Tylko w USA sprzedaje się rocznie 450 milionów par tych spodni. Spodni otoczonych kultem, codziennych i odświętnych. Jasnych, indygo, czarnych czy w ćwieki. A najlepiej (obecnie i między innymi) podartych. A przecież w XIX wieku zaczynały jako odzież robocza, wygodna i wytrzymała. Choć aby całkowicie nakreślić ich historię, należy odnotować, że renesansowi marynarze już znali denim – zamiennik współczesnego dżinsu. I tak jak współcześnie, cenili jego bycie nie-do-zdarcia. Dwie najbardziej kultowe i pożądane marki dżinsów – Lee i Wrangler  weszły właśnie oficjalnie na Allegro.  

Czy wiecie, że dla marki Wrangler w latach 40. szył spodnie łódzki krawiec Bernard Lichtenstein? I choć Wrangler podaje za datę rozpoczęcia działalności rok 1947, to wszystko zaczęło się wcześniej. Już w 1904 roku Charlie Hudson postanowił założyć interes życia – Hudson Overall Company, małe przedsiębiorstwo zajmujące się szyciem odzieży dżinsowej. Kiedy marka dorobiła się unikanego stylu, postanowiono zmienić jej nazwę na Wrangler, czyli „kowboja”. Doszły do tego unikalne detale w postaci małej kieszonki wszytej tuż pod pasem, czy słynne pomarańczowe szwy – znak rozpoznawczy marki.  A także specyficzny kolor, z którym długo była kojarzona – ciemne indygo. Dziś oczywiście zarówno pod względem krojów, jak i barw do wyboru do koloru, choć nie sposób pomylić tych spodni z żadnymi innymi.   

Wrangler to unikalne detale w postaci małej kieszonki wszytej tuż pod pasem czy słynne pomarańczowe szwy – znak rozpoznawczy marki. A także specyficzny kolor – ciemne indygo.

Wrangler to unikalne detale w postaci małej kieszonki wszytej tuż pod pasem czy słynne pomarańczowe szwy – znak rozpoznawczy marki. A także specyficzny kolor – ciemne indygo.

Z kolei Lee swój początek wywodzi od wyjątkowo obrotnego i zdeterminowanego Henry’ego Davida Lee, który widząc zapotrzebowanie rynku na odzież roboczą, po prostu zaczął ją szyć na masową skalę. 1911 rok można datować jako początek budowania – dosłownie – gigantycznego odzieżowego imperium, które wyróżniała nie tylko jakość ubrań, ale także zdolność kreowania mody i trendów. Co ciekawe, marka pozostała wierna swoim początkom: ubrania Lee cechuje niewymuszona prostota, ukłon w stronę tradycji i to „coś”, co sprawia, że ma swój niepowtarzalny styl.

Którą wysokość talii wybieracie najczęściej: niską, średnią czy wysoką?

Którą wysokość talii wybieracie najczęściej: niską, średnią czy wysoką?

Do świata popkultury denim, czyli dżins, wprowadzili młodzi gniewni – Marlon Brando, a przede wszystkim James Dean. Dżinsy stały się wręcz polityczne – jeśli je noszę, to znaczy, że bliżej mi do klasy robotniczej niż do kapitalistycznego  świata. W dżinsy i kurtkę dżinsową chętnie ubierała się Marilyn Monroe, między innymi na planie „Skłóconych z życiem”. Ale najlepiej ich status w ówczesnej modzie oddaje fakt, iż kiedy Chuck Berry wszedł w do jednego z hoteli w Kanadzie ubrany od stóp do głów w dżins, wyproszono go…

Łatwo zatem nie było

Niesamowita jest droga, jaką przeszły dżinsy od roboczego stroju do powszechnie używanego elementu garderoby. A wszystko zaczęło się na Dzikim Zachodzie, gdzie kowboje doglądający bydła, wciąż w ruchu, musieli mieć po prostu wygodne spodnie. Wybór padł na