Amerykański serwis Homejoy, który pośredniczył w wynajmowaniu firm sprzątających, nieoczekiwanie ogłosił na swoim blogu, że 31 lipca kończy działalność. Od dłuższego czasu krążyły plotki, że Homejoy jest na sprzedaż, czego powodem miałyby być nie najlepsze wyniki finansowe, grosze od zakładanych przez inwestorów, którzy wpompowali w spółkę 40 mln dolarów. Eksperci i publicyści spekulują, że ta suma okazała się niewystarczająca, by spółka mogła skutecznie bronić się przed sądowymi pozwami kierowanymi przez biznesowych partnerów. Chodzi o roszczenia jednoosobowych firm sprzątających usiłujących udowodnić, że w rzeczywistości ich właścicieli łączył z Homejoy stosunek pracy. Przegrana firmy oznaczałaby ogromne finansowe kłopoty, gdyż prócz odszkodowań Homejoy musiałby płacić władzom stanowym i federalnym dodatkowy podatek. Firma od samego początku słynęła z dumpingowych stawek, w ubiegłym roku wybuchł skandal, gdy jedna z gazet udowodniła, że jako sprzątające jednoosobowe firmy Homejoy wynajmuje bezdomnych.
Upadek Homejoy jest szeroko za Oceanem komentowany, gdyż zwiastuje kłopoty Ubera, którego działalność oparta jest na podobnym modelu biznesowym, co Homejoy. Uber zdążył już jedną sprawę z jednym z kierowców nawet przegrać. Z upadkiem Homejoy wiąże się jeszcze jedna ciekawostka. Otóż firmy sprzątające, które z tym serwisem długo współpracowały, otrzymały ofertę przejścia pod skrzydła konkurencyjnego Handy, który im za to zaproponował po 1000 dolarów premii.

Google zatrudni 20 kluczowych informatyków serwisu sprzątającego Homejoy. Gigant wchodzi w sektor usług domowych i planuje uruchomienie serwisów pośredniczących w wynajmie hydraulików, ogrodników i malarzy. Zresztą Google Capital funds zdążył już zainwestować w firmy o podobnym charakterze, co Homejoy: Handy oraz Thumbtack.

Aż dwie trzecie holenderskich użytkowników smartfonów korzysta z nich, dokonując internetowych zakupów. Taką informację przekazał Marktplaats Zakelijk, holenderska spółka platformy aukcyjnej eBay. Zamiłowanie Holendrów do m-commerce może wzbudzać podziw. Z danych udostępnionych przez Marktplaats wynika, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy ruch od smartfonów na jego platformie wzrósł o 98%. W przeprowadzonym na tę okoliczność sondażu aż 80% respondentów stwierdziło, że woli robić zakupy on-line za pomocą smartfona, a nie komputera.
Zdecydowanym liderem w zakupach mobilnych jest Wielka Brytania. 72% angielskich sklepów posiada mobilną wersję strony internetowej, a 52% własną aplikację mobilną. To Brytyjczycy mają również największy udział w wartości europejskiego rynku płatności mobilnych. Na wyspach aż 4 na 10 transakcji on-line odbywa się za pośrednictwem tabletu (75 proc.) lub smartfona (25 proc.).
Według badania „Handel Mobilny w Praktyce 2014” Polska jest typowana jako jeden z najszybciej rozwijających się europejskich rynków m-commerce w 2014 roku, zaraz obok Francji i Niemiec. 30% Polaków robi zakupy on-line, a 20% z nich korzysta przy tym z urządzenia mobilnego. Szacuje się, że wartość rynku mobilnego w Polsce osiągnie w 2015 r. 2,5 miliarda zł, to o 1,5 miliarda złotych więcej niż w roku 2014. Co piąty przedstawiciel polskiego e-sklepu deklaruje, że transakcje mobilne stanowią od 5% do 10% wszystkich zamówień.
Jak podał DotPay, w 2015 roku wartość transakcji mobilnych wzrośnie o 274% w porównaniu do roku 2014. W następnych latach wzrost ten będzie mniejszy, ale nadal imponujący. W 2017 roku wartość transakcji przeprowadzonych za pomocą smartfonów i tabletów ma sięgnąć 58 miliardów dolarów.

Wielka Brytania będzie pierwszym krajem przydzielającym certyfikat wiarygodności serwisom działającym w tzw. gospodarce wymiany. Chodzi o wirtualne biznesy umożliwiające obywatelom świadczenie lub wymianę rozmaitych usług, takich jak sprzątanie, opieka nad dzieckiem, wynajem letniskowego domu czy zamówienie podwózki autem.
Globalna wartość tzw. gospodarki wymiany została niedawno wyceniona przez PwC na 15 mld dol. Tylko rynek pożyczek społecznościowych oraz publicznych zbiórek drobnych kwot w Internecie (crowdfunding) to w samej Wielkiej Brytanii 1,6 mld rocznie.
Brytyjski rząd, chcąc uniknąć kolejnych problemów, jakie obecnie stwarza Uber (jego model biznesowy niszczy miejsca pracy), pracuje nad regulacjami bardziej przystającymi do wirtualnej przedsiębiorczości. Jak donosi Financial Times, opracowania kryteriów przyznawania znaku wiarygodności podejmie się zespół ze Skoll Centre for Social Entrepreneurship działający przy Uniwersytecie Oxford. Organizacja ta została utworzona przez 28 firm działających w formule shering economy, w tym irlandzki Hassle i Zipcar. Założycielem i głównym sponsorem tej organizacji jest filantrop JeffreySkoll, były, a zarazem pierwszy prezes serwisu eBay.
Amazon, który w Polsce postrzegany jest wciąż jako internetowa księgarnia, w USA rozpoczyna ekspansję na rynek pośrednictwa domowych usług. Amazon Expands Home Service wystartował 30 marca i teraz jego właściciel poinformował, że z dostępnych tam 15 mln ofert dotyczących 900 rozmaitych usług już niebawem będą mogli korzystać mieszkańcy 15 metropolii. Do tej pory za pośrednictwem Amazon mogli zamówić np. hydraulika czy nauczyciela jogi konsumenci z Nowego Jorku, Los Angeles i Seattle. Amazon liczy na pokaźne zyski, gdyż co roku amerykańskie gospodarstwa domowe zamawiają rozmaite usługi o wartości 640 mld dolarów. Serwis pobiera za świadczone za jego pośrednictwem usługi 20 proc. prowizji.
Royal Mail kupiła udziały mobilnego serwisu m-commerce Mallzee. Choć transakcja opiewała na zaledwie 2,5 mln funtów, analitycy zwrócili na nią uwagę, gdyż oznacza, że narodowy brytyjski operator pocztowy zaczął parać się e-handlem, a nie tylko dostarczaniem przesyłek, co oczywiście pozostaje jego główną specjalnością. W mobilnej aplikacji dostępnych jest ok. miliona ciuchów z e-sklepów, które w przeważającej większości korzystają z pocztowych usług Royal Mail. Mallzee charakteryzuje się tym, że pozwala użytkownikom w bardzo łatwy sposób oceniać wyświetlany w aplikacji produkt, przesuwając jego zdjęcie w lewą (na nie) lub prawą stronę (na tak). Pod względem funkcjonalności przypomina portal społecznościowy Tinder i z tego powodu zwany Mallzee określany jest w sieci jako „Tinder for fation”. Kapitałowe zaangażowanie Royal Mail daje serwisowi szansę na bardzo dynamiczny rozwój. Operator zamierza bowiem rozpropagować Mallzee, wykorzystując swoją bogatą adresową bazę.

Paweł Wrabec

magazyn@allegro.pl