Literatura fantasy wywodzi się oczywiście z mitów, baśni i legend – pierwowzorami współczesnych dzieł były "Baśnie tysiąca i jednej nocy", "Odyseja" czy legendy Arturiańskie. Swą współczesną popularność gatunek ten zawdzięcza dziełom Tolkiena opowiadającym o Śródziemiu, cyklowi Conanowskiemu zapoczątkowanemu przez Roberta Howarda czy pięcioksięgowi "Ziemiomorze" Ursuli K. Le Guin.

Z czasem literatura fantasy rozgałęziała się, powstawały nowe podgatunki i w efekcie dziś mówi się raczej o sztafażu. Albowiem wystarczy jakiś element magiczny, by uznać dane dzieło – filmowe, książkowe czy grę – za fantasy. W efekcie cykl o Harrym Potterze czy film "Hero" bywają zaliczane właśnie do tego gatunku.

Współczesne kino dość często sięga po fantastyczny sztafaż, choć i tak masowej widowni może przede wszystkim kojarzyć się z ekranizacją "Władcy Pierścieni". Niemniej, w wielu wypadkach obrazy pozostawiają po sobie nieco niesmaku. Dlatego też zanim rzucicie się w fantastyczną otchłań, warto poznać polecane tytuły. A rekomendują je prawdziwi znawcy gatunku.

Marcin Blacha (główny scenarzysta serii gier wideo „Wiedźmin”): Film fantasy wcale nie potrzebuje kosztownych efektów specjalnych. Wystarczy porządna historia i dobrzy aktorzy. Dowodem jest „Zaklęta w sokoła”, gdzie baśniowa opowieść rozegrana jest poprzez prostą relację między trójką bohaterów. Isabeau d’Anjou i kapitan Etienne Navarre, dwójka niespełnionych kochanków, została przeklęta przez zazdrosnego biskupa Aquili. Ona za dnia jest sokołem, a on człowiekiem. W nocy on zmienia się w wilka, a ona przybiera postać ludzką. Pośrednikiem między wiecznie rozdzieloną parą staje się złodziejaszek Philippe Gaston, lekkoduch zmuszony do przeciwstawienia się sile złych czarów i nasłanego przez biskupa pościgu. Widz, który przeboleje niefortunnie dobraną muzykę, zobaczy piękną historię o sile miłości, poświęcenia i o przezwyciężaniu własnych słabości, czyli o wszystkim tym, o czym opowiada fantasy od czasów Tolkiena.



Michał Gołkowski (pisarz, autor m.in. powieści „Ołowiany świt” i „Błoto”): „Willow” – bo jest to chyba najbardziej dynamiczna i urocza historia fantasy, jaką dane mi było obejrzeć. Mamy tu wszystko: złą królową, bohatera karzełka, z którym doskonale utożsamiają się i dzieci, i dorośli, dziecko, które należy ochronić, dwugłowego (to rzadkość!!!) smoka mutanta… A przede wszystkim doskonałe, przedcyfrowe efekty specjalne, niepróbujące za wszelką cenę udowodnić nam, że to, co widzimy, jest prawdą. Bo nie jest. Bo to bajka, i jako taką należy ją traktować… Dokładnie dlatego przeminą inne, bardziej okrzyczane filmy, a „Willow” na zawsze pozostanie klasyką.



Jerzy Rzymowski (redaktor naczelny „Nowej fantastyki”): Moim ukochanym filmem fantasy jest „Labirynt” z 1986 roku, w reżyserii Jima Hensona, z Davidem Bowie'em i młodziutką Jennifer Connelly w rolach głównych. Connelly gra Sarę, w której zakochuje się król goblinów Jareth (Bowie). Na skutek nieopatrznie wypowiedzianego przez dziewczynę życzenia król porywa jej małego braciszka i ukrywa go w swoim zamku, do którego można dotrzeć przez tytułowy labirynt. Jeśli Sarah nie zdąży odnaleźć brata w trzynaście godzin, zostanie on z Jarethem na zawsze. „Labirynt” to absolutne arcydzieło, fajerwerk nieskrępowanej wyobraźni, baśń pełna humoru i ze znakomitą muzyką. Takich filmów już się nie kręci.



Maciej Sabat (twórca gier, m.in. TRPG „Wolsung: Magia Wieku Pary”, organizator konwentów miłośników fantastyki, badacz popkultury): Najlepsze kino fantasy przyniosły ze sobą zdecydowanie lata osiemdziesiąte XX wieku. Przerośnięta muskulatura Schwarzeneggera, plastikowe miecze, pradawne bóstwa i półnagie księżniczki - oto „Conan Barbarzyńca”. Genialna w swojej prostocie opowieść o zemście, miłości i bogactwach zdobywanych na przekór Losowi oraz Przeznaczeniu. Mimo upływu lat, nadal bawi i cieszy dusze każdego prawdziwego faceta! A do tego jedna z najlepszych ścieżek dźwiękowych w historii kina. Perła, kult i klasyk.


