na luzie
Na luzie
27 stycznia 2016, 11:11

Wielki powrót małej kasety 

Są plastikowe, nietrwałe, a jakość przenoszonego przez nie dźwięku pozostawia wiele do życzenia. Ale sprzyja im moda na produkty retro i urok nieprzetworzonego cyfrowo, „żywego” nagrania. 

Jeśli na pawlaczu macie rzucone w kąt, „bo szkoda wyrzucić”, kasety magnetofonowe po ojcu czy dziadku, może okazać się, że jesteście lub niebawem będziecie właścicielami wartościowej kolekcji. Fala zainteresowania produktami audio w stylu retro właśnie wróciła.

Analogowa miłość

Jakiś czas temu amerykańska firma National Audio Company (NAC), jeden z niewielu, największy w Stanach Zjednoczonych wytwórca kaset magnetofonowych, raportowała, że w ubiegłym roku wytworzyła przeszło 12 mln tego rodzaju nośników, o ponad jedną piątą więcej niż w 2014 roku. Takich poziomów sprzedaży jej właściciele nie widzieli od 1969 roku, kiedy to kaseta razem z winylową płytą była podstawowym nośnikiem dźwięku.

Przedsiębiorstwo od lat współpracuje z największymi wytwórniami muzycznymi w Stanach, takimi jak Universal Music Group czy Sony Music Entertainment. Ale ma także kontakty z producentami tzw. niezależnymi, którzy od początku swojej działalności preferują analogowe nośniki, twierdząc, że poprawiany komputerowo dźwięk traci wiele ze swojego uroku. 



Inaczej niż przetworzone cyfrowo ścieżki dźwiękowe pozwalają one na osiągnięcie niepowtarzalnie ciepłego, analogowego brzmienia, nie do wychwycenia przez niedzielnych amatorów muzyki, ale bezcennego dla profesjonalistów. – Nasz model działalności można opisać jako głupotę i bycie upartym – twierdzi Steve Stepp, szef NAC. – Ale jesteśmy zbyt przekonani, że produkując kasety, mamy rację, jesteśmy w tym zbyt zakochani, aby teraz zrezygnować - dodał.

Szpulki magiczne

Amatorzy analogowego brzmienia twierdzą, że kaseta magnetofonowa podobnie jak płyta winylowa ma w sobie „coś magicznego”. Odtwarzany z kasety dźwięk odznacza się „niepowtarzalnym ciepłem”, którego nie sposób osiągnąć na cyfrowym odpowiedniku.

– Samoobsługa kasety jest mało współczesna i ma w sobie coś hipnotycznego – twierdzi Mateusz Kruszewski, realizator dźwięku w jednej z rozgłośni radiowych, współwłaściciel firmy marketingowej i miłośnik żywych, analogowych dźwięków. – Słuchając muzyki prywatnie, bardzo lubię obserwować przesuwające się powoli, ale jednostajnie i nieprzerwanie szpulki w kasecie. Podobnie jak gapienie się na ogień w kominku działa to na mnie relaksująco. Ani MP3, ani CD mi nie da takiego wrażenia i komfortu - podkreśla.

Internet oferuje duży wybór kaset magnetofonowych. Większość sprzedawana jest przez osoby prywatne i najczęściej są to produkcje nagrane albo całe kolekcje.

Mettallica, "Kill 'Em All", "...And Justce For All", "Reload"



Trudniej odszukać nowe, nigdy niezapisane nośniki, choć także one bywają wystawiane na Allegro.



Muzyka bezstratna

Zalety kaset nie sprowadzają się tylko do wizualnych doznań estetycznych. Emitowany przez nie sygnał, zdaniem specjalistów, jest znacznie bardziej żywy, naturalny, prawdziwy niż cyfrowego odpowiednika. Dźwięk, o czym nie zawsze się pamięta, to drgania powietrza. Gdyby narysować graficzny wykres zmian jego ciśnienia w przypadku „żywej” muzyki, w dużym uproszczeniu przypominałby regularną sinusoidę, falę docierającą i odpływającą łagodnie od odbiornika w regularnych odstępach czasu. Natomiast opracowany cyfrowo składa się z setek, jeśli nie tysięcy mikroskopijnych „schodków”. 

Wartości generowanego ciśnienia w dłuższej perspektywie zmieniają się tak samo, jak w przypadku analogu, ale każdy dźwięk wędruje po kanciastych stopniach, które w zależności od innych parametrów są albo natychmiast rejestrowane przez słuchacza, albo możliwe do odczytania przez fachowca. – W ten sposób informacja przetwarzana cyfrowo zawiera tzw. straty, które mają wpływ na jakość muzyki – twierdzi Mateusz Kruszewski. – Nie bez powodu najbardziej wyrafinowane serwisy muzyczne z półki premium, takie jak np. Tidal, chwalą się, że nadawana przez nie muzyka jest prawie bezstratna. To także cyfra, ale przygotowana według tak kosmicznie wysokich parametrów, że prawie nie różni się od analogu - dodaje.



W przypadku kasety nośnikiem informacji jest taśma magnetyczna. Standardowo sprzedawana była w dwóch wersjach różniących się czasem zapisu: godzinnej (60 minut) lub półtoragodzinnej (90). Zasada reprodukcji dźwięku polegała na tym, że w odbiorniku (magnetofonie) podczas nagrywania głowica stykała się z przesuwaną taśmą, przekazując jej ładunek elektryczny (falę dźwiękową wraz z dodatkowymi sygnałami rozbudzającymi namagnesowanie). Powodowało to, że powstawał tzw. wzór, który podczas odtwarzania zamieniany był w sygnał elektryczny wzbudzający głośniki.

Tak "magazynowany" dźwięk nie był pozbawiony wad obcych cyfrowym nośnikom. Nierzadko zawierał szumy, trzaski, odtwarzany głośno mógł emitować przebitki z poprzedniego nagrania. Ale wiele zależało od początkowej jakości. Najgorzej oceniane były standardowe, najtańsze i najbardziej popularne swego czasu żelazowe nośniki. Najwięksi producenci oferowali cztery, różniące się dynamiką (55-60 dB) oraz szerokością pasma (od 10 do 20 kHz), odmiany tego rodzaju. Najlepsze natomiast noty zawsze przyznawano wersjom dwuwarstwowym z wybitnie dużą dynamiką (60 dB i więcej).

Dla młodych i starszych

Być może dlatego na Allegro najczęściej można znaleźć kasety z muzyką przeznaczoną raczej do głośnego słuchania (rock, punk rock, hard lub heavy metal). Większość sprzedawana jest w cenie około 10 zł lub maksymalnie kilkunastu zł, np. Metallica, "Garage Inc.".



Ale zdarzają się perełki takie jak pozycja "Do Przyjaciół" z 1992 roku kultowego pod koniec PRL zespołu TSA. Jako że wśród amatorów metalu pozycja ta uważana jest niemal za tzw. białego kruka, trzeba za nią, niestety, zapłacić znacznie więcej.



Jakkolwiek nie należy się spodziewać masowego powrotu do kasety, to z całą pewnością coraz więcej amatorów muzyki jest zdania, że taki nośnik może być ciekawym uzupełnieniem kolekcji mediów. Dla innych, szczególnie starszych, kontakt z kasetą magnetofonową i zapisaną na niej muzyką bywa powrotem do przeszłości.

Będąca obecnie częścią koncernu Polygram wytwórnia Island Records jakiś czas temu wydała na kasetach sentymentalną składankę pod tytułem "Words For You". Pierwszy, zawierający cztery tys. egzemplarzy, nakład został wyprzedany w ciągu niecałych dwóch tygodni i konieczny był dodruk. Skończyło się bodaj na 40 tys. – Na rynku wciąż jest wiele starszych osób, które odnoszą się z nieufnością do nowości, nie mają odtwarzacza CD, nie mówiąc już o MP3 – tłumaczy Mateusz Kruszewski. – Dla wytwórni taki konsument także jest dobrym odbiorcą, bo na gwarantowane przez państwo, może niewysokie, ale jednak pewne dochody. Sądzę więc, że zainteresowanie kasetą będzie wzrastać - prognozuje.

Fot. Flickr.com/Pascal Terjan/CC BY-SA 2.0/Yassin Moustahfid/CC BY-ND 2.0Pexels.com

Newsletter
Trwa generowanie pliku zip
0%