co nowego
Co nowego
06 maja 2016, 17:15

Making of, czyli jak powstawały „Legendy polskie”

Dziś uchylamy rąbka tajemnicy, jak powstawała pierwsza część „Legend polskich”, czyli „Smok” i „Twardowsky”.

Jak wspomina Anna Iller, sporo ponad rok temu Allegro wysłało do różnych agencji prośbę z briefem o opracowanie strategii content marketingowej dla Allegro. – Dostaliśmy naprawdę wiele odpowiedzi, ale cały czas to nie było to, o co nam chodziło, bo propozycje dotyczyły głównie działalności Allegro, działań okołosprzedażowych lub marki jako takiej. A my chcieliśmy czegoś więcej. W końcu dotarła do nas agencja Platige Image, i mimo że ich pomysł też odbiegał od naszych oczekiwań, w ciągu kilku miesięcy wypracowaliśmy wspólnie to, co teraz możemy oglądać jako „Legendy polskie” – mówi Iller.

Czytaj także: Chcemy więcej „Legend polskich”!

Podobnie wspomina początek działań wokół projektu sam Tomek Bagiński, reżyser, współpracujący z agencją Platige Image: – To było ponad pół roku żonglowania pomysłami między Allegro, naszą agencją a Fish Ladder. Idei było naprawdę dużo. I wszyscy nie dostrzegaliśmy takiego „słonia w pokoju”, którym były legendy polskie i tego, że nikt do tej pory w kinie tych baśni na nowo nie opowiedział. Uznaliśmy więc, że może jest czas i energia, aby spróbować to właśnie zrobić – opowiada Tomek Bagiński.


Tomek Bagiński do produkcji obu filmów zaprosił Błażeja Dzikowskiego, scenarzystę, i Łukasza Żala, operatora znanego z takich produkcji jak „Ida”, „Joanna” czy „Paparazzi”.  

Błażej Dzikowski zwykle zajmuje się długimi filmami, dlatego na początku trudno mu było sobie wyobrazić wizję reżysera. – Ale kiedy udało mi się dostroić do wyobraźni Bagińskiego i jego poczucia humoru, to rozpoczęła się jedna wielka kosmiczna jazda: przez fantazję, przez to, co wydawało się najfajniejsze – opowiada Błażej.



Łukasz Żal to człowiek również z innego świata niż Bagiński. – Wychowałem się na innych filmach. Ale pomyślałem, że to może być ciekawa wymiana, że będzie to dla mnie pewien rodzaj wyzwania. I stwierdziłem, że chcę się sprawdzić w takim kinie rozrywkowym, mainsteamowym, gdzie jest wiele efektów specjalnych, świat fantastyczny, gdzie jest szansa, żeby poszaleć.



Wszyscy uczestniczący w produkcji „Smoka” i „Twardowsky'ego” zgodnie przyznają, że rzadko się zdarza, aby zleceniodawca zostawiał tak ogromny margines zaufania wykonawcom zlecenia. – Rzadko zdarza mi się pracować z partnerami, którzy mają tak ogromne zaufanie, ale gdyby nie to zaufanie, to pewnie byśmy nie dali rady. To była próba zrobienia po raz pierwszy czegoś takiego w kraju. I wszyscy byli na pokładzie, i wszyscy zasuwali. I to zaowocowało tym, co zobaczyliśmy w Internecie – tłumaczy Bagiński. 

SMOK

Jak wspomina Bagiński, to od Smoka zaczęło się wymyślanie koncepcji projektu „Legend polskich”. – Podczas dyskusji pojawił się pomysł: „A co by było, gdyby Smok był gangsterem terroryzującym Kraków? A Szewczyk Dratewka jakimś tam zwykłym chłopakiem, który za pomocą pomysłowości i sprytu tego gangstera próbuje pokonać?” – wyjaśnia. I dodaje: – To może zadziałać: Smok to hasło, to określenie potwora, to może być ktokolwiek.



„Smok” od początku miał być ukłonem w stronę kina, które nie jest do końca poważne, trochę przygodowe, w którym nastolatkowie są grani przez studentów. – I my chcieliśmy zrobić coś podobnego, ale z leciutkim tonem propolskości, aby to było bardzo „tu i teraz”, i w Krakowie – tłumaczy Bagiński.

Natomiast Tomasz Karelus, art director, dodaje, że historia „Smoka” dzieje się w dziwnym alternatywnym świecie: – Chodziło o to, żeby nasz bohater Smok naprawdę był takim piratem, który zajął starą bazę wojskową i wykradł stamtąd samolot, który miał być takim rosyjskim helikopterem z przyszłości.



