w internetowej przeglądarce zdjęcia sygnowanych, zgodnie z dawną tradycją, pasów kontuszowych: Me Fecit PZ. Znane są pasy sygnowane Me Fecit Słuciae albo FS [Szczepan Filsjean – pasy z manufaktury w Kobyłce pod Warszawą], ale po raz pierwszy pojawiła się sygnatura PZ. 



Jak szybko się okazało, pod tymi inicjałami kryje się pan Przemysław Zambrzycki, miłośnik tradycji narodowych, propagator mody na ubiór narodowy, w tym na pasy kontuszowe, założyciel współczesnej „manufaktury” produkującej kilka rodzajów pasów, powtarzających wzory pasów słuckich i krakowskich. Warianty zwane: Bohun, Kmicic, Wojewoda, Hetman i Zagłoba, nawiązują do postaci znanych wszystkim z Trylogii Henryka Sienkiewicza. Nazwy dobrze się wpisują w koncepcję reaktywacji ubioru narodowego, wszak Sienkiewicz pisał Trylogię „ku pokrzepieniu serc”.


 
Pas kontuszowy jest też najbardziej spektakularnym przejawem tej tradycji, uważany za typowy dla Polaków atrybut stroju, wielokrotnie pojawia się w malarstwie i literaturze. Najbardziej znane są chyba opisy zamieszczone u księdza Jędrzeja Kitowicza, w jego Opisie Obyczajów: „Wieszam niemiecką, czyli francuską suknię u krawca na grzędzie; niech sobie wisi, lub niech ją krawiec przerabia co raz na inną modę. Ja biorę w rękę kontusz, jako rodowity strój polski, i tym będę bawił czytelnika mego”.

Jak to drzewiej bywało...

W ciągu dalszym snucia opowieści o stroju polskim czytamy, że: „Szlachcic przepasywał kontusz pasem, mieszczanin opasywał się po żupanie, kontusz zawieszając tylko na ramionach”. Dekoracyjny pas był więc używany przez różne stany, zarówno przez szlachtę i mieszczaństwo, a nawet, jak widzimy na grafikach Jana Piotra Norblina, też przez polskich Żydów. Był więc w Rzeczypospolitej powszechnie używanym elementem ubioru. Początkowo noszony ze względu na swoją dekoracyjność, z czasem stał się wyrazem przywiązania do tradycji, a nawet elementem oporu, gdy przez zaborców został całkowicie zakazany polski ubiór narodowy.




Pomimo chwilowego powrotu do tradycji noszenia ubioru narodowego i pasów, szczególnie podczas uroczystości rodzinnych, w drugiej połowie XIX wieku, lata powojenne nie sprzyjały kontynuowaniu tej tradycji.

W okresie powojennym podkreślano, że prawdziwym „ubiorem narodowym” jest strój ludowy (najlepiej łowicki lub krakowski), a kontusz, żupan czy pas słucki to elementy jedynie stroju szlacheckiego, powszechnego, ale jedynie wśród szlachty. Jakże mylące wpojono nam przekonania. Tym bardziej interesująca jest próba powrotu do dawnego stroju.

Tak jest dziś

Produkowane przez Zembrzyckiego pasy są dość dokładną rekonstrukcją pasów rozpowszechnionych w Rzeczypospolitej. Układ dekoracji odpowiada ustalonemu w XVII wieku podziałowi powierzchni pasa: głowy – zakończenia, z wyodrębnioną dekoracją, część środkowa zwaną wciążem podzielona jest na pólka, szlaczki – stanowią obrzeżenia pionowe zewnętrzne i poziome pomiędzy głowami a wciążem. W przypadku pasów Bohun, Kmicic i Zagłoba – głowy – wypełnione są dwoma symetrycznymi drzewkami wyrastającymi z kopczyka ziemi, będącymi bardziej bukietami, złożonymi z różnorodnych gatunków stylizowanych kwiatów, zwieńczone wielkim, łatwo rozpoznawalnym kwiatem goździka. Wzór niewątpliwie nawiązuje do dekoracji pasów Słuckich w okresie działalności klanu Madżarskich. 




