Wyjaśniłem więc, że jest to ozdobna chusteczka wkładana do kieszonki piersiowej marynarki zwanej brustaszą. Mina pani ekspedientki natychmiast się rozjaśniła i powiedziała: "Aaa! Chodzi panu o butonierkę! Niestety nie mamy czerwonych butonierek. Innych zresztą też nie".

Nie chodziło mi oczywiście o butonierkę. Butonierka jest to obrębione rozcięcie w lewej klapie marynarki przypominające dziurkę od guzika. Bo w istocie jest ono dziurką od guzika; w dawnych czasach marynarki były zapinane pod szyją. Można było postawić kołnierz i zapiąć guzik, który znajdował się na prawej klapie – od wewnętrznej strony. Od dawna marynarek nie zapina się pod szyją, ale dziurka pozostała jako element ozdobny. I zaczęła służyć do wkładania w nią żywego kwiatka, który stał się dodatkową ozdobą. Na początku XX wieku w Anglii było nie do pomyślenia, żeby dżentelmen mógł się zjawić na spotkaniu bez kwiatka w butonierce.

Zaś poszetka, która też jest elementem wyłącznie ozdobnym, to chusteczka, którą eleganccy mężczyźni wkładają do kieszonki piersiowej w marynarce. Warto zapamiętać nazwę tej kieszonki: brustasza. Mówi się, że poszetka jest „kropką nad i” w męskiej stylizacji. Rzeczywiście mężczyźni, którzy noszą poszetki, dają otoczeniu wyraźny sygnał: dbamy o swój ubiór, zależy nam, żeby dobrze wyglądać. Aż trudno uwierzyć, jak dużo dobrego dla ogólnego wyglądu mężczyzny może przynieść element tak drobny i tak tani.
Jak dobrać poszetkę?

Do formalnych stylizacji składających się z ciemnego garnituru, czarnych butów, białej koszuli i ciemnego krawata pasować będzie biała, lniana poszetka równo złożona i wystająca około 1–2 cm ponad krawędź kieszonki piersiowej. 

Do stylizacji casualowych odpowiednie będą kolorowe poszetki z jedwabiu lub innych tkanin (bawełny, wełny, a nawet z włókien syntetycznych). Trzeba tylko uważać, aby poszetka nie była uszyta z tego samego materiału, co krawat lub muszka. Takie „komplety” są w bardzo złym guście. 

Niedopuszczalne są też skrawki materiału naszyte na tekturkę, którą wkłada się do brustaszy w ten sposób, że naszyty fragment wystaje – udając prawdziwą poszetkę. To już nie jest nawet w złym guście – to zupełna kompromitacja.

Zaś wracając do kwiatków… Żywy kwiatek włożony do butonierki to przejaw stylistycznego wyrafinowania. Można go nosić do stylizacji casualowych, ale najefektowniej prezentuje się w stylizacjach formalnych. A na najbardziej uroczyste okazje takie jak bal czy wesele – jest wręcz niezbędny.

Nie należy jednak mylić kwiatka w butonierce (który jest stylowy i elegancki) z bukiecikiem przypinanym agrafką do klapy marynarki (który jest plebejski i siermiężny). Na domiar złego takie bukieciki, które dość powszechnie występują na weselach, bywają nazywane „butonierkami”, co jest oczywiście błędem. Ponieważ jednak zwyczaj przypinania bukiecików jest bardzo szeroko rozpowszechniony – nie tylko w Polsce, ale także w wielu innych krajach Europy i Ameryki – nie zamierzam z nim walczyć. Proponuję tylko nazywać go nie butonierką, lecz kwiatonierką. Takie nazewnicze rozróżnienie występuje np. w języku angielskim, gdzie butonierka to buttonhole, zaś kwiatonierka to boutonniere (nazwa zaczerpnięta z francuskiego, w którym oznacza… butonierkę).

Jeśli już przy nazwach jesteśmy, to warto jeszcze wspomnieć o innym słowie, którym nieprawidłowo określa się niekiedy poszetkę. Tym słowem jest: wypustka. Słowo to często pojawia się na Allegro. Osoby sprzedające poszetki używają najczęściej trzech określeń: poszetka, butonierka, wypustka.

Poniżej kilka poszetkowych inspiracji, które wybrałem:






O ile polscy mężczyźni coraz bardziej przekonują się do noszenia poszetek, o tyle z kwiatkami w butonierkach jest znacznie gorzej. Ale i tutaj coś się zmienia. W poradniku: "Jak się ubrać na studniówkę", który opublikowałem na moim blogu, namawiałem młodych adeptów elegancji do zastosowania tego pomysłu. I jak wynika z przysłanych mi później zdjęć i maili, wielu młodych ludzi wybrało się na swoje studniówki z kwiatkami w butonierkach. Zrobili furorę!

Fot. Małgorzata Adamska


Jan Adamski - bloger specjalizujący się w modzie męskiej, pisze na janadamski.eu. Sam o sobie pisze: Jestem domatorem i rzadko udaję się gdzieś dalej. Jeśli już, to żeby popływać na windsurfingu lub pojeździć na nartach. Lubię słuchać muzyki – najchętniej odtwarzanej z płyt winylowych. Nie oglądam telewizji ani nie słucham radia. Kontakt ze światem zapewnia mi Internet, który ma tę przewagę nad radiem i telewizją, że to ja decyduję, co czytam i oglądam.

Jan Adamski

janadamski.eu

magazyn@allegro.pl
Mama na rowerze
Miejskie rowerzystki ubarwiają polskie ulice. Wyglądają pięknie, niebanalnie. Bywa, że całkiem zwyczajnie, ale nie brakuje też stylizacji bardziej ekstrawaganckich. Moda rowerowa w wydaniu miejskim jest tak samo demokratyczna, jak każda inna. Choć oczywiście ma pewne ograniczenia. Rowery wybierają studentki, seniorki, urzędniczki, niekiedy nawet eleganckie bizneswoman czy w końcu mamy. 
Ostre koło. Lubisz jazdę bez hamulców?
Te rowery fascynują. Kuszą wyglądem, oryginalnością. To nie tyle moda, co miejska subkultura wywodząca się ze środowiska kurierów, ale zataczająca coraz szersze kręgi. Hipsterzy porzucają dla nich swoje klasyczne cruisery. Ostre koła są jednym z obiektów pożądania millennialsów, dla których rower to nie tylko środek transportu, ale też ważny element stylu życia.
Jackie Kennedy – pierwsza dama mody
Zanim sztaby specjalistów od wizerunku stały się częścią życia głów państw, Jackie Kennedy, jak nikt przed nią i długo nikt po niej, zdefiniowała rolę mody w życiu osoby publicznej.
Nie przeminęło. Powrót lat 90.
Wydaje się, że skończyły się niedawno. Jednak swoje apogeum miały dwie dekady temu. Niepokorne brzmienia Nirvany, ale też popowe Girls & Boysbandy, kultowe seriale i w końcu moda – jedyna i niepowtarzalna. To nieodłączne atrybuty lat 90. Choć seriale odeszły do lamusa, a zespoły muzyczne się rozpadły, to moda z tych czasów powróciła z wdziękiem na współczesne wybiegi.