trendy
05 października 2015, 07:00

Jesień - najlepszy czas dla gracza

Okres wakacji to dla graczy coroczna próba cierpliwości. Z jednej strony cieszą się, że za oknem słońce praży do późnych godzin wieczornych, z drugiej zaś chodzą nadąsani, ponieważ przez niemal całe lato nie pojawiają się żadne nowe gry warte ich uwagi. Każdy fan elektronicznej rozrywki dobrze zna tę wewnętrzną walkę – czy kupić jakiś starszy tytuł, odłożony niegdyś w pamięci „na zaś”, czy też lepiej wybrać coś z kiepskich nowości, które średnią ocen w serwisie Metacritic mają oznaczoną mdłym kolorem żółtym (poniżej 75%).

Na szczęście sezon ogórkowy dobiegł końca, a wraz z początkiem września można coraz mocniej zacierać ręce na widok kalendarza premier. W tym miesiącu bowiem wydawcy zaserwowali nam między innymi Metal Gear Solid V: The Phantom Pain, Mad Maxa, Forzę Motorsport 6 i FIFA 16. W październiku na premierę czeka chociażby Rainbow Six: Siege i Assasin’s Creed: Syndicate. Z kolei listopad to nowy Need for Speed, Call of Duty: Black Ops III, Rise of the Tomb Raider i przede wszystkim Fallout 4 oraz Star Wars Battlefront.

Święta!

Najwięcej radości i izolacji społecznej przyniesie natomiast, jak co roku, okres świąteczny, gdy nadejdzie szał kupowania prezentów, a wraz z nimi masa ociekających nowością tytułów, które właśnie wtedy generują wydawcom największe zyski. Wtedy też na magazynach zaczną piętrzyć się pudełka z Just Cause 3 czy nowym Hitmanem. Oczywiście historia zna tragiczne przypadki, gdy premiery były odkładane o długie miesiące, ale bądźmy optymistyczni. A pomiędzy powyższymi tytułami, stworzonymi za grube pieniądze, będziemy mogli znaleźć także wiele wspaniałych produkcji od twórców niezależnych. Kto wie, ten wie.

Z listopadowych premier największą popularnością w pre-orderach na Allegro cieszą się Fallout 4 oraz Star Wars Battlefront. Z Falloutem wystawionych jest już ponad 40 ofert w cenie od 154 zł (PC) i 228 zł (PS4 i Xbox One), Star Wars Battlefront to już ponad 130 ofert w cenie 159 zł (PC) i 229 zł (PS4 i Xbox One).

Z powyższej wyliczanki wynika, że z portfeli graczy już wkrótce wyleci mała muszka, a pod koniec roku zaczną pojawiać się w nich pajęczyny. Jak takiej sytuacji uniknąć?

Przede wszystkim trzeba uzbroić się w cierpliwość – tytuły, które są już na rynku od kilku miesięcy, bardzo szybko tracą na wartości. Jeżeli jednak bardzo nam zależy na tytule premierowym, pod żadnym pozorem nie należy brać ceny z pobliskiego marketu na serio i zaopatrzyć się na Allegro, gdzie można wyłapać nowości o kilka-kilkadziesiąt złotych tańsze. Powinno się także wystrzegać zamówień przedpremierowych, ponieważ wyczekiwana i lukrowana w zapowiedziach gra może okazać się zwykłym bublem.

Ceny na Allegro są bardzo konkurencyjne. Już gry w pre-orderach można zamówić taniej o 20% w stosunku do ceny detalicznej i mówimy oczywiście o sprawdzonych sprzedawcach, przede wszystkim firmach z dużą liczbą pozytywnych komentarzy.

Niektórzy również mogą pomyśleć o cyfrowej formie dystrybucji. Oznacza to zakupienie gry przez Internet i podpięcie jej do prywatnego konta, skąd może być pobierana nieskończoną liczbę razy. Pozbywamy się tym samym fizycznego nośnika (płyty DVD/BluRay) i mamy możliwość pobrania zawartości od razu po zakupie – bez dalekich wycieczek do sklepu, ale za to z przymusem pobrania kilkudziesięciu gigabajtów danych.

Pudełko czy kopia cyfrowa?


Zwolennicy płyt rzucą swoimi argumentami na temat magii pudełka, które można pomacać i położyć na półce, natomiast ci nastawieni na nowoczesność, pierwsze co wskażą to niezniszczalność źródła gry oraz brak konieczności wychodzenia z domu – zresztą podobna dyskusja trwa w najlepsze wśród e-bookowców i „papierowców”.

- Nie mam żadnych wątpliwości, że gry cyfrowe będą stopniowo zastępować ich analogowe odpowiedniki. Taki sposób dystrybucji jest po prostu o wiele bardziej wygodny – przepowiada Jacek Weichert z działu "Kultura i rozrywka" Allegro. – Bardzo możliwe, że będziemy świadkami podobnego procesu, który spodziewany jest w przypadku książek i e-booków. Gry pudełkowe staną się dobrem kolekcjonerskim, niemal luksusowym, tak jak książki. Spadającym nakładom i sprzedaży „dóbr analogowych” na rzecz cyfrowych treści towarzyszyć będzie jednak wzrost ich wartości.

Argumentami każda ze stron mogłaby zaćmić wielu filozofów i polityków, jednakże gdy chodzi o cenę, racja jest jedna. O ile gry na platformie Steam mogą konkurować ze standardowymi wydaniami, to ceny na konsolach (PSN Store, na Ciebie patrzę) potrafią ostudzić zapał nawet najbardziej zagorzałego gracza. Jest to oczywiście zaplanowana polityka firm, które traktują całą Europę tak, jakby zarabiała w euro, ale dla przeciętnego polskiego kanapowca cena 289 zł za cyfrową wersję gry (jakiejkolwiek) budzi płaczliwy śmiech pośród ścian. Gdy przyjrzeć się wydaniom pudełkowym, jest „ciut” lepiej i decydując się na zakup takiej wersji jesteśmy w stanie zaoszczędzić nawet 60-70 zł, jednakże ostateczna cena nadal może wywołać atak histerii.

I tu z pomocą przychodzi cierpliwość.

Gry półroczne na konsole kosztują już około 50 zł taniej, natomiast gry roczne mogą zjechać nawet z połowy ceny. Taka sytuacja ma miejsce jedynie w wersjach pudełkowych, bowiem cyfrowe promocje mamią często sporymi rabatami, jednakże przy ostatecznym porównaniu i tak wygrywa pudełko. Niedawno 30% rabatu otrzymało Grand Theft Auto V, ale cóż z tego skoro domyślna cena jest kosmiczna (299 zł), a po obniżce cyfrówka jest do pobrania za 239 zł, co nijak nie konkuruje z aukcyjnymi cenami w okolicach 170 zł za fizyczny nośnik.

Jeżeli cudem znajdziemy jakąś cyfrową perełkę, to i tak cena jest niewiele niższa. Ot, chociażby takie Evil Within na PS4, które podczas wakacyjnej wyprzedaży na PSN Store kosztowało 79 zł. Za wersję używaną z Allegro zapłacimy niewiele więcej, bowiem około 90 zł wraz z przesyłką.

Jak widać wersja cyfrowa potrafi być tańsza, ale nie zapominajmy także, że promocje są wybiórcze – w innym wypadku gra cyfrowa po roku może kosztować tyle, co w dniu premiery. Na dodatek jedynie pudełkowa wersja jest możliwa do legalnego odsprzedania. Wszystko, co cyfrowe, dotyczy jednego zarejestrowanego konta, i zgodnie z jego zaakceptowanym regulaminem, nie ma możliwości przekazania zawartości osobie trzeciej.
Tyle tylko, że to historia na całkiem inną, oddzielną opowieść.

- Dzisiejsza dystrybucja gier pokazuje, że te dwa modele bardziej współistnieją niż konkurują ze sobą. Cyfrowa dystrybucja przez np. Steam, opierająca się na maksymalnej dostępności, skierowana jest do o wiele szerszej grupy graczy niż kolekcjonerskie wydania mocnych tytułów. Jedno jest pewne: im więcej możliwości, tym lepiej dla nas, graczy - podsumowuje Jacek Weichert.

fot. Flickr/włodi/CC BY-SA 2.0
Newsletter
Trwa generowanie pliku zip
0%