Facebook od października w celu lepszego dostosowania treści wyświetlanych reklam do zainteresowań i potrzeb użytkowników będzie wykorzystywał też wiedzę z ich zachowań w tym serwisie. Taka zapowiedź pojawiła się na blogu Stephana Deadmana, który odpowiada za globalną politykę prywatności tego serwisu. Według niego już reklamy będą trafniejsze, gdyż dobierający je algorytm będzie brał pod uwagę podstawowe informacje na temat użytkownikach, ale również jego „lajki” oraz udostępnienia. Osoby, którym się to nie podoba, mogą próbować powściągnąć inwigilację ze strony Facebooka, zmieniając ustawienia w zakładce reklama.

Mark Zuckenberg chce wprowadzić w swoim serwisie przycisk „nie lubię”. Idea jest słuszna, bo twórca serwisu robi to z myślą o osobach, którzy klikając na ten znaczek, chcą wyrazić współczucie lub dezaprobatę dla obiektywnie nieprzyjemnego zdarzenia czy sytuacji. Wywołało to falę krytyki, że narzędzie będzie nadużywane przez hejterów, zwłaszcza wobec obecnych na Facebooku marek. Jednak w przypadku e-commerce ocena nie jest aż tak jednoznaczna. Jak zauważyła Susan Etlinger z firmy doradczej Altimeter – dla detalistów przycisk „dislike” może okazać się przydatnym narzędziem do zbierania opinii na temat oferowanych produktów.

e-Bay z końcem w września uruchamia na rynku niemieckim E-Bay Plus, usługę konkurencyjną do Amazon Prime. W ramach rocznego abonamentu kosztującego zaledwie 19,9 euro (podobna subskrypcja Amazon Prime to 89 dol.) kupujący będą mogli korzystać nie tylko z darmowej błyskawicznej dostawy, ale również robić darmowe zwroty, gdy zakup okaże się nietrafiony. A różnic na korzyść E-bay jest więcej. W odróżnieniu do Amazon Prime E-Bay Plus przewiduje też wymierne korzyści dla sprzedawców. Ci, którzy do niego przystąpią, otrzymają 15-proc. rabat na opłaty pobierane od nich od e-Bay, zaś ich oferty będą lepiej pozycjonowane w listingu ofert, w zamian jednak będą oferować produkty w stałej cenie („kup teraz”), pokrywać koszty dostawy oraz zobowiązać się, że przesyłki nadane przed godziną 14.00 dotrą do adresata nazajutrz.

W ubiegłym tygodniu minął rok od debiutu Alibaba na Wall Street, wycena akcji chińskiego giganta osiągnęła historyczne minimum. W dniu giełdowego debiutu, czyli 14 września 2014 r. jedna akcja tej spółki była warta 68 dol. Tymczasem w zeszłym tygodniu jej wycena spadła do 60 dol., choć potem ustabilizowała się na poziomie 65-67 dol. Giełdowi analitycy wytykali, jak się okazuje, dość niefortunne słowa prezesa Alibaba, który rok temu obiecywał inwestorom, że przez 5, a nawet 10 lat nie będą się musieli przejmować kursami ich akcji. Ci jednak mają poważne powody do niepokoju, gdyż od rekordowego notowania w listopadzie 2014 r. (ponad 119 dol.) walory straciły aż 30 proc. Jeszcze w sierpniu Alibaba stracił pozycję lidera pod względem wyceny. Jego miejsce ponownie zajął Amazon, który wyceniony jest na 240 mld dol., podczas gdy jego chiński konkurent wart był 180 mld dol. Na jego wycenę w największym stopniu rzutują perturbacje chińskiej gospodarki.

Aż 94 proc. przyrostu ruchu na witrynach sklepów internetowych to zasługa smartfonów. Tak wynika z kolejnego raportu firmy Demandware Shopping. I każdy, kto jeszcze wątpi, że przyszłość e-handlu leży w rozwiązaniach mobilnych, po jego lekturze pozbędzie się co do tego złudzeń. Zwłaszcza że ustalenia ekspertów są wynikiem analiz zachowań 200 mln internetowych konsumentów. Na rzecz smartfonów przemawiają też inne wskaźniki – przypada na nie prawie trzy czwarte wzrostu kompletowania koszyków i co najważniejsze 47 proc. wzrostu składanych zamówień.
Wprawdzie 65 proc. wszystkich zamówień wciąż jest realizowana za pomocą komputerów stacjonarnych i laptopów, jednak ten kanał się kurczy w tempie 7 proc. rocznie. Według ekspertów Demandware o rosnącej popularności smartfonów kluczowe znaczenie ma jeden czynnik – to, że konsumenci mają je zawsze pod ręką.

Wartość rynku e-commerce B2C w Europie w ubiegłym roku wzrosła o 13,9 proc., osiągając wartość 427 mld euro. Taką liczbę podaje Ecommerce Fundation, w najnowszym raporcie dotyczącym globalnego e-handlu. Warto go ściągnąć i zachować jako źródło wielu informacji dotyczących wiodących rynków. Polecamy zamieszczane tam porównania i zestawienia. Wprawdzie Europa jest pod względem przychodów e-commerce drugim po Azji rynkiem, tyle że Daleki Wschód pod tym względem rozwija się znacznie szybciej (44,3 proc.). I zapewne ta dysproporcja będzie się szybko zwiększać, bo na Starym Kontynencie aż 75 proc. populacji jest w stanie być on-line, w Azji z tego „przywileju” może korzystać jedynie 39 proc. W ubiegłym roku zakupy w sieci zrobiło 273,9 mln Europejczyków; 195,5 mln Amerykanów i aż 523,1 mln Azjatów.


Paweł Wrabec

magazyn@allegro.pl

Powiązane artykuły