trendy
Trendy
26 maja 2016, 08:00

Mama na rowerze

Miejskie rowerzystki ubarwiają polskie ulice. Wyglądają pięknie, niebanalnie. Bywa, że całkiem zwyczajnie, ale nie brakuje też stylizacji bardziej ekstrawaganckich. Moda rowerowa w wydaniu miejskim jest tak samo demokratyczna, jak każda inna. Choć oczywiście ma pewne ograniczenia. Rowery wybierają studentki, seniorki, urzędniczki, niekiedy nawet eleganckie bizneswoman czy w końcu mamy. 

Trend na mamy rowerzystki jest widoczny także na Allegro. – W 2015 sprzedało się 54 tys. rowerów damskich za średnią cenę 650 zł – informuje Łukasz Stawisiński, szef kategorii Sport i wypoczynek w Allegro. – Natomiast sprzedaż fotelików rowerowych dla dzieci wyniosła 31 tys. sztuk za średnio 150 zł za sztukę, a przyczepek rowerowych 4,5 tys. sztuk za średnią cenę 460 zł – dodaje. 

Pełna różnorodność przez cały rok

Patrząc na ulice naszych miast, to chyba jedyne adekwatne określenie opisujące styl miejskich rowerzystek. Czy jest coś, co w sposób szczególny wyróżnia w tej grupie mamy rowerzystki? Oczywiście, że tak – dziecko. Na foteliku z tyłu, z przodu, czasem w przyczepce. Te ostatnie są w Polsce wciąż mniej popularne niż w zachodnioeuropejskich miastach, przede wszystkim ze względu na brak rowerowej infrastruktury.

– Ubiór mam rowerzystek jest dopasowany raczej do danej pory roku, rzadziej do konkretnego stylu – ocenia Paulina Szmit, mama rowerzystka, autorka bloga Lavinka. – Tak jak są całoroczni rowerzyści, tak są i rodzice, którzy wożą swoje dzieci rowerem niezależnie od pory roku. Bo tak naprawdę nie ma złej pogody na rower, jest tylko zły ubiór – dodaje. I poleca idealnie chroniącą przed wiatrem pelerynkę lub kurtkę z softshellu z kapturem. No i oczywiście czapkę pod kask. Sama w zimniejsze dni chętnie wybiera przepasane w pasie ponczo oraz nauszniki, a także obowiązkowo rękawiczki. – Zimą wybiera się rzeczy raczej dedykowane rowerzystom, bo zwyczajnie skuteczniej zabezpieczają przed zimnem. Mój patent to dwie pary rękawiczek: jedne polarowe i jedne wełniane – radzi Paulina Szmit.


– Jesienią i zimą często zakładam buty Emu. Jak się okazało jeździ się w nich wygodnie, a na mrozy są wręcz bezkonkurencyjne – poleca z kolei Ryfka, miejska rowerzystka z Krakowa, autorka bloga Szafa Sztywniary. – Świetnym rozwiązaniem na chłody jest kurtka rozpinana również od dołu, co bardzo ułatwia pedałowanie. Wiosną i latem stawiam z kolei na elastyczne dżinsy lub luźne spodnie do połowy łydki, i – w zależności od pogody – bluzę, T-shirt lub męską koszulę.

Czytaj także: Życie jest jak jazda na rowerze

W bicyklowym stylu wygoda zdecydowanie wygrywa z elegancją. Królują dżinsy i bluzy, także kardigany i krótkie marynarki są często spotykane. Ale są też rowerzystki, które decydują się na odważniejsze stylizacje. Dla nich inspiracją bez wątpienia może być francuska blogerka Hello It’s Valentine, którą na rowerze można zobaczyć zarówno w klasycznych dżinsach, jak i w luźnej kwiecistej sukience, stylowych kolorowych płaszczykach czy nawet w kapeluszu, który jako nakrycie głowy do jazdy na rowerze jest raczej ryzykowny.


– Uwielbiam kapelusze, ale noszenie ich podczas jazdy jest praktycznie niemożliwe. Kiedyś moje nakrycie głowy o mało co nie wylądowało w Wiśle. To była dla mnie cenna lekcja – wspomina Ryfka. – W moim przypadku rower wymusił pewną zmianę stylu ubierania. Stał się on bardziej zwyczajny. Zazwyczaj rezygnuję z powiewających spódnic czy luźnych narzutek, np. dłuższych płaszczy, kardiganów, żakietów bez zapinania, a także z butów na – nawet niewielkim – obcasie. Niemniej rowerzystki na obcasach też można spotkać. Przekrój jest naprawdę bardzo duży: od typowo sportowych ubrań à la Tour de France po romantyczne sukienki jak z modowej sesji.

Miejski luz

Wyznacznikiem stylu miejskich rowerzystek jest przede wszystkim rower, oczywiście miejski. Może to być klasyczny holender czy stylowy cruiser. Jednak to, co w przypadku mam rowerzystek jest absolutną koniecznością, to koszyk. Pomieści z powodzeniem torebkę ze wszystkimi niezbędnymi drobiazgami, wodę dla siebie i dziecka czy zrobione po drodze zakupy. Koszyk rowerowy to kwestia pragmatyzmu, który w największym stopniu determinuje styl mam rowerzystek. Nie odbiega on zbytnio od stylu polskiej ulicy, która stawia na luz z odrobiną elegancji. 

