Dzięki rosnącej popularności e-sklepów brytyjski rząd chce zliberalizować przepisy ograniczające handel w niedzielę. Obecnie tzw. Sunday Trading Act ogranicza funkcjonowanie sklepów o powierzchni równej lub większe niż 280 m kwadratowych (3000 stóp) w niedzielę do 6 godzin, co powoduje, że po godzinie 18 na terenie Wielkiej Brytanii zakupy można zrobić tylko w małych osiedlowych sklepach, które tym restrykcjom nie podlegają lub w internetowych delikatesów przyjmujących zamówienia przez 24 godziny na dobę. Rząd, który chce przepisy zliberalizować (o tym, czy handel w niedzielę będzie limitowany mają, decydować gminy), argumentuje, że tradycyjne placówki, aby mogły sprostać wirtualnej konkurencji, powinny pracować dłużej. Liczą się też inne względy. Liberalizacja handlu z jednej strony przyczyni się do ożywienia gospodarczego – w samym Londynie dzięki dłuższemu funkcjonowaniu supermarketów i centrów handlowych przybędzie 3000 miejsc pracy, a obroty handlu w ciągu roku wzrosną o 200 mln funtów. Obecnie udział rynkowy internetowych sklepów w Wielkiej Brytanii wynosi 11 proc., a w grudniu rośnie nawet do 17 proc.

Marks & Spencer pod wpływem rosnącej sprzedaży internetowej zamyka część swoich sklepów. Wciąż spadające przychody, a wraz z nimi zyski powodują, że największe brytyjskie sieci handlowe restrukturyzują dotychczasowy biznes. W przypadku Marks & Spencer jest to na razie tylko 9 placówek, ale jedna z nich zlokalizowana jest w małej miejscowości, gdzie sklep tej sieci funkcjonował od 1922 roku. Teraz Marks & Spencer nie będzie miał tam żadnego, co po kraju rozeszło się szerokim echem. A chodzi o firmę z wielkimi tradycjami (założoną w 1884 roku), która w Wielkiej Brytanii w swojej branży nie ma sobie równych, ma tam 852 sklepów, w tym 302 tradycyjnych (odzieżowych i spożywczych), 46 sklepów typu outlet oraz 504 spożywcze funkcjonujące pod szyldem Simply Foods. Jak tłumaczy zarząd firmy, celem restrukturyzacji jest lepsze dostosowanie biznesu do rosnącego znaczenia e-commerce – w związku z czym Marks & Spencer stara się inaczej dobierać asortyment. Ogranicza podaż odzieży i wyraźnie stawia na rozwój sklepów spożywczych. Do 2017 roku zamierza otworzyć na terenie Wielkiej Brytanii 250 kolejnych sklepów Simply Foods.

Fima eMarketer podliczyła, że w ciągu pięciu najbliższych lat roczna wartość sprzedaży elektronicznego handlu przekroczy poziom 3,5 tryliona dolarów. Z tych szacunków wynika, że obecnie e-commerce to 1,6 tryliona, co stanowi 7,3 proc. handlu detalicznego ogółem na świecie i jeśli jego tempo rozwoju się nie zmieni, do roku 2019 ten odsetek osiągnie 12,4 proc. Najszybciej e-commerce rozwija się w Azji, gdzie jego obroty rosną w tempie 35,2 proc. rocznie i w tym roku osiągną wartość 875 mld dolarów (z czego aż 672 mld przypadnie na Chiny). Ciekawostką jest fakt, że tam koniunkturę nakręcają mieszkańcy wsi, dla których ich pierwszy w życiu smartfon okazuje się wygodnym narzędziem do dokonywania zakupów. W tym roku takich konsumentów przybędzie w Azji ok. 80 mln. Jeden z najdojrzalszych, a zarazem największych rynków to oczywiście Stany Zjednoczone, gdzie wartość e-commerce przekroczy w 2015 roku 238,6 mld dol. (wzrost o 14 proc.). Wśród krajów europejskich prym wiedzie Wielka Brytania, która w tym roku zbliży się do pułapu 100 mld dol.

Wal-Mart Stores Inc, największy detalista na świecie, otworzył w Stanach Zjednoczonych nowe centrum logistyczne o powierzchni ponad 360 tys. metrów kwadratowych. Do końca roku firma zamierza uruchomić kolejne takie centra realizacji zamówień. Dzięki tym inwestycjom firma będzie w stanie zaoferować dostawę zakupów w ciągu maksimum 48 godzin aż 95 proc. Amerykanom. Komentatorzy twierdzą, że jest to odpowiedź na program Amazon Prime – program lojalnościowy konkurenta, do którego zapisało się już 41 mln amerykańskich konsumentów. Za roczną opłatę w wysokości 99 dol. Amazon gwarantuje bezpłatną dostawę zakupów w dwie domy. Wal-Mart pracuje nad podobnym rozwiązaniem. W ramach testowego programu ShippingPass oferuje konsumentom bezpłatną trzydniową wysyłkę towaru, co kosztuje 50 dol. rocznie.

Mike Evans, były wiceprezes banku inwestycyjnego Goldman Sachs, będzie odpowiadał za ekspansję zagraniczną Alibaba Holding. Nominacja ta uruchomiła falę spekulacji. Cytowani przez zachodnie media eksperci twierdzą, że ten kadrowy ruch może świadczyć o determinacji chińskiego kolosa. Evans to menedżer z 30-letnim doświadczeniem w świecie międzynarodowych finansów, który przez 20 lat przepracował w Goldman Sachs, a w latach 2008–2013 z jego ramach odpowiadał za azjatyckie rynki. Tak człowiek z pewnością będzie w stanie dobrze zainwestować 17 mld dolarów, które do tej pory Alibaba zdołał zgromadzić (część z nich za sprawą giełdowego debiuty, w czym Evans jako niezależny ekspert pomagał). Pojawiły się opinie, że Chińczycy zainteresowani są przejęciem jednego z dwóch amerykańskich potentatów Yahoo, a nawet eBay. Już rok temu Alibaba Holding zapowiedział wejście na Wall Street, lecz nie bez pośrednio, lecz za pośrednictwem zarejestrowanej na Kajmanach spółki, która ma być zasilona kapitałem 8 mld dolarów pochodzących ze spółki matki oraz pieniędzmi pożyczonych od amerykańskich i japońskich partnerów.

W czerwcu załamała się sprzedaż tradycyjnych zegarków w USA, co tłumaczone jest rosnącą popularnością urządzeń SmartWatch firmy Apple. Tego miesiąca sprzedano w Stanach zegarków za 375 mln dol., czyli o 11 proc. mniej niż w czerwcu 2014 roku. Jest to największy spadek od siedmiu lat. Wprawdzie Apple o wynikach sprzedaży swojego gadżetu, który zadebiutował w kwietniu, nie informuje, jednak analitycy wyczytali w sprawozdaniu finansowym spółki za drugi kwartał, że dział firmy, któremu smartwatch podlega, zwiększył przychody aż o 950 mln dolarów. Producenci tradycyjnych zegarków twierdzą, że długofalowo sukces urządzeń typu smartwatch wyjdzie im na dobre, gdyż dzięki nim powraca nawyk noszenia czasomierza (czymkolwiek by on był) na ręku.

Paweł Wrabec

magazyn@allegro.pl

Powiązane artykuły