na luzie
Na luzie
20 marca 2016, 08:00

Osamu Tezuka – człowiek, który zmienił mangę i stał się bogiem

Manga jest światowym fenomenem, za który odpowiedzialny jest jeden człowiek – Osamu Tezuka, japoński artysta określany w swojej ojczyźnie mianem Manga no Kami-sama, czyli boga mangi.

Japoński rynek mangi wart jest dziś miliardy dolarów, a rysunkowe opowieści w Kraju Kwitnącej Wiśni czytają wszyscy niezależnie od płci, wieku czy wykształcenia. Wśród rysowanych charakterystyczną kreską historii każdy znajdzie coś dla siebie. Obok czysto rozrywkowych mamy dzieła poruszające poważne i trudne tematy. 

„Manga jest moją żoną…”

Manga jako gatunek komiksowy narodziła się pod koniec XIX wieku, jednak przez długie lata pozostawała rozrywką adresowaną do dzieci, której – mimo sporej popularności – nikt nie traktował poważnie. Historie, jakie wtedy publikowano, były krótkie, fabularnie banalne i formalnie prostackie. I być może takie by pozostały do dziś, gdyby nie narodził się Osamu Tezuka.


Street-art inspirowany pracami Tezuki w Tokio, fot. Flickr/Guilhem Vellut/CC BY 2.0

„Komiksy są mostami pomiędzy wszystkimi kulturami”

Przyszły „bóg mangi” przyszedł na świat w 1928 roku. Jego ojciec był inżynierem, ale też zapalonym czytelnikiem mangi oraz miłośnikiem animowanych filmów Walta Disneya i Maxa Fleischera (współtwórcy popularnych seriali o przygodach marynarza Popeye'a, Supermana i Betty Boop), a także slapstickowych komedii Charlie’ego Chaplina. To właśnie on zaraził syna miłością do komiksów oraz kina. Mangi Osamu Tezuka zaczął tworzyć jeszcze w szkole podstawowej, a w wieku 17 lat udało mu się opublikować swoją pierwszą humorystyczną serię komiksową zatytułowaną „Diary of Ma-chan”.

W 1947 roku swoją premierę miał jego kolejny album „Shin Takarajima” („Nowa Wyspa Skarbów”), który odniósł w Japonii ogromny sukces. Licząca ponad 200 stron nowatorsko narysowana i opowiedziana historia, w której Tezuka wykorzystał wiele rozwiązań charakterystycznych dla narracji filmowej, sprzedała się w nakładzie 400 000 egzemplarzy, stając się przyczynkiem do mangowego szaleństwa, jakie ogarnęło Kraj Kwitnącej Wiśni kilka lat później.

Tezuka był tytanem pracy. Tworzył nieprzerwanie aż do swojej śmierci w 1989 roku, a jego dorobek liczy 700 tytułów mangowych, 200 000 stron storyboardów przygotowanych na potrzeby anime oraz 500 wyprodukowanych odcinków seriali telewizyjnych. Wśród nich są „Astro Boy” („Atom Żelaznoręki”) pierwszy serial anime, który odniósł ogromny sukces poza granicami Japonii, „Black Jack”, liczący 244 odcinki cykl o przygodach genialnego chirurga oraz monumentalna biografia Buddy.



„Tworzyłem historie, których koniec nie zawsze był szczęśliwy…”

Osamu Tezuka jako pierwszy mangaka udowodnił, że obrazkowe historie mogą być czymś więcej niż tylko prostą rozrywką. W swoich dziełach poruszał tematy trudne i kontrowersyjne. Zmuszał czytelników do myślenia i intelektualnego wysiłku, często odnosząc się do wydarzeń historycznych oraz nawiązując do twórczości spoza japońskiej kultury. To również Osamu Tezuce zawdzięczamy charakterystyczne dla mangi i anime „wielkie oczy” bohaterów, bez których dziś już nie wyobrażamy sobie japońskich produkcji obrazkowych.

Śmierć mangaki w wieku zaledwie 60 lat była w Japonii wydarzeniem, o którym informowały największe media. W 1994 roku w mieście Takatuzka, w którym wychował się Osamu Tezuka, powstało poświęcone mu muzeum, które pierwszego dnia otwarcia odwiedziło ponad 40 000 gości. W 1997 roku portret artysty został uwieczniony na znaczkach pocztowych. W tym samym roku po raz pierwszy wręczono przyznawane twórcom mangi Nagrody Kulturalne im. Osamu Tezuki, których laureatami są m.in. Naoki Urasawa – autor znakomitej serii „Monster”, Takehiko Inoue – twórca cyklu „Vagabond”, Kentaro Miura – ojciec „Berserka” oraz Hideo Azuma odpowiedzialny za „Dziennik z zaginięcia”.

„Teraz żyjemy w epoce komiksu…”

Wpływ, jaki Osamu Tezuka i jego prace wywarły na japońską kulturę, jest nie do przecenienia. Jednak mimo estymy, jaką się cieszy na świecie oraz imponującego dorobku, w Polsce mangaka pozostaje twórcą znanym jedynie niewielkiemu gronu fanów. Do dziś polskiego przekładu doczekały się zaledwie dwa tytuły stworzone przez mistrza. 

W 2004 roku nakładem nieistniejącego już wydawnictwa Arashi ukazało się „Metropolis” – rozgrywająca się w przyszłości opowieść o przygodach androida o kształcie dziecka, luźno inspirowana głośnym filmem Fritza Langa. Natomiast całkiem niedawno oficyna JPF (Japonica Polonica Fantastica) wydała 2-tomową miniserię „Pieśń Apolla” z 1970 roku, której bohaterem jest młody człowiek o psychopatycznych skłonnościach.



Osamu Tezuka powróci do polskich księgarń w kwietniu, kiedy wydawnictwo Waneko opublikuje pierwszy tom jego serii „Adolf ni Tsugu"”, której bohaterami są syn żydowskiego piekarza, potomek niemieckiego konsula i bezwzględny dyktator szykujący się do wojny. Każdy z nich nosi imię Adolf, a ich losy splatają się w sierpniu 1936 roku podczas XI letnich igrzysk olimpijskich w Berlinie.



Imponujący dorobek Osamu Tezuki wciąż czeka na odkrycie w naszym kraju. Wymienione tu tytuły to zaledwie promil spuścizny, jaką pozostawił po sobie ten niezwykle płodny twórca. Każdy z wydanych do tej pory w Polsce jego komiksów zasługuje na uwagę. Niektóre z nich, jak „Metropolis”, są dziś uznawane za białe kruki. Allegro na pewno może pomóc w ich zdobyciu.

Wszystkie śródtytuły w artykule są cytatami z wypowiedzi Osamu Tezuki
Newsletter
Trwa generowanie pliku zip
0%