Czytaj także: Rowerem dookoła Polski

– Mamy uprawiające sport częściej ubierają się na sportowo, ale przeważa po prostu strój codzienny, jak do pracy czy do sklepu. Mało kto przebiera się w specjalny strój tylko do jazdy – zauważa Paulina Szmit. Spodnie boyfriendy z przetarciami lub bez, do tego luźny top albo T-shirt to klasyka rowerowej mody. Do tego, szczególnie wczesną wiosną i jesienią, świetnie sprawdza się skórzana kurtka. W rozmaitych wydaniach: od ramoneski, przez kurtki w stylu motocyklowym, modne bomberki po te o klasycznym kroju marynarki. Skóra po pierwsze jest zawsze modna i pasuje do różnych stylizacji, a po drugie świetnie chroni przed wiatrem i deszczem.

Miejska legenda – szpilki na rowerze

Buty to dla rowerzystek kluczowy element garderoby. Dominują oczywiście te sportowe na płaskiej podeszwie. Ważne, by była ona w miarę sztywna. – Stanowczo odradzam balerinki z cienką podeszwą, bo bardzo niewygodnie się w nich pedałuje. Ja wybieram lekkie buty sportowe albo sandały na grubszej podeszwie – poleca Ryfka. Mamy rowerzystki najczęściej widuje się w stylowych tenisówkach. Świetnie na rower sprawdzą się też buty typu slip-on czy trampki. Stereotypem cycle chic stały się szpilki. – Nawet w Kopenhadze kobiety najczęściej jeżdżą w płaskim, zwyczajnym obuwiu. Szpilki to raczej domena pań przyrośniętych do samochodu – żartuje Paulina Szmit. – One zasadniczo nie jeżdżą rowerem ani w miarę możliwości nigdzie nie chodzą. A mama rowerzystka to najczęściej osoba aktywna na wielu polach, więc ubiera się swobodnie.


Oczywiście od każdej reguły są wyjątki. Są rowerzystki, które styl stawiają ponad wszystko. Ceną bywa wygoda, choć nie zawsze. – Szpilki i buty na obcasie zakładam często i co ciekawe, jeździ mi się w nich wygodniej niż np. w balerinach – zapewnia Kasia Ceiślik-Kolankowska, autorka bloga Panna Lemoniada. Jej rowerowy styl śmiało można określić jako cycle chic bez ograniczeń. – Sukienki, długie spódnice, spodnie… Jeżdżę we wszystkim, co mam w szafie i widzę, że coraz więcej kobiet pozwala sobie na luz w tym temacie. Wystarczy przesiąść się z górala na damkę, a od razu otworzy się przed nami wiele możliwości. Długie czy wąskie spódnice przestają być problemem.

„Unormalnienie” przez „ukobiecenie”

Kobiet, także mam, dla których rower to podstawowy środek transportu, systematycznie przybywa. Do Kopenhagi czy miast holenderskich jeszcze nam co prawda daleko. Ale tam do przemieszczania się po mieście rowerem mieszkańcy przyzwyczajeni są od kołyski. W Polsce to nadal kwestia rezygnacji z dotychczasowych przyzwyczajeń i wygody, jaką daje samochód. 

– Małe miejscowości i wsie zawsze jeździły na rowerach. W dużych miastach ruch rowerowy był zwykle minimalny, dopiero ostatnio zaczyna rosnąć. „Ukobiecenie” ruchu rowerowego temu sprzyja. Jest też kluczowe dla „unormalnienia” roweru, czyli traktowania go jako naturalnego, codziennego środka transportu, a nie tylko rekreacji od święta – zauważa Marcin Hyła, prezes stowarzyszenia Miasta dla rowerów. – Przede wszystkim mam tu na myśli tzw. model holenderski, czyli właśnie matki, które wożą dzieci rowerami. Dzięki temu uczą się one od najmłodszych lat roweru jako czegoś oczywistego, codziennego, jak buty – wyjaśnia.


Takie podejście powoli zaczyna się przebijać także do świadomości mieszkańców polskich miast. Są miasta takie jak np. Kraków i Gdańsk, które rowerowe są już od dobrych 20 lat. Ale i takie jak Warszawa, która stosunkowo niedawno zaczęła odkrywać na nowo zalety roweru. A jest ich niemało: zaoszczędzony czas, pieniądze i nerwy – to te najważniejsze. Ale rower to także doskonały fitness. „Droga do pracy i z pracy to dla mnie najprzyjemniejsza część dnia. 80 minut całkowitej wolności. To czas, który mam tylko dla siebie. (...) Nic mnie nie przekona do biegania czy siłowni, ale taki ruch »przy okazji«, którego za bardzo nie odczuwam, a który jednak coś tam daje, to jak dla mnie opcja w sam raz” – czytamy na blogu Szafa Sztywniary. Co konkretnie daje? – Radość oraz... jędrniejsze uda i pośladki – przekonuje jego autorka.

Fot. Flickr.com/Nelson L./João Trindade/FaceMePLS/CC BY 2.0, Shutterstock.com
Newsletter
Trwa generowanie pliku zip
0%