trendy
17 października 2015, 08:00

Niektóre gwiazdy nigdy nie zgasną 

Są w Polsce gwiazdy estrady, które mimo upływu lat ani myślą przechodzić na muzyczną emeryturę, ale koncertują, nagrywają płyty i nadal cieszą się sympatią kolejnych pokoleń miłośników ich talentu. Ich koncerty cieszą się niezmiennym powodzeniem, a płyty z ich twórczością sprzedają się w rekordowym tempie.

Irena Santor 

Taką osobą jest z pewnością Irena Santor. Przez wielu uważana jest za pierwszą damę polskiej piosenki, a niektórzy uznają ją wręcz za dobro narodowe. Jej piosenki takie, jak: „Powrócisz tu”, „Tych lat nie odda nikt”, „Już nie ma dzikich plaż” czy „Walc Embarra” to absolutne klasyki. Płyty na Allegro przez większą część roku cieszą się stałym zainteresowaniem, jednak przed  świętami widać znaczny wzrost ich sprzedaży.

Pani Irena ma ponad osiemdziesiąt lat, ale nadal występuje, choć teraz już rzadziej. Wciąż wydaje płyty, a energii życiowej może pozazdrościć jej niejedna nastolatka. I ciągle jest „na czasie”. Nic więc dziwnego, że władze stolicy poprosiły ją, aby wystąpiła z recitalem w ramach imprezy „Warszawa jest trendy”. W pierwszy weekend września w jednej z sal Pałacu Kultury i Nauki pół tysiąca osób zgromadziło się, aby jej posłuchać. Choć koncert zorganizowany był z myślą o seniorach, to na koncercie pojawili się młodzi i ci nieco starsi, gdyż artystka cieszy się niesłabnącą sympatią kolejnych pokoleń słuchaczy. 

- Przychodzicie Państwo na koncerty, a to znaczy, że lubicie piosenki, a to dla nas bardzo ważne. Oznacza to też, że piosenka jest państwu potrzebna. Zastanawiałam się, czemu tak jest i wydaje mi się, że już wiem. Hanka Ordonówna w jednej z piosenek stwierdziła, że śpiewa ludziom piosenki na pocieszenie. Myślę, że jeśli wyjdziecie stąd państwo „z zamyśleniem”, poczuciem mile spędzonego, to dla nas najważniejsze, to sens naszej pracy – podkreśliła pani Irena.
Szczęśliwi wybrańcy mogli podczas tego niezwykłego koncertu posłuchać zarówno starszych przebojów, jak i piosenek z najnowszych płyt. Było pięknie i wzruszająco.
 
Halina Frąckowiak 

Kolejną gwiazdą, która świeci na estradowym firmamencie i to już od ponad pięćdziesięciu lat, jest Halina Frąckowiak. Zadebiutowała jako szesnastolatka w 1963 roku, a zaledwie rok później znany krytyk muzyczny Jerzy Waldorff określił ją mianem "drugiej Demarczyk" i stwierdził, że z pewnością będzie sławna. Tak też się stało. Jej przeboje takie, jak: „Dancing Queen”, „Bądź gotowy dziś do drogi”, „Papierowy księżyc”, „Tin Pan Alley” czy „Serca gwiazd” już od wielu lat cieszą się niezmienną popularnością. Nadal występuje, bo, jak wyznała niedawno w jednym z wywiadów, uwielbia koncertować i cieszy się, kiedy ma bliski kontakt z publicznością.

Halina Kunicka 

Od pół wieku występuje kolejna znana i lubiana Halina, pani Kunicka. Nagrała siedemnaście płyt, które rozeszły się w ponad milionowym nakładzie. Śpiewała na czterech kontynentach – w Europie, Azji, Ameryce Północnej i Australii. Jej polskie występy należy liczyć w tysiącach. Nie zamierza jednak na tym poprzestać i nadal koncertuje, śpiewając zarówno swoje największe przeboje (np. „Orkiestry dęte”, „Czumbalalajka”, „Niech no tylko zakwitną jabłonie”, „To były piękne dni”, „Upływa szybko życie”),  jak i piosenki kabaretowe czy aktorskie.  

