na luzie
Na luzie
24 kwietnia 2016, 08:00

Zbigniew Nienacki. Zły pisarz z milionami czytelników

Choć jego największym marzeniem było uznanie dorosłych czytelników, do historii przeszedł jako autor powieści dla młodzieży. Na jego książkach o przygodach Pana Samochodzika wychowało się kilka pokoleń, a krytycy wciąż nie mogą uzgodnić stanowiska, czy Zbigniew Nienacki był wybitnym pisarzem, czy też nieudacznikiem, dziwnym trafem tworzącym popularne powieści?

– Nienacki pisał o sobie jako o solidnym rzemieślniku literackim, ale, jak wspominał jego przyjaciel Aleksander Minkowski, prywatnie miał o swej twórczości nieco wyższe mniemanie. Utwierdzali go w tym czytelnicy, błyskawicznie wykupując z księgarni wszystko, co napisał, zaczytując wypożyczane z bibliotek książki jego autorstwa oraz dzieląc się refleksjami z lektury w masowo słanych doń listach. „Byłem przez całe życie złym pisarzem… z milionami czytelników”, mawiał Nienacki; myślę, że wielu z panteonu Wielkich i Uznanych (przez krytyków) Literatów patrzyło z zazdrością na jego popularność – mówi Mariusz Szylak, autor wydanej w 2008 roku biografii pisarza zatytułowanej „Zbigniew Nienacki, życie i twórczość”.

Choć od śmierci Zbigniewa Nienackiego minęło już ponad 20 lat, jego książki cały czas cieszą się ogromną popularnością. Cykl o przygodach Pana Samochodzika jest kontynuowany przez innych pisarzy, a dziś liczy już 137 tomów, z których Nienacki jest autorem zaledwie 15.

– W 2015 roku nie było dnia, w którym nie sprzedałaby się na Allegro przynajmniej jedna książka tego ikonicznego pisarza PRL-u. Najwyższą cenę osiągnęła „czarna seria” Pana Samochodzika. Komplet książek wydanych przez Oficynę Wydawniczą „Warmia” został sprzedany za 1849 zł. Na Allegro można też znaleźć całe komplety kultowych wydań książek Nienackiego z wydawnictwa "Pojezierze", z ilustracjami Szymona Kobylińskiego – mówi Jacek Weichert, odpowiedzialny w Allegro za kategorię Kultura i Rozrywka.

Pisarz lubił skupiać na sobie uwagę. W wywiadach opowiadał, że w latach 40. XX w. z bronią w ręku, u boku Mieczysława Moczara walczył z przeciwnikami nowej władzy, za co antykomunistyczne podziemie wydało na niego wyrok śmierci. Czy tak było naprawdę? Nie wiadomo, bo Nienacki słynął z bujnej wyobraźni. Na pewno jednak we wczesnej młodości był – jak sam to określał – ortodoksyjnym komunistą, ze wszystkimi tego konsekwencjami. W 1957 roku opublikował pod pseudonimem cykl reportaży wychwalających SB za akcję przeciwko Warszycowi, legendarnemu dowódcy Konspiracyjnego Wojska Polskiego. Do tematu powrócił w wydanej 4 lata później powieści „Worek Judaszów”.

Książka, choć nie odniosła sukcesu, zapewniła Nienackiemu przychylność władz. W 1962 roku pisarz wstąpił do partii, a nieco później zapisał się do ORMO (Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej), paramilitarnej organizacji, która pod koniec lat 60. XX w. liczyła blisko 350 tysięcy członków. Nienacki poważnie podchodził do ormowskich obowiązków, wystawiając mandaty kierowcom oraz tropiąc leśnych wandali, za co otrzymał odznakę dla Zasłużonego Działacza ORMO.

W 1981 roku pisarz znalazł się w gronie twórców popierających wprowadzenie stanu wojennego. Rok później został członkiem PRON, Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego, fasadowej formacji, której jedynym celem istnienia było propagandowe wykazywanie poparcia społecznego dla ówczesnych władz. W 1984 roku podjął współpracę z SB jako kontakt operacyjny „Eremita”. Dziś nie wiadomo, czy i na kogo donosił, bo jego akta zostały zniszczone w 1990 roku. Tak wyraźne zaangażowanie się po stronie PZPR nie pozostało bez wpływu na karierę autora. Nakłady jego powieści wzrosły, a on sam zyskał poparcie najważniejszych osób w państwie, z którego skorzystał, kiedy opublikował swoją najgłośniejszą i najbardziej kontrowersyjną powieść „Raz w roku w Skiroławkach”.