Jacek Weichert, szef kategorii Kultura i rozrywka Allegro: Wskazanie najlepszej sagi fantasy jest równie trudne jak odpowiedź na pytanie, które miasto ma wspanialsze zabytki: Gondor, Ankh-Morpork czy Królewska Przystań? Pytanie jest absurdalne, każda odpowiedź pozbawiona podstaw, ale zawsze znajdą się tacy, którzy chętnie wdadzą się w pyskówkę w Internecie i skoczą sobie do gardeł. Jest jednak nadzieja: fantasy to gatunek literacki tak bezkresny i rozproszony jak świat wysp i archipelagów z „Ziemiomorza” Ursuli Le Guin. Każdy znajdzie wyspę idealną dla siebie.



Gdybyśmy mieli ograniczyć się do archipelagu wysp zwanego „high fantasy”, czyli reprezentacji tego, co potocznie utożsamiamy z gatunkiem fantasy, wykreśliłbym całego Tolkiena (poza „Silmarillionem”), Wiedźmina (za grę), definitywnie Harry’ego Pottera (podwójną kreską) i niestety również „Świat Dysku” Terry’ego Pratchetta (bo zmarł, a to dla autora najwyższa nobilitacja) – we wszystkich tych światach zapanowała moda na masową turystykę. Do Shire, Novigradu, Hogwarthu i Ankh-Morpork zjechały już autobusy, pociągi i samoloty turystów, którzy obejrzeli, obmacali i zdeptali każdy, nawet najlepiej ukryty zakątek. Prawdziwemu odkrywcy polecić wypada coś bardziej swojskiego lub egzotycznego.



Saga swojska to „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” – swojska, bo napisał ją nasz rodzimy autor Robert Wegner, m.in. autor jednego z opowiadań składających się na ebooka "Legendy polskie". Najważniejsze w tym przypadku jest jednak to, jak ją napisał, a zrobił to świetnie, tworząc świat zróżnicowany, pełen wyrazistych postaci, dramaturgii i mrocznej magii. Opowieści dwóch pierwszych tomów rozgrywają się na rubieżach Imperium, które stanowi prawdziwe oko cyklonu. Olśniewa wyobraźnia autora i jego warsztatowa zręczność. Jeśli George Martin to Zachód, a Wegner Wschód – to mamy remis. Czy to prawda, czy marketingowa gadka? Trzeba sprawdzić samemu.



Druga rekomendacja, egzotyczna, to „Trylogia Imperium” Raymonda Eliasa Feista i Janny Wurts. Kto grał kiedyś w „Betrayal at Krondor”, ten jest prawie w domu. Kto nie grał, jego strata, bo powrót do kompletnie rozpikselowanego ekranu przyprawi go o zawrót głowy. Poza znaną dosyć dobrze „Sagą o wojnie światów” Feist napisał trzy powieści, których akcja rozgrywa się równoległym świecie Kelewanu. Pełno tu politycznych intryg, szpiegowskich roszad, świetnej dramaturgii i świata, dla którego inspiracją nie było średniowiecze (uff…), ale kultura starożytnej Korei. Dlatego ta ostatnia rekomendacja to kierunek egzotyczny, zgodny z myślą, że jeśli eskapizm, to tylko daleko i do ciepłych krajów.



fot. Flickr/Jeff Hitchcock/CC BY 2.0

Tomek Kreczmar

nerdica.pl

magazyn@allegro.pl
Game Boy – kultowy 27-latek z pazurem 
W latach dziewięćdziesiątych bardzo trudno było stworzyć technologiczną markę lifestylową. Jeszcze gorzej było z grami, które w tamtym okresie były uważane za rozrywkę niskich lotów, przeznaczoną głównie dla dzieci. Za przebicie tej bariery oraz za stworzenie kultowego sprzętu Nintendo należą się owacje na stojąco. 28 września 1990 r. pierwszy Game Boy miał swoją premierę w Europie.
List z Bułgarii
W Allegro często dostajemy różne prośby od naszych klientów. Mimo że zawsze chcemy pomóc, nie zawsze możemy. Tym razem jednak trafiliśmy na wyjątkową sytuację. A cała historia zaczęła się ponad 1,5 tys. km stąd...
Kineskopy PRL – co się kiedyś oglądało i na czym?
Powiedzenie, że telewizja pogrubia, wzięło się z zaokrąglonego ekranu telewizorów kineskopowych, które rozciągały sylwetkę. Może dziś trudno sobie wyobrazić jakikolwiek ekran, który nie jest płaski, ale jeszcze kilkanaście temu w każdym polskim domu stał odbiornik z wypukłym kineskopem.
Przenośne PlayStation – pomimo lat nadal warto kupić
Gdyby nie ewolucja smartfonów z ekranami dotykowymi, z pewnością rynek konsol przenośnych wyglądałby zupełnie inaczej. Dziś już tylko Nintendo próbuje zrewolucjonizować mobilne granie wraz ze swoją konsolą Switch. Wcześniej mieliśmy jeszcze jednego pierwszoligowego zawodnika – Sony. Jego konsole PlayStation Portable, zwaną w skrócie PSP, oraz PlayStation Vita były małymi dziełami sztuki. Szkoda, by popadły w zapomnienie, bo do dzisiaj można grać na nich z przyjemnością.