Czy pani wie, że zestaw olimpijski, jaki przygotowaliśmy dla każdego olimpijczyka, udającego się na igrzyska w Rio w ubiegłym roku, liczył około 70 elementów? Znajdowało się w nim kilka par obuwia, kilka zestawów sportowych, w tym spodenki, koszulki, T-shirty, ale też akcesoria, tj. opaski na włosy, frotki czy ręczniki – wylicza Ranita Sobańska, dyrektor kreatywna marki 4F. I dodaje przy tym, że olimpijczycy wcale nie ubierają się w standardową rozmiarówkę! – Cały proces rozpisany jest na miesiące, a bywa, że na lata, bo zdejmowanie miar rozpoczyna się półtora roku przed imprezą. A i to jest niełatwym zadaniem, gdyż sportowcy są trudno dostępni – przez cały czas na zgrupowaniach, treningach poza granicami Polski. Zespół 4F jeździ za nimi zatem po całym kraju. I jest to właściwie krawiectwo na miarę – zdarza się, że trzeba uszyć rozmiar 5 XL, poszerzyć nogawki, dodać kliny. 4F jest na to przygotowane, gdyż stacjonujący na miejscu, ale też mobilny zespół szwaczek i krawcowych zajmuje się ekspresowym dopasowaniem strojów. Prawdziwym wyczynem bywa ich ekspresowe często dostarczenie: a to na lotnisko, a to do hotelu, na zgrupowanie, bo często do ostatniej chwili nie wiadomo, kto zakwalifikuje się do zawodów – mówi Ranita Sobańska. Wychodzi na to, że marka 4F z polskimi sportowcami się nie rozstaje.

Zestaw olimpijski na igrzyska w Rio liczył około 70 elementów. Znajdowało się w nim kilka par obuwia, kilka zestawów sportowych, w tym spodenki, koszulki, T-shirty, ale też akcesoria, tj. opaski na włosy, frotki czy ręczniki. Fot. materiały prasowe 4F.

Zestaw olimpijski na igrzyska w Rio liczył około 70 elementów. Znajdowało się w nim kilka par obuwia, kilka zestawów sportowych, w tym spodenki, koszulki, T-shirty, ale też akcesoria, tj. opaski na włosy, frotki czy ręczniki. Fot. materiały prasowe 4F.

4F ubiera dziś nie tylko polskich olimpijczyków, ale także tych z Serbii oraz Łotwy. Już na jesieni do tego grona dołączy czwarta reprezentacja. Ranita Sobańska wspomina, jak doszło do tego, że stroje brandu zwróciły uwagę innych sportowców i komitetów olimpijskich. Oprócz tego, że były starannie wykonane, podobał się również ich wygląd, szczególnie umieszczenie na nich drobnych wydawałoby się z pozoru elementów, takich jak neonowa czerwień w kolekcji Rio 2016, nawiązująca do barw narodowych, czy łowickich zakopiańskich wycinanek w kolekcji Soczi 2014. To robiło wrażenie, a przy tym wpisywało się w tak ważny dziś w marketingu trend, jakim jest personalizacja.

Serbowie narzekali, że ich stroje nic o nich nie mówią, nie wyrażają ich osobowości i charakteru. I tak zażyczyli sobie, aby dominującym elementem na projekcie w kolekcji Rio 2016 wykonanej dla nich przez 4F była sporych rozmiarów nazwa ich kraju. Z kolei dla Łotyszy bardzo ważne było podkreślenie idei ruchu olimpijskiego, którego symbolem jest warkocz – motyw przewijający się w całej kolekcji olimpijskiej.

Jednym słowem 4F, skupiając się na potrzebach, marzeniach i dążeniach sportowców, zaprojektowało dla nich stroje, które nie tylko oddają ducha walki, ale także pomagają w jakiś sposób we właściwym mentalnym nastawianiu do współzawodnictwa. To może być kluczem do dalszego rozwoju marki. Skupienie się na personalizacji może mieć też inną formę. 4F z niektórymi sportowcami zawiązała indywidualne umowy – tak jest m.in. z tenisistą Łukaszem Kubotem, który aktywnie uczestniczy w tworzeniu swojej kolekcji.

4F, skupiając się na potrzebach, marzeniach i dążeniach sportowców, zaprojektowało dla nich stroje, które nie tylko oddają ducha walki, ale także pomagają w jakiś sposób we właściwym mentalnym nastawianiu do współzawodnictwa. Fot. materiały prasowe 4F

4F, skupiając się na potrzebach, marzeniach i dążeniach sportowców, zaprojektowało dla nich stroje, które nie tylko oddają ducha walki, ale także pomagają w jakiś sposób we właściwym mentalnym nastawianiu do współzawodnictwa. Fot. materiały prasowe 4F

Historia marki, jak wielu innych brandów, opiera się na pomyśle, pasji, zaangażowaniu, ale i dostrzeżeniu niszy na rynku. Prezes firmy – Igor Klaja – podczas studiów na SGH zatrudnił się jako sprzedawca w sklepie sportowym. Analizował, co kupują klienci i zauważył, że największym zainteresowaniem cieszą się śpiwory i polary. Sprzedawano je tylko w Krakowie, a on założył, że trend jest krajowy. I wtedy zrozumiał, że jest to dobry pomysł na biznes. Brakowało mu jednak kapitału. Miał go z kolei syn właścicieli sklepu, któremu Klaja zaproponował układ – on produkuje, Klaja sprzedaje. Zaczął uczyć się biznesu: sprzedawać, zarządzać, pilnować, jeździć po sklepach sportowych i namawiać do zakupu produktów. Często słyszał: „może następnym razem”, „zastanowimy się”", ale się nie poddawał. Dziś mówi, że to właśnie ta determinacja i wytrwałość – cechy, jakie wykształcił w nim sport – były kluczowe w początkowej fazie prowadzenia biznesu. I teraz, kiedy odbywa się rekrutacja w 4F, podczas rozmowy pada pytanie o uprawianą dziedzinę sportu.

Prezes firmy – Igor Klaja – podczas studiów na SGH zatrudnił się jako sprzedawca w sklepie sportowym. Analizował, co kupują klienci, obserwował drogę towaru od produkcji do sprzedaży i wtedy zrozumiał, że jest to dobry pomysł na biznes. Fot. materiały prasowe 4F.

Prezes firmy – Igor Klaja – podczas studiów na SGH zatrudnił się jako sprzedawca w sklepie sportowym. Analizował, co kupują klienci, obserwował drogę towaru od produkcji do sprzedaży i wtedy zrozumiał, że jest to dobry pomysł na biznes. Fot. materiały prasowe 4F.

Z czasem Igor Klaja stał się dystrybutorem japońskiej narciarskiej marki Goldwin. Zgłosił się do niego Małopolski Związek Narciarski z pytaniem, czy Azjaci nie byliby zainteresowani ubieraniem zawodników. Japończycy ofertę odrzucili, ale Klaja zaproponował w zamian ubrania 4F. Dzięki sukcesom Adama Małysza, a potem Kamila Stocha i innych zawodników na mistrzostwach świata i igrzyskach olimpijskich logo 4F stało się rozpoznawalne. I z czasem, kiedy 4F postawiło na współpracę z innymi związkami – w tym Polskim Związkiem Kolarskim, Polskim Związkiem Biathlonu czy Związkiem Piłki Ręcznej w Polsce – okazało się, że jest jedyną polską marką spełniającą wyśrubowane wymagania zarówno sportowców, jak i działaczy. Dodać należy: jedyną polską marką rozumiejącą potrzeby „tu i teraz”.

Ranita Sobańska zapytana o to, jak przebiega proces wdrożenia danego stroju do produkcji, jednym tchem wymienia wszystkie osoby weń zaangażowane: począwszy od specjalnie utworzonego stanowiska dla osoby zajmującej się przewidywaniem trendów, które już za chwilę obecne będą w modzie sportowej, po technologów odzieży dbających o właściwy dobór materiału do specyfiki stroju, na paniach szwaczkach skończywszy, które nawet tu, na miejscu w Warszawie, wykonują prototypy strojów, tak zwane pierwsze szycie.

W niedalekich planach marka wymienia powstanie zupełnie nowej marki – niesportowej, lecz korzystającej z technologii sportowych. Stawiać będzie przede wszystkim na ciekawe materiały, niecodzienne fasony przywodzące na myśl bardziej styl casual o lekko sportowym tylko sznycie. Pomysłodawczynią projektu i osobą, która kieruje zespołem tworzącym nową markę, jest dyrektor kreatywna 4F Ranita Sobańska.

Opracowanie graficzne: DB Creative Factory

Joanna Jasikowska

magazyn@allegro.pl