Bass Beerens, twórca popularnej w Polsce aplikacji do przesyłania plików WeTransfer.com, uruchomił serwis WeMarket.com. Mimo iż informacja o powołaniu tej nowej platformy e-commerce B2B nie trafiła na czołówki popularnych portali, importerzy i eksporterzy powinni na inicjatywę przedsiębiorczego Holendra zwrócić uwagę. Chociaż wśród pierwszych zarejestrowanych firm znalazły się te kojarzone z sektorem IT (np. T-Mobile, Philips), twórca WeMarket zastrzega, że branża nie ma znaczenia. W dniu startu serwisu było 125 użytkowników i każdego dnia przybywa 30 kolejnych. Beerens nie ujawnił liczby przeprowadzonych do tej poru transakcji, ale powiedział, że w przypadku dużych klientów wystawiane faktury opiewają na 300 tys. euro, a tych małych – na 3000.  
Siłą WeMarket.com ma być wiarygodność użytkowników, dlatego wszyscy są poddawani weryfikacji przez agencję Dun & Bradstreet, a IdChecker sprawdza on-line, czy wirtualni kontrahenci faktycznie są tymi, za kogo się podają. Pierwszy miesiąc użytkowania WeMarket jest bezpłatny, roczny abonament kosztuje 500 dolarów.

Czy firmy kurierskie będą przywozić zakupy również w nocy? Od czasu, gdy w ramach usługi Prime Amazon zobowiązuje się dostarczyć produkt w ciągu jednego dnia, tak szybki termin dostawy za Oceanem powoli staje rynkowym standardem. Teraz poprzeczkę podnosi Google Express, który we współpracy z 17 e-detalistami od zeszłego tygodnia oferuje dostawy dla 25 mln Amerykanów mieszkających na środkowozachodnich stanach USA również w godzinach nocnych. Usługa jest adresowana przede wszystkim do osób mieszkających w dużej odległości od sklepu, dla których specjalne oczekiwanie na przesyłkę w domu w ciągu dnia stanowi poważny problem.

Drugi co do wielkości kanadyjski sklep internetowy Shop.ca ogłosił, że od 2018 roku jego przesyłki będą dostarczać konsumentom drony. Tak zakłada umowa zawarta z Drone Delivery Canada, który będzie odpowiadał za technologiczną część przedsięwzięcia. Obecnie wykorzystanie dronów do tego celu wprawdzie jest niemożliwe, ale wiele wskazuje na to, że przepisy lotnicze zostaną dostosowane do nowych potrzeb najpóźniej w 2017 roku. Tony Di Benedetto, prezes Drone Delivery Canada, poinformował, że jego drony będą najpierw obsługiwały klientów na terenach słabo zaludnionych, ale z czasem pojawią się w dużych miastach. Nie ujawnił szczegółów dotyczących parametrów przesyłek, stwierdzając jedynie, że „mogą być pokaźnych rozmiarów, choć nie wielkości sofy”. Na tym etapie wiadomo tylko, że potwierdzeniem odbioru ma być wykonane przez bewzzałogowca zdjęcie adresata. Tony Di Benedetto ujawnił ponadto, że shop.ca nie będzie jedynym klientem, z usług DDC mają też korzystać inne firmy i instytucje rządowe. Jest to już trzecia tak poważna deklaracja użycia dronów w sektorze e-commerce. Drony w kandyjskiej Kolumbii Brytyjskiej testuje Amazon, w Europie pionierem jest Swiss Post, która od lipca eksperymentuje z dronami firmy Matternet.

Zaprezentowany w ubiegłym tygodniu nowy iPhone 6S i iPhone 6S Plus nie przyniosły technologicznego przełomu. Dużo większe zainteresowanie od nich wzbudził nowy większy iPad Pro. Głównie za sprawą dołączanego za dodatkową opłatą rysika, nazwanego przez Apple pencil. Chodzi więc o rzecz, od której Steve Jobs się publicznie odżegnywał, prezentując pierwszy model iPhone'a w 2007 roku. „Wyznawcom” Apple’a może się rysik spodobać, gdyż w przeciwieństwie do innych wykrywa nacisk oraz kąt nachylenia, co sprawia, że można nim na wyjątkowo dużym jak na tablety ekranie (aż 13,9 cala) rysować jak prawdziwym ołówkiem.

Korzystając z medialnego rozgłosu wokół konferencji produktowej Apple, Bank of America Merrill Lynch zrobił wycenę części potrzebnych do budowy iPhone'a S6, która wyniosła 234 dol. Najwięcej, bo 127 dol., kosztują półprzewodniki, 25 dol. wart jest 64-bitowych procesor A9, kolejne 22 dol. Apple musiał wydać na rozmaite czujniki (np. NFC, do odczytu linii papilarnych) oraz 20 dol. na pamięć flash (64 GB), a także 73 dol. na aparat fotograficzny i baterię. Średnia cena iPhona S6 to 749 dol. Po odjęciu od tej sumy 234 dol. pozostaje 515 dol. Jak podkreślają autorzy tej szacunkowej wyceny nie jest to czysty zysk, gdyż od tej kwoty trzeba jeszcze odliczyć koszt montażu i dystrybucji smartfona.

Właściciele iPhone'ów aż cztery razy częściej robią za ich pomocą zakupy niż posiadacze smartfonów pracujących na systemie Android. Tak jest w Ameryce i nie wiemy, czy podobna dysproporcja występuje też w Polsce. Opublikowany w ubiegłym tygodniu raport IBM Digital Analytics Benchmark pokazuje zarazem, że wydatki „iphonowców” w sierpniu były tylko nieco wyższe (116 dol. vs 96 dol.). Badania były robione pod kątem wydatków związanych z rozpoczynającym się rokiem szkolnym. Internetowa sprzedaż amerykańskich domów towarowych była wyższa o prawie 14 proc. niż przed rokiem, ale w przypadku zakupów „mobilnych” odnotowano wzrost aż o jedną trzecią. Autorzy opracowania zwracają przy tym uwagę, że tym razem niemal tyle samo konsumentów odwiedzało e-sklepy za pomocą aplikacji mobilnych, co za pośrednictwem Internetu stacjonarnego. Rok temu ci ostatni stanowili wyraźną większość (58 proc.).

Fot. Flickr.com/Kārlis Dambrāns/CC BY 2.0

Paweł Wrabec

magazyn@allegro.pl

Powiązane artykuły