10 lat temu jeszcze nikt nie wyobrażał sobie, że dziś będziemy przesuwać palcem po ekranach chowanych w kieszeniach i traktować je jako osobiste komputery. Nikt także nie miał pojęcia, że Internet stanie się tak szybki, by przy maksymalnym transferze spowalniał nasz komputer ze względu na obciążenie dysku twardego zapisem danych.

Cofnijmy się więc na chwilę do czasów, gdy byliśmy młodsi o kilka siwych włosów, gdy marzyliśmy o innych rzeczach i gdy trawa była bardziej zielona. Jak wtedy wyglądał Internet sprzed ery web 2.0? Do czego służył? Dla wielu niektóre z poniższych faktów będą sporym zaskoczeniem.



Stary, dobry (?) PeCet

Wydawać by się mogło, że laptopy są z nami od zawsze, ale jeszcze dekadę temu pod większością polskich biurek królowały komputery stacjonarne. Przeciętny zestaw posiadał w sobie jednordzeniowy procesor AMD Athlon lub Intel Celeron z taktowaniem w okolicach 2,5 GHz, 512 MB RAM, dysk twardy 40GB, zainstalowany Windows XP i podłączony kablem Internet. Niektóre starsze pecety posiadały również monitor kineskopowy CRT (15” lub 17”), od którego po kilkunastu minutach wypływały oczy. Ale i tak surfowało się całymi dniami.



Typowy router kosztował wtedy w granicach 100-120 złotych. Zazwyczaj były to modele marek takich jak Motorola, D-Link, Edimax czy Asmax. Za taki bezprzewodowy trzeba było dopłacić dodatkowe 60-80 zł, jednakże należy pamiętać, że komputery stacjonarne musiały wtedy posiadać także kartę sieciową z Wi-Fi (ok. 80 zł), co w tamtym czasie nie było niezbędnym ani często spotykanym elementem. Bezprzewodowa łączność z Internetem upowszechniła się dopiero w laptopach, które w tamtym czasie były jeszcze fanaberią, a ich cena oraz parametry pozostawiały wiele do życzenia.

Skąd się brało Internet?

Oczywiście poza samym sprzętem, by korzystać z Internetu, trzeba było mieć jego dostawcę. Jeżeli akurat w naszym miejscu zamieszkania działała firma oferująca telewizję kablową, to mogliśmy podpisać z nimi umowę na Internet. Ceny i szybkość łącza zależały zazwyczaj od natężenia konkurencji, ale nie oszukujmy się – na większość dostawców składały się małe firmy o zasięgu często jednego osiedla, toteż rzadko kiedy ze sobą konkurowały. Przeciętne ceny oscylowały w granicach 80-120 zł za łącze 512 kb/s, które można było zaliczyć wtedy do „średniej półki”.



W mniejszych miejscowościach oraz na obrzeżach miast konieczne było zaopatrzenie się w Neostradę od Telekomunikacji Polskiej, która posiadała znaczną część rynku usług dostępu do Internetu. W 2005 roku za dwuletnią umowę z 512 kb/s zapłacilibyśmy 96,38 zł, ale już cena z połowy 2006 wynosiła 33 zł przez pierwszy rok, a następnie 66 zł po upływie okresu promocyjnego. Cena o tyle niższa, by dawała wiele do myślenia, ale niestety TePsa przy stałym dostępie do Internetu nakładała limit transferu danych, po wykorzystaniu których łącze zwalniało do tragicznie niskiej prędkości. Dla naszego przykładowego łącza limit wynosił 15 GB na miesiąc i trzeba było się solidnie pilnować by nie przehulać wszystkiego w tydzień.

Oldschoolowy surfing

No dobra, komputer mamy, dostęp mamy. Tylko co robić w tym Internecie? Mozilla Firefox powoli zaczyna wypierać Internet Explorer u coraz bardziej świadomych internautów, a Gmail podwaja wielkość skrzynki do 2GB, pozostając jednakże nadal przy systemie zaproszeń. 23 kwietnia 2005 roku zostaje wrzucony pierwszy film na nieznany portal YouTube. Oczywiście jeszcze przez wiele miesięcy (a nawet lat) nie będzie tam praktycznie żadnej ciekawej treści. Gdzieś za Oceanem, na początku 2006 roku powstaje mikroblog Twitter, rozpoczynający modę na krótkie publiczne wpisy. A co u nas nad Wisłą? Najpopularniejszymi stronami internetowymi 2005 roku są w kolejności: Onet, Google, Wirtualna Polska, Interia oraz Allegro.



Na polskich dyskach króluje Gadu-Gadu 7, następca kultowej pomarańczowo-żółtej wersji 6.1. Niektórzy korzystają również z komunikatora Tlen, który powoli umiera śmiercią naturalną ze względu na coraz mniejszą popularność. Jeszcze więksi hipsterzy zakładają konta na amerykańskim portalu społecznościowym Facebook, który w 2005 roku dopiero co zmienił nazwę, usuwając przedimek „the”. Jako że nie było tam praktycznie żadnych reprezentantów naszego kraju, to złaknieni kontaktu z drugim człowiekiem szukali pocieszenia na bardzo popularnych czatach portali Wirtualnej Polski oraz Interii, a także na forach internetowych czy upadającym IRC-u. Na szczęście pod koniec 2006 roku został uruchomiony serwis nasza-klasa, gdzie w szczytowych późniejszych okresach było zarejestrowanych około 14 milionów kont.

Allegro sprzed dekady...

Jeżeli nadal wydaje ci się, że to wcale nie było tak dawno, wystarczy spojrzeć jak wyglądały wtedy strony internetowe. Serwis Allegro 1 stycznia 2005 roku wyglądał tak:



A 1 stycznia 2006 roku tak:



Według raportu Gemius z 2006 roku aukcje były znacznie bardziej popularne od sklepów internetowych ze względu na niższe ceny oraz duży wybór produktów. W sierpniu tamtego roku Allegro odwiedził co drugi użytkownik sieci i przeznaczył na to przeciętnie 6% miesięcznego czasu spędzonego w Internecie, czyli prawie 3 godziny. Potęga e-commerce już dawała się we znaki.

Być może pamięć płata figle, ale sieć nigdy nie zapomina. By przenieść się w czasie i podejrzeć, jak to wszystko drzewiej wyglądało, zapraszamy na web.archive.org, gdzie można z westchnieniem pooglądać zrzuty stron i powspominać czasy Internetu łupanego.

fot. Flickr/azuresh/James Cridland/CC BY 2.0/domena publiczna/
Wiki Commons/Hubert Wrzesiński/CC BY-SA 3.0

Powiązane artykuły

Niebezpieczne kobiety popkultury
Najnowszy film Patryka Vegi „Pitbull. Niebezpieczne kobiety” w ciągu 4 pierwszych dni wyświetlania obejrzało 835 000 widzów! Jednym z powodów tego sukcesu może być fakt, że reżyser tym razem postawił na kobiety. A te, szczególnie jeśli cieszą się złą sławą, przyciągają uwagę widzów jak magnes. Nawet przez kilkaset lat. Przedstawiamy sylwetki 9 kobiet, którym bycie „niebezpiecznymi” zapewniło nieśmiertelność. 
Wirtualni piłkarze – realne emocje
Piłka nożna to najpopularniejszy sport na świecie. Mistrzostwa świata, rozgrywki klubowe, liga mistrzów. Messi, Ronaldo czy Lewandowski. Camp Nou, Maracanã czy nasz Narodowy. Gwiazdy, stadiony, drużyny, wielkie pieniądze i jeszcze większe emocje. Czy da się je odtworzyć w domowym zaciszu?
Dużo światła jesienią! 
Budzisz się – ciemno. Wychodzisz do pracy – ciemno. Wracasz z pracy – znowu ciemno. A krótkie godziny jesiennego dnia spędzasz na ogół w zamkniętym pomieszczeniu. Światło to niezawodny antydepresant. Nie poddawaj się więc jesiennej melancholii i oświetl sobie drogę do dobrego humoru.
Co jeszcze może być wegańskie?
Wegańskie buty, wegańska karma dla zwierząt, a może wegański szampon? Sprawdź, jakie inne ciekawe rzeczy z „wege” w nazwie znajdziesz na Allegro.