na luzie
Na luzie
23 stycznia 2016, 08:00

Planszówki 2016. W co warto zagrać?

Kostki, karty, plansza – często nietypowa. Połączone w spójną całość pozwalają mile spędzić czas w towarzystwie przyjaciół. Planszówki podbiły imprezy i spotkania. Dziś takie zabawy przy stole nie są zarezerwowane tylko dla dzieci. Wszystko za sprawą coraz ciekawszych i coraz bardziej różnorodnych tytułów.

Za pierwszą „współczesną” grę planszową uznaje się „A Journey Through Europe” Johna Jefferysa – pierwszy egzemplarz sprzedano 14 września 1759 roku. Autor w ten sposób próbował rozszerzyć asortyment produktów, które sprzedawał, a mianowicie map. Dlatego też połączył mapę Europy z zasadami gry „Gęś” znanej jeszcze z XIV wieku. Dzieło Jefferysa chwyciło i pojawili się naśladowcy, w tym lwowscy księgarze, którzy w 1904 roku wydali grę nazwaną „Piast. Zabawa historyczna podług Assarmota Klementyny z Tańskich Hoffmanowej ułożona Zofia D’Abancourt”, która doczekała się reprintu w XXI wieku.



W XIX wieku niemiecka burżuazja spędzała całe godziny na grach planszowych, które oferowały rozrywkę i dawały okazję do międzypokoleniowej zabawy – tak jak dziś. Wówczas jednak planszówki konkurowały z czytaniem książek na głos. Dziś muszą rywalizować ze znacznie większą liczbą rozrywek. Dlatego też obok hitów sprzed lat – jak słynne „Monopoly” czy „Scrabble” – pojawiają się gry „dla każdego w wieku od 8 do 88 lat”. Do przełomu przyczynili się wydani w 1995 roku „Osadnicy z Catanu" autorstwa Klausa Teubera. Utorowali oni drogę takim produkcjom jak „Carcassonne” z 2000 roku czy polskie „Robinson Crusoe: Adventure on the Cursed Island” oraz „K2” Adama Kałuży. 

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy ukazała się ogromna liczba ciekawych gier planszowych. Wspomnieć na pewno należy o dwóch polskich produkcjach, które zostały laureatami przyznawanej od 2006 nagrody Gra Roku: „Splendor” wydawnictwa Rebel Games oraz „Osadnicy: Narodziny Imperium” wydawnictwa Portal Games. Niemniej pojawiło się wiele innych ciekawych produktów – w naszym kraju i zagranicą. Co polecają twórcy i znawcy planszówek?

Tomasz Chmielik (redaktor naczelny "Nowej Magii i Miecza"): „Studium w Szmaragdzie” to tytuł, w którym gracze toczą ze sobą boje za pomocą budowanych w trakcie rozgrywki talii. Strony konfliktu są dwie – Rojaliści i Restauracjoniści, a każda z nich dąży do wyeliminowania agentów przeciwnika. To tak naprawdę gra wywiadów, w której sławne, XIX-wieczne postaci toczą ze sobą bezpardonową wojnę na śmierć i życie w dobie bluźnierczego fin de siécle. Chociaż zasady gry nie należą do najprostszych, warto je poznać i zanurzyć się w realia belle èpoque z mackami w tle. Dla fanów grozy pióra Samotnika z Providence jest to pozycja niemalże obowiązkowa. 



Ryszard Chojnowski (tłumacz gier, autor bloga ryslaw.pl, audycji Grysław i cyklu „Angielski dla graczy”): „Roll for the Galaxy” to twórcze rozwinięcie fantastycznej gry karcianej „Race for the Galaxy”. Mamy za zadanie eksplorację gwiezdnego imperium, opracowywanie nowych technologii, podbijanie i odkrywanie planet, a także handel wyprodukowanymi towarami. Wszytko to w ciągu mniej więcej godzinnej rozgrywki pełnej główkowania, kombinowania i fantastycznej zabawy. Gracze znający „Race for the Galaxy” poczują się jak ryba w wodzie, zaś nowicjusze powinni szybko przyswoić sobie zasady, ponieważ są łatwiejsze do zrozumienia niż w przypadku karcianej poprzedniczki. „Race for the Galaxy” to jedna z moich ulubionych gier wszech czasów. A teraz dołączyło do niej „Roll for the Galaxy”. Warto też dodać, że niedługo pojawi się polska wersja gry, która powstanie dzięki rekordowej zbiórce na wspieram.to.



Maciej Reputakowski-Madej (event manager w kawiarni dla graczy Hex): Co roku w Polsce ukazuje się masa planszówek. Do tego dochodzą oryginalne edycje, z których sprowadzeniem nie ma większych problemów. Jeśli ktoś jest w stanie zagrać we wszystko – gratuluję doby z gumy. Wybór jednej gry to wbrew pozorom nie takie znowu trudne zadanie. Można wybrać tę, którą najprzyjemniej się tłumaczyło nowym graczom. I dlatego mój wybór pada na „Intrygantów”, czyli prostą, ale nie prostacką grę polegającą na takim knuciu i zagrywaniu kart, by wmanewrować rywala w niedozwolony ruch. Zasady są proste, a rozgrywka szybka i pozwalająca na regrywalność lub sięgnięcie po coś większego na resztę wieczoru.



Krzysztof Szafrański (International Business Developer w Rebel): Gra „Splendor” nie bez powodu została wyróżniona nagrodą Gra Roku. Wystarczy opanować tylko kilka reguł, aby rozpocząć przygodę z nowoczesnymi grami planszowymi dla początkujących. Jest także dobrym wyborem dla wyjadaczy szukających niuansów w mechanice i ceniących sobie optymalizację strategii w kolejnych rozgrywkach. Przypadnie również do gustu tym, którzy czerpią przyjemność z rozgrywek turniejowych. W 2015 roku zorganizowano w całej Polsce kilkaset turniejów, które cieszyły się ogromną popularnością. Szczególną uwagę zwracają sztony do pokera, stanowiący element gry, dzięki któremu gracze mają poczucie, iż obracają drogocennymi towarami.



Radosław Szeja (projektant, menedżer, grynazamowienie.pl): Za najlepszą grę wydaną w 2015 roku uważam „Blood Rage”, która doczeka się polskiej edycji w 2016 roku. Gra autorstwa twórcy „Chaosu w Starym świecie” [bardzo wysoko ocenianej gry strategicznej w świecie Warhammera – przyp. aut.] łączy w sobie przejrzyste zasady z bardzo rozbudowaną, strategiczną rozgrywką. Mechanika opiera się na doborze kart połączonym z wpływem wynikającym z kontroli nad regionami. Zrozumienie zasad okazuje się banalnie proste, a tytuł szybko staje się przystępny niemal dla każdego odbiorcy. Szerokie spektrum możliwości doboru i realizacji strategii oraz sposobów interakcji między graczami sprawia, że w połączeniu z przejrzystymi i łatwymi do przyswojenia zasadami gra plasuje się w ścisłej czołówce najlepszych gier wydanych na przestrzeni ostatnich lat, a z pewnością w 2015 roku. „Blood Rage" na dodatek zostało wydane w najwyższym standardzie oraz zawiera świetne, niesamowicie szczegółowe figurki – gra zachwyca zarówno wizualnie, jak i mechanicznie. Właściwie jedynym minusem gry jest jej cena…



Ignacy Trzewiczek (projektant gier, wydawnictwo Portal): Rok 2015 w świecie gier planszowych był czasem absolutnie niesamowitym. Na rynek trafiły gry, które według ludzi związanych z branżą nie tylko wejdą do kanonu nowoczesnych planszówek, ale i wytyczą trendy na najbliższe lata. Trzy wymieniane na świecie jednym tchem tytuły to „Blood Rage”, „Pandemic: Legacy” oraz „TIME Stories”. „Pandemic: Legacy” oparto na rewolucyjnym mechanizmie, za sprawą którego jest to gra planszowa jednorazowego użytku! Po rozegraniu zawartej w pudełku kampanii (starcza na około 12 rozgrywek) gra zostaje ukończona i nie oferuje dodatkowej regrywalności. Mimo tak kontrowersyjnego mechanizmu „Pandemic: Legacy” pobił wszelkie możliwe rekordy w branży gier i w ciągu 8 tygodni wdrapał się na 1. miejsce rankingu Board Game Geek, najważniejszego rankingu dla gier planszowych. „TIME Stories” to z kolei gra będąca hybrydą planszówki i narracyjnej gry fabularnej. Gracze muszą rozwikłać zagadkę, cofając się w czasie. Są bowiem agentami czasu i kilkukrotnie odwiedzają te same miejsca oraz postacie, z każdym kolejnym podejściem, z każdą kolejną wizytą w przeszłości, wiedząc więcej o tym, co tam tak naprawdę się wydarzyło. Podobnie jak „Pandemic: Legacy”, „TIME Stories" opiera się na scenariuszach – w pudełku znajdziemy dwa (pozwalają na około 4 rozgrywki), a kolejne kupuje się w formie dodatków.


fot. Flickr/JD Hancock/CC BY 2.0
Newsletter
Trwa generowanie pliku zip
0%