– Nie chciałbym ani bronić, ani atakować Zbigniewa Nienackiego. Jak każdy z nas dokonywał rozmaitych wyborów. Czasem dopiero z historycznej perspektywy możemy ocenić, czy były one słuszne, czy raczej chluby dziś nie przynoszą. Warto jednak pamiętać, że autor „Samochodzików” i „Skiroławek” był człowiekiem tyleż kontrowersyjnym, co przekornym i niepokornym. Jeden z pisarzy wspomina na przykład, że choć Nienacki uchodził w środowisku za partyjny beton, to od niego otrzymywali książki z drugiego obiegu… No i nie zapominajmy, że Nienacki żył w określonej rzeczywistości PRL-u, chciał pisać, być czytanym, docenianym, może nawet hołubionym. To, niestety, często wymagało pewnych, nazwijmy to eufemistycznie, kompromisów. Przy czym, chciałbym to podkreślić, nie sądzę, by działał wbrew swoim, lewicowym w dużej mierze, przekonaniom – tłumaczy Mariusz Szylak.

Wśród znajomych Nienacki cieszył się opinią oportunisty, ale i skandalisty. Jeszcze w roku 1950 został wydalony z Moskwy, gdzie przebywał na stażu jako student łódzkiej Filmówki. Oficjalnie za antystalinowskie poglądy, ale prawdopodobnie za romans ze starszą od niego pracownicą włoskiej ambasady.

W 1952 roku ożenił się. Po piętnastu latach małżeństwa zostawił żonę i 15-letniego syna, by zamieszkać samotnie w Jerzwałdzie. Tam też blisko 40-letni pisarz poznał 17-letnią Alicję Janeczek, z którą spędził kolejnych 27 lat życia, choć formalnie nigdy nie rozwiódł się z żoną.

– Nienacki lubił kreować siebie, sytuacje. Jak mawiał, pisarz powinien mieć swoją legendę. Lepił ją nieustannie. Wiele z jego książek, szczególnie tych przeznaczonych dla dorosłego czytelnika, zawiera wątki autobiograficzne, ale błędem byłoby przyjmowanie wszystkiego, co napisał, za odnoszące się wprost do niego samego czy otaczającego go świata. To raczej rzeczywistość rozbita i poskładana na nowo, kreacyjnie – mówi Mariusz Szylak.

W Jerzwałdzie powstały najlepsze książki o przygodach Pana Samochodzika, ale równolegle Nienacki cały czas tworzył powieści dla dorosłych: „Liście dębu”, „Mężczyzna czterdziestoletni” czy „Uwodziciel”. Żadna z nich jednak nie przyćmiła sukcesu „Pana Samochodzika”. Udało się to dopiero wydanej w 1983 roku dwutomowej sadze „Raz w roku w Skiroławkach” opowiadającej o mieszkańcach niewielkiej mazurskiej wsi mających niebywale rozbuchane libido.

Premiera książki wywołała skandal. Choć sam Nienacki w wywiadach podkreślał, że jest to mazurska epopeja przedstawiająca dramatyczne losy ludzi zamieszkujących ten region, w powszechnej świadomości powieść zaistniała po prostu jako pornografia. I choć krytycy byli dla niej w większości bezwzględni, egzemplarze znikały z księgarskich półek w ekspresowym tempie. Najbardziej druzgocące recenzje wyszły spod piór Jerzego Urbana i Daniela Passenta. Tekst tego ostatniego opublikowany na łamach „Polityki” do tego stopnia rozjuszył pisarza, że poskarżył się samemu generałowi Jaruzelskiemu. Ten wystosował list do ówczesnego redaktora naczelnego tygodnika – Mieczysława Rakowskiego – prosząc go, by redakcja przestała atakować zasłużonego dla władzy pisarza.  

Co ciekawe, powieść przetrwała próbę czasu i dziś mówi się o niej znacznie lepiej niż ponad 30 lat temu. Do wielbicieli „Raz w roku w Skiroławkach” należy między innymi uznany pisarz i krytyk Jerzy Sosnowski, który na swoim blogu napisał: „Nienacki nie miał wielkiego talentu i obawiam się, że jeszcze za mojego życia jego książki, nawet »Niesamowity dwór« i »Pan Samochodzik i Zagadki Fromborka« pokryją się definitywnie kurzem – natomiast raz w życiu dostał od Pana Boga prezent: błysk geniuszu (no, prawie), czego efektem są właśnie »Skiroławki«”.

Ostatnim dziełem Nienackiego było „Dagome iudex” – trzytomowa powieść opowiadająca o początkach państwa polskiego. Premiera trylogii pełnej erotyki i rozwiązań fabularnych typowych dla fantasy przeszła jednak bez echa, choć sam autor uznawał ją za swoje najwybitniejsze dzieło.

Wbrew własnym ambicjom Zbigniew Nienacki przeszedł do historii jako pisarz młodzieżowy. W serii „Pan Samochodzik” udało mu się idealnie połączyć wiedzę historyczną z kryminalną intrygą, humorem oraz czymś wyjątkowym, co Jakub Czarnik – jeden z późniejszych kontynuatorów serii – nazwał duchem letniej przygody. Ta mieszanka okazała się przepisem na sukces, który działa do dziś.

Fot. DB Factory
Newsletter
Trwa generowanie pliku zip
0%