– To, co jest najfajniejsze w tym projekcie, to to – co jest rzadkością w naszej kinematografii – że ograniczała nas tylko nasza wyobraźnia i nasze poczucie tego, co będzie najfajniejsze do pokazania, co będzie najbardziej efektowne. I tu pokłony dla Allegro, że na to się zgodziło, że dało nam aż takie pole do fantazji – mówi Błażej Dzikowski.

Oba filmy dla osób przy nich pracujących były wyzwaniem, a niektóre etapy szczególnie zapadły w pamięci zespołowi. Część scen była w całości generowane komputerowo, łącznie z aktorką.



– Dla mnie największym wyzwaniem w tym projekcie było przygotowanie go, zanim zaczęliśmy zdjęcia, poukładanie wszystkich elementów ze sobą, by móc je potem swobodnie realizować i być w miarę elastycznym na każdym etapie tego projektu – mówi Krzysztof Stefański, VFX supervisor.

Natomiast dla Tomasza Karelusa szczególnie skomplikowane okazało się ujęcie, kiedy odbywa się transformacja robota dziewczyny w robota jaguara. – Dołożyliśmy tu wiele efektów. Ruch kamery jest przechwycony i dodany ruch wirtualnej kamery, to wszystko jest ze sobą połączone, dodana animacja, dodane symulacje ubrań. „Smok” miał kilka tak skomplikowanych ujęć, ale pozostałe były równo trudne – wyjaśnia.



TWARDOWSKY

Według realizatorów w „Twardowskym” najważniejszą rzeczą było złapanie subtelnej relacji między aktorami – to iskrzenie i cały konflikt między Diablicą a Twardowskym.



– Olę wypatrzyłem gdzieś w Internecie i od razu pomyślałem, że to jest Diablica, że idealnie się do tego nadaje. To nic, że nie jest profesjonalną aktorką, ale wnosi coś więcej – wnosi siebie – opowiada o doborze aktorów Bagiński. I kontynuuje: – I jak już mieliśmy Olę, pomyśleliśmy: „A gdyby Twardowski nie był przystojniakiem, tylko Polakiem z krwi i kości?”. Robert Więckiewicz właśnie jest taką postacią – takim symbolicznym Polakiem. I strasznie się cieszę, że godził się zagrać w tym filmie – wyjawia Bagiński.



Przy „Twardowskym” realizatorzy skorzystali z tego, że to jest kino i że mogą naginać rzeczywistość, fizykę, ale chcieli, żeby jednocześnie film był zabawny. – Twardowski to miał być taki polski spryt łamany przez cwaniactwo. I rzeczywiście ta polskość w Twardowskym nas strasznie cieszyła – opowiada Karelus.

– Po obejrzeniu podczas etapu realizacyjnego pierwszych zdjęć pomyślałem, że nie widziałem takiego polskiego filmu – relacjonuje swoje pierwsze wrażenia Dzikowski.



I rzeczywiście, oba filmy zrobiły ogromną furorę. – Liczyliśmy, że nasze filmy z serii „Legend polskich” obejrzy maksymalnie milion osób. Tymczasem produkcje o Twardowskym i Smoku obejrzało ponad... sześć milionów użytkowników serwisu! – ujawnia Iller.

– Bo kiedy ludzie tak fajnie reagują jak na te filmy zareagowali, to wszystkie te straszne godziny pracy, trud, czas włożony, te noce nieprzespane, to wszystko przestaje mieć znaczenie, bo wysiłek i ból jest krótkotrwały, a film już jest. I zostaje. I jak się podoba, to jest najlepsza nagroda – podsumowuje pracę nad filmami Tomek Bagiński.



Taki odzew nie pozostawił Allegro innego wyboru, jak tylko zająć się kontynuacją tego projektu. Już teraz wiadomo, że w drugiej połowie roku zobaczymy trzy nowe odcinki z tej serii. Kontynuację Twadrowsky'ego i dwa nowe filmy: Bazyliszka i Jagę. Dlatego zapraszamy was do śledzenia dalszych losów projektu „Legendy polskie”. – Już trwają prace nad tym, aby te pierwsze wątki historii rozbudować, przerobić na cały świat fantasy, który będzie miał swoich bohaterów, swój konflikt. Już teraz można dołączyć do grupy „Legendy polskie” na Facebooku, aby móc zobaczyć pierwsze postępy tych prac – zachęca Marcin Dyczak, dyrektor marketingu Allegro.
Newsletter
Trwa generowanie pliku zip
0%