Szlaczki wypełnione są esowatymi wiciami z kwiatem goździka, rozdzielone drobnymi rozetkami, choć nie powtarzają dokładnie ornamentu pasów słuckich, dobrze komponują się jako element dekoracji. Prawie wiernie zarysowane są ornamenty w pólkach: wzór wężyka złożonego z drobnych listków i rozetek, delikatna wić roślinna z kwiatuszkami, stylizowane kielichy kwiatowe rozdzielone rozetkami. Szczególnie ciekawy jest pas Bohun, czterostronny: w kolorach: czarnym i zielonym, błękitnym i kremowym. Tonacja zielona, nawiązuje do pasów z okresu Sejmu czteroletniego i Konstytucji 3 maja, gdy dominowały pasy w kolorze zielonym – nadziei – zwane pozytywkami.



Na czarną stronę zakładano pas podczas żałoby, ilustruje to piękny wiersz Jana Lechonia, który włożył w usta Jana Kazimierza słowa:

„Padłem krzyżem, zapłakałem,
Złożyłem koronę
I pas słucki przewiązałem
Na żałobną stronę”

Strony białej pasa używano na okoliczność ślubów i chrzcin, błękitnej – na inne święta i okoliczności.



Pasy Wojewoda i Hetman nawiązują wyglądem do pasów z pracowni Franciszka Masłowskiego w Krakowie i manufaktury w Słucku, w głowach: dwa owale wypełnione rozetkami i drobnymi kwiatuszkami, w pólkach wciąża: wić z listeczków przerywanych kwiatuszkami – jak na pasach słuckich z czasów działalności Jana i Leona Madżarskich, szlaczki wypełnione połączonymi w wić roślinną gałązkami róż, goździków i niezapominajek. Pasy są lite, czyli tkane na całej powierzchni wątkiem srebrnym lub złotym, a w głowach kolorem czerwonym, jak w opisie z „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza:

„Woźny pas mu odwiązał, pas słucki, pas lity,
Przy którym świecą gęste kutasy jak kity,
Z jednej strony złotogłów w purpurowe kwiaty,
Na wywrót jedwab czarny posrebrzany w kraty;
Pas taki można równie kłaść na strony obie,
Złotą na dzień galowy, a czarną w żałobie”.

W dekoracji pasów widać dużą dbałość o szczegóły i choć pasy miejscami różnią się nieznacznie od przechowywanych w zbiorach muzealnych oryginałów, to całość mieści się w konwencji pasów polskich i jest przyjemna do oglądania. Pasy są miękkie w dotyku i dość podatne na wiązanie, co jest ich niewątpliwą zaletą. Złota i srebrna nić użyta w dekoracji głów i wciąża daje ładny pobłysk, nie usztywniając nadmiernie pasa, a to duża zaleta, gdyż nadają się do noszenia, tak jak robiono to dawniej, składane na dwie lub trzy części.



Opisując pokrótce zalety pasów i wskrzeszania mody na nie, warto wspomnieć o entuzjazmie pomysłodawcy, Przemysława Zambrzyckiego, który opowiada o swojej pasji wskrzeszania dawnej tradycji i kolejnych sprzedanych pasach z błyskiem w oczach: „Proszę sobie wyobrazić – mówi do mnie – że wysłałem jeden pas, a natychmiast telefonuje do mnie klient, żebym posłał drugi, bo żona ten zabrała do dekoracji domu”. Są też inne komentarze: „Nie mogę się doczekać przesyłki”, „jest piękny, nie mogę się nacieszyć”.

Gdy zobaczyłam i wzięłam do ręki pas, postanowiłam kupić taki mojemu mężowi. Mam nadzieję, że założy go do smokingu, udając się na bal ziemiański albo bal Czartoryskich, a może uroczyste obchody kolejnej rocznicy Konstytucji 3 maja? Kto wie.

Pan Zambrzycki natomiast zdradza swoją kolejną tajemnicę: „Wie Pani, chciałbym jeszcze zrekonstruować makaty buczackie, i żeby tak zawisły w domach”. Ale szczegóły zdradzimy innym razem. Teraz życzę pomysłodawcy dużo radości i powodzenia.

Fot. Oles Badio/DB Factory
Newsletter
Trwa generowanie pliku zip
0%