co nowego
„Kropki” Włodka Markowicza w przedsprzedaży na Allegro
17 maja 2016, 08:00

Włodek Markowicz: Cisi ludzie mają najgłośniejsze umysły

Włodek Markowicz to twórca internetowy, który najpierw współprowadził program „Lekko stronniczy” na YouTubie, a ostatnio działa samodzielnie. Dwa jego filmy – „Kropki” i „Introwersja” – nie tylko zdobyły popularność, ale wywołały dyskusję. Markowicz kontynuuje ją w autobiograficznej książce.

Włodek Markowicz – twórca internetowy dotychczas aktywny przede wszystkim na YouTubie. Wraz z Karolem Paciorkiem współprowadził program „Lekko stronniczy”. Po zrealizowaniu 1000 odcinków obaj twórcy zaczęli działać samodzielnie. Markowicz zdobył wiele nagród, w tym „Grand Video Award”, za film „Kropki”. Teraz kontynuuje poruszane w nim kwestie w książce o tym samym tytule.

„Kropki” Włodka Markowicza są dostępne w przedsprzedaży na Allegro


Paweł Luty: Do jakiej kategorii zakwalifikować Twoją książkę? Z pewnością trafi na półkę z napisem „książki twórców internetowych”, ale na jaką jeszcze mogłaby trafić? Coaching? Poradniki? A może biografie i wspomnienia?

Włodek Markowicz: Nie lubię klasyfikować sam siebie, ale może spróbuję. Z pewnością jest to książka autobiograficzna, ale nie w klasycznym sensie. Nie chodziło o zapis wydarzeń, lecz o zapis przeżyć i emocji. Każdy w życiu niesie swój krzyż, musi przejść swoją drogę, więc nie za bardzo mam ochotę uczyć innych ludzi, jak mają żyć. Natomiast łudzę się, być może, że moje przeżycia opisane w „Kropkach” pomogą komuś innemu w zdobywaniu własnych. Aczkolwiek, w moim zamyśle, nie jest to poradnik, ponieważ, jak powiedziałem, każdy pomaga sobie, nie da się w poruszanych przeze mnie kwestiach pomóc z zewnątrz.

Czyli liczysz, że raczej będzie to książka, która zainspiruje…

Wiesz co, ja nawet nie wiem, czy ja na cokolwiek liczę. Nie mam specjalnych wymagań od tej książki. Powiem ci, jak w ogóle doszło do tego, że ta książka powstała w tej formie. Miałem pisać o e-sporcie, na co namówił mnie mój znajomy – Oskar – z wydawnictwa „Znak”. Na polskim rynku nie ma książki, która mówiłaby o tym temacie w obszerny sposób, a globalnie jest ich zaledwie kilka. Uznałem, że to dobry pomysł, tematem się interesuję, więc zacząłem się przygotowywać do pisania. W trakcie przygotowań poczułem jednak, że nie jestem w stanie jej teraz napisać, że muszę teraz „wypluć” z siebie coś innego. I tym czymś innym są właśnie „Kropki”. Potrzebowałem pozostawić tę książkę po sobie na świecie.

Ale nie jest to książka z gatunku tych, które rzekomo tworzy się dla siebie i grupki przyjaciół?

Absolutnie nie.

To część pewnego kontinuum? Z mojej perspektywy wygląda to tak, że najpierw nakręciłeś krótki film o tym samym tytule – „Kropki” – i opublikowałeś go na YouTube. Spotkał się on z dobrym przyjęciem, miał niezłe wyniki oglądalności. Zrobiłeś więc kolejny film – „Introwersję”. A teraz, po dłuższym czasie, jest książka. Dlaczego w ogóle powstał film „Kropki”, który zaczął to  kontinuum?

Nie tworzę z zamysłem. Kiedy poczuję coś, co we mnie bardzo mocno gra, to się tym dzielę. I tak było z „Kropkami”. Miałem wrażenie, że coś odkryłem. Nie tyle samo o sobie, co o świecie i głupio byłoby zatrzymać to tylko dla siebie. Przez dwa tygodnie starałem się ubrać to w słowa. Zapisałem sobie może z 12 krótkich zdań, bo przed książką nie pisałem jakiś dłuższych form. Potem zastanawiałem się, jak z tego zrobić wideo i uznałem, że po prostu pokażę zwykłe życie. Dodałem do tego tekst i powstał film. I już. Nic wymyślnego, po prostu coś, co czułem, że muszę zrobić.

„Introwersja” to wyniki mocniejszych przeżyć i przemyśleń. Bardzo długo wstydziłem się mojej natury – zamkniętego w sobie chłopczyka. Kiedy zacząłem dorastać, coraz mniej się wstydziłem i zauważyłem, że takich ludzi jak ja musi być całkiem sporo na tym świecie – którzy mieli tak samo albo mają tak samo. „Introwersja” to z mojej strony kompletne zaniedbanie formy. To coś w rodzaju spowiedzi. Jedni idą do księdza, inni to psychoterapeuty, a ja się wyspowiadałem na YouTube. Książka natomiast to chyba naturalne następstwo.

Bycie introwertykiem wyklucza publiczne uzewnętrznianie się?

W ogóle nie. Introwertykom jest zdecydowanie łatwiej.

Przecież zazwyczaj introwertycy kojarzą się z, jak sam to określiłeś, zamkniętymi w sobie chłopczykami…

To jest stereotyp. Introwersja jest dla mnie umiejętnością odczytywania fałszu i brakiem zgody na ten fałsz. Tak jak ekstrawertycy chcą żyć na tym świecie bardzo lekko, bardzo prężnie, bardzo szybko, tak introwertycy mają z tym ogromny problem, bo czują, że coś tu nie gra. A jak to się ma do publicznych wystąpień? Utknęło mi w głowie takie zdanie z podręcznika do biologii, że osoby ciche mają paradoksalnie większą łatwość w występowaniu przed kamerą czy na scenie. Znam trochę osób, które występują publicznie i wiem, jak zachowują się prywatnie i myślę, że coś w tym jest. Cisi ludzie mają najgłośniejsze umysły. I tylko kiedy damy im szansę, a oni ją wykorzystają, nie ulegną strachowi, to powiedzą głośno to, co myślą. Aczkolwiek introwertycy są często przestraszeni i trudno jest im przełamać strach.

Przed czym to jest strach?

Przed tym, żeby jeszcze bardziej nie pogłębiać swojego odosobnienia czy braku zrozumienia ze strony innych ludzi. Normalny mechanizm obronny. Natomiast jeśli jednak zaczniesz się publicznie odkrywać, to okazuje się, że efekt może być zupełnie odwrotny. Artyści często podkreślają, że jeśli tworzą coś, co jest w 100% zgodne z ich naturą, to ich życie zaczyna się pozytywnie zmieniać. Czy ja przełamałem ten strach? Cały czas go przełamuję. Myślę, że przed każdym takim publicznym „wyjściem z szafy” ten strach musi się pojawiać. Przecież odsłaniasz publicznie coś, co do tej pory siedziało tylko w tobie.

Podkreślasz w „Kropkach”, że jest to książka osobista. Używasz nawet określenia terapeutyczna. Czyli bardzo odsłaniasz się publicznie. Przygotowujesz się jakoś na to, w jaki sposób ta książka zostanie odebrana?


Nie. Nie mam zielonego pojęcia, jak może zostać odebrana. A ty masz?

Bardzo osobista formuła tej książki wystawia Cię jeszcze bardziej na mocno krytyczną ocenę innych, czy nawet hejt. A już jesteś na tę ocenę bardzo wystawiony jako osoba publiczna. Pisząc ją, kalkulowałeś ryzyko hejtu?

Nie. Czułem, że muszę ją napisać, więc ją napisałem. Choć po jej napisaniu pojawiały się wątpliwości. Kiedy piszesz coś czy kręcisz, a potem od razu upubliczniasz to w sieci, to reakcje odbiorców są niemalże natychmiastowe. Akcja – reakcja. W wypadku książki, nad którą pracę ciągną się nieco dłużej, zaczynasz myśleć, czy czegoś nie zrobiłbyś inaczej. Zadałem sobie jedno pytanie: „czy ta książka jest szczera?”. Według mnie jest. Zakładam, że jest najlepszą książką, jaką mogłem napisać w tym momencie, bo włożyłem w nią dużo pracy. I jest szczera, nie jest wykalkulowana. Choć faktycznie mam obawy, że forma przekazu może nie być idealna. Jeśli tekst „Kropek” byłby słowami do piosenki, to wszystko byłoby w porządku. Wybrałem formułę książki, bo ona daje mi dużo więcej miejsca niż piosenka. A jak czytelnicy ją przyjmą? Nie wiem.

Kim jest dzisiaj Włodek Markowicz?


Włodkiem Markowiczem.

To nie ulega wątpliwości. Ale zastanawiam się, czy określenie „twórca internetowy” wyczerpuje temat w Twoim wypadku. Czy jesteś artystą? Użyłeś w tej rozmowie tego określenia…

Nie wiem. Mam podświadome obawy co do takiego samookreślania się, które wynikają z różnych kulturowych nagonek. Nie chciałbym nadużywać tego słowa. I nie czuję, że potrzebuję takiego określania siebie.

„Kropki” Włodka Markowicza są dostępne w przedsprzedaży na Allegro

Newsletter
Trwa generowanie pliku zip
0%