co nowego
09 października 2015, 15:15

Wspomnienie o Agnieszce Osieckiej

„Damą być”, „Ballada wagonowa”, „Małgośka”, „Nie spoczniemy”, „Nie żałuję”, „Nim wstanie dzień”, „Od nocy do nocy”, „Piosenka o okularnikach”, „Uciekaj serce moje”, „A ja wolę moją mamę” czy „Zielono mi” – te i tysiące innych przebojów łączy jedna osoba – Agnieszka Osiecka. 9 października obchodziłaby swoje 79. urodziny. I choć nie ma jej z nami już od osiemnastu lat, to pamięć o niej jest wciąż żywa.

"Umiała przyciągać do siebie ludzi. Wielu z nich do dziś nie potrafi – i wcale nie chce – pożegnać się z nią na zawsze. Choć minęło osiemnaście lat od jej śmierci, poetka pozostaje w sercach i na językach bliskich oraz znajomych; niezmiennie ich fascynuje, intryguje, skłania do zadawania pytań i snucia na jej temat rozmaitych opowieści. Ponoć każdy znał inną Osiecką" – czytamy w książce „Koleżanka. Wspomnienia o Agnieszce Osieckiej” autorstwa Karoliny Felberg-Sendeckiej.

Z tego ją zapamiętamy
 
Choć była też pisarką, reżyserem i dziennikarką, to większość z nas zna Agnieszkę Osiecką przede wszystkim jako autorkę około dwóch tysięcy tekstów piosenek. Zostały one zebrane i wydane w kilku tomikach, m.in.: „Kolory”, „Listy śpiewające”, „Sentymenty”, „Sztuczny miód”, „Śpiewające piaski”, „Wyszłam i nie wróciłam” i „Żywa reklama”. Wydany też został dziesięciotomowy Wielki śpiewnik Agnieszki Osieckiej, zawierający nie tylko teksty kilkuset utworów autorki, ale także nuty skomponowane do nich przez kilkudziesięciu kompozytorów. A do jej piosenek komponowali najlepsi ówcześni twórcy muzyki rozrywkowej.

Popularni piosenkarze i aktorzy często prosili ją, aby stworzyła specjalnie dla nich tekst, a ona zazwyczaj nikomu nie odmawiała. Miała też grono swoich ulubionych wykonawców, dla których pisała dużo i chętnie. Do tego zaszczytnego grona należeli: Maryla Rodowicz, Kalina Jędrusik, Magda Umer, Krystyna Janda, Anna Szałapak, Seweryn Krajewski i zespół Skaldowie. Jej twórczość, jak i ona sama, mimo upływu lat nadal zachwyca wielu artystów.

– Moja fascynacja jej osobą zaczęła się ponad dwadzieścia lat temu. Kiedy miałam szesnaście lat, widziałam ją na żywo w Teatrze Atelier. Wtedy nawet nie pomyślałam, że kiedyś tam wrócę i to po to, aby wziąć udział w konkursie poświęconym interpretacji jej piosenek. Ona była dla mnie jakimś mitem. Niestety zmarła, zanim świadomie zdążyłam do tego podejść, czego żałuję. Przeboje tamtych lat były zdecydowanie lepsze literacko niż to, czego słuchamy obecnie, a jej poezja trafiała pod strzechy i do serc – podkreśla w rozmowie z magazynem.Allegro aktorka Magda Smalara, interpretatorka piosenek Agnieszki Osieckiej. Pod urokiem jej postaci i twórczości są też zwykli zjadacze chleba i co ciekawe, są wśród nich również mężczyźni.

– Cenię ją za... ponadczasowość. Uniwersalizm zakresu jej twórczości trafia zarówno do młodszych, jak i starszych, zarówno wczoraj, jak i dziś i jestem przekonany, że będzie też tak jutro. Jej twórczość jest lekka czy wręcz czasami relaksacyjna, ale zmusza także do refleksji. Na Allegro można znaleźć szeroki wybór książek i płyt. Ostatnio nie mogłem wprawdzie trafić na tomik „Za chwilę”, ale już można go nabyć – wyjaśnia warszawianin Emil Kopański.

Legendy o Osieckiej

Wokół jej życia narosło wiele mitów i plotek, a nawet legend – o jej problemach z alkoholem, licznych romansach czy niechęci do stabilizacji. Jaka była jej wersja, można dowiedzieć z dzienników, które prowadziła od dziewiątego roku życia. Po jej śmierci ukazały się dwa – „Dzienniki 1945–1950” i „Dzienniki 1951”. Do 2017 roku planowane są kolejne tomy przypadające na lata 1952–1958.

"Cieszymy się, że mama wreszcie przemówi własnym językiem. Zamiast mówić o niej bez jej wiedzy, wreszcie posłuchamy, co sama ma do powiedzenia o sobie i o innych" –  takie słowa jej córki Agaty Passent czytamy na stronie Wydawnictwa Prószyński, które wydało tę książkę.

Artystka prowadziła również bogatą korespondencję. Pięć lat temu ukazała prawdziwa książkowa gratka dla jej miłośników – „Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory listy na wyczerpanym papierze”. W książce, którą wydano za zgodą jej córki i i Konstantego Przybory, syna Jeremiego, można znaleźć historię ich miłosnej fascynacji.

Nie wszyscy wiedzą, że pisała też książki dla dzieci: „Dzień dobry Eugeniuszu”, „Wzór na diabelski ogon”, „Ptakowiec”, „Szczególnie małe sny” i „Dixie”. Dla fanów jej twórczości mamy jeszcze jedną dobrą wiadomość – czasami zdarzają się egzemplarze jej książek z autografemCo ciekawe, artystka trafiła nie tylko do naszych serc i pod strzechy, ale także na kolekcjonerskie monety.



Fotografka

Pisanie tekstów nie było jedyną pasją Osieckiej. Bardzo dużo też fotografowała. W swojej książce „Na początku był negatyw” znajdziemy zdjęcia, na których pojawiają się m.in. Marek Hłasko, Magda Umer, Stanisław Tym, Andrzej Wajda, Krystyna Sienkiewicz, a także bardzo często jej córka. Całość „okraszona” jest celnymi, zabawnymi i barwnymi anegdotkami na temat wyżej wymienionych oraz różnorodnymi refleksjami, dygresjami i sentencjami.

„Panna Czaczkes”, jak pieszczotliwie nazywał ją Marek Hłasko, lubiła też podróżować i z obserwacji różnych ludzi i miejsc czerpać inspirację do swoich tekstów. Jak czytamy na stronie Fundacji Okularnicy, to jednak niewielkie warszawskie mieszkanie przy ul. Dąbrowieckiej 25 stało się dla poetki ulubionym miejscem pracy na całe życie. Choć mieszkała okresami we własnym domu w Falenicy, w willi przy ulicy Jakiela na Żoliborzu czy na Manhattanie, to jednak najważniejsze utwory powstawały przy biurku w rodzinnym mieszkaniu.

Stąd przeprawiała się kajakiem przez Wisłę, aby trenować pływanie na basenie Legii i tu wracała po nieudanych związkach małżeńskich. Jak wspomina w książce „Potargana w miłości. O Agnieszce Osieckiej” Ula Ryciak, poetka lubiła gadać do utraty tchu, pić we dwoje, samotne podróże, śmiech przez łzy i zabawy kotów; nie lubiła: fanatyków, iść wcześnie spać, żeby rano wstać; żoną być, uśmiechniętą na każde zawołanie; a nudziło ją: kolekcjonowanie złotych myśli...

Spuścizna

Żyła sześćdziesiąt jeden lat, zmarła na chorobę nowotworową. Na krótko przed śmiercią w 1997 roku Osiecka zdążyła jeszcze wybrać utwory z napisanymi przez nią tekstami na pięciopłytowy album „Pięć oceanów”. Niestety, nie doczekała jego premiery. Kilkanaście lat później ukazał się sześciopłytowy krążek „Sześć oceanów, piosenki 1962–2013”, w którym oprócz utworów znanych z poprzedniego albumu pojawiły się kolejne, nowe interpretacje.

Hołdem oddanym tej wielkiej artystce są też płyty: „Czy te oczy mogą kłamać” zespołu Raz, Dwa, Trzy z 2002 roku; „Osiecka”, Katarzyny Nosowskiej z 2008 roku czy album „Buty 2” Maryli Rodowicz, składający się głównie z niepublikowanych wcześniej tekstów Osieckiej.

Spuścizną po niej zajmuje się Fundacja Okularnicy im. Agnieszki Osieckiej, powołana przez jej córkę. Organizuje m.in. konkurs wokalny na interpretację jej piosenek oraz inicjuje wznawianie książek, piosenek, poezji i sztuk teatralnych.  Pamięć o niej żyje jednak przede wszystkim w wielu miłośnikach jej twórczości. 

– Starsze pokolenia pamięta ją z sentymentu, bo to były piosenki towarzyszące ich życiu. Pewne utwory dzięki sprzężeniu sił dobrego tekstu, muzyki i wykonawcy uzyskały nieśmiertelność. Wystarczy wspomnieć chociażby „Małgośkę”. Czasami przejmuje mnie lęk, że niebawem ludzie nie będą zwracać uwagi na to, czego słuchają. Dzisiejsza muzyka rozrywkowa jest produktem marketingowym, fanów bardziej interesuje wykreowana postać wykonawcy, to, jakie fotki wrzuca do Internetu niż to, co śpiewa. Miałam okazję nagrywać teksty piosenek z Opola dla pewnej fundacji. Niefortunnie zaczęłam od Kofty i Osieckiej, a skończyłam na Patrycji Markowskiej. Cóż... różnica kolosalna. Dlatego pamiętajmy o Osieckiej – podsumowuje Magda Smalara.

fot. Wikimedia Commons/Eric The Fish/Tadeusz Rudzki/CC BY 2.0
Newsletter
Trwa generowanie pliku zip
0%