Alicja Majewska 

W panteonie sław, które zachwycają nas już od kilku dekad, znajduje się też Alicja Majewska, która zadebiutowała w 1968 roku na Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielone Górze.
Jej przeboje takie chociażby jak „Być kobietą” „Odkryjemy miłość nieznaną” czy „Jeszcze się tam żagiel bieli” potrafią zanucić chyba wszyscy. Cały czas koncertuje i wszędzie ma rzesze fanów.
- „Jeszcze ty w Łomży zrobisz nazwisko” – prorokował Wojciech Młynarski w „Piosenkach, z których żyje”. Na szczęście miał rację, dzięki czemu mogę teraz bywać w wielu Łomżach rodzimych i wielkoświatowych, dzieląc się z państwem radością śpiewania – napisała we wstępie do jednej ze swoich płyt „Piosenki, z których żyje”.
 
Nie wszyscy jednak wiedzą, ze Alicja Majewska śpiewa także pieśni sakralne z tekstami m.in Karola Wojtyły i Ernesta Brylla. Nagrała album z tym repertuarem, który jest swoistym résumé  jej wieloletniej współpracy z kompozytorem Włodzimierzem Korczem.  
 
Hanna Banaszak 

Prawie czterdzieści lat na scenie to równie dobry wynik. A tyle właśnie występuje Hanna Banaszak. Przyznała, że choć jest typem samotnika, to nie wyobraża sobie żyć bez innych i prędzej czy później „gna” ją do ludzi i do koncertowania. Za każdym razem gromadzi liczną publiczność. To tym większy sukces, bo repertuar ma nadal ambitny. Interpretuje muzycznie wiersze Josifa Brodskiego, Wisławy Szymborskiej, Jacka Kaczmarskiego i mierzy się wokalnie z muzyką Mozarta, Vivaldiego, Mangione, Metheny'ego, Davis'a, Gershwina i Ellingtona.
 
Zbigniew Wodecki

Nie tylko panie nie odpoczywają na zasłużonej artystycznej emeryturze. Ciągle koncertują też panowie, a wśród nich mężczyzna z charakterystyczną burzą włosów - Zbigniew Wodecki, który na scenie występuje od lat 70, a swoimi przebojami mógłby spokojnie obdzielić kilka współczesnych piosenkarzy. Któż z nas nie zna takich niezapomnianych przebojów takich, jak: „Chałupy welcome to", „Zacznij od Bacha”, „Izolda”, „Z tobą chcę oglądać świat”, „Lubię wracać tam, gdzie byłem” czy kultowego utworu „Pszczółka Maja”.
 
Zbigniew Wodecki sam o sobie mówi, że jest „śpiewającym muzykiem”. Lista jego osiągnięć muzycznych jest bardzo długa, ale artysta nie spoczywa na laurach, odcinając kupony od sławy. W 2010 roku wydał kolejną płytę „platyNOWA”, która została ciepło przyjęta przez słuchaczy.
 
Jerzy Połomski

Kolejną gwiazdą, która cieszy się niezmienną popularnością i zachwyca swoim wokalem już od sześćdziesięciu lat, jest Jerzy Połomski. W tym czasie nagrał kilkadziesiąt płyt i uraczył publiczność takimi muzycznymi perełkami, jak: „Bo z dziewczynami”, „Cała sala śpiewa z nami”, „Kiedy znów zakwitną białe bzy”, „Błękitna chusteczka”, „Wszystko dla Pań”, „Moja miła, moja cicha” czy „Czy ty wiesz moja mała”. Niestety, koncertuje coraz rzadziej, na pocieszenie można posłuchać jego płyt.
 
Andrzej Rosiewicz

Któż z nas nie zna takich kultowych utworów jak „Chłopcy radarowcy” „Najwięcej witaminy”, „Czterdzieści lat minęło”, „Czy czuje pani cha-chę” i „Chłopcy radarowcy”! Śpiewający je Andrzej Rosiewicz zadebiutował w wieku dziewięciu lat - w zespole pieśni i tańca Dzieci Warszawy, w którym występował do 1964 roku. Jego poczucie humoru i wesołe kompozycje rozświetlały szarą rzeczywistość czasu PRL-u. Do dziś niejeden z sentymentem nuci pod nosem jego przeboje.

Fot. autor


Załączniki

Pobierz załączniki
Newsletter
Trwa generowanie pliku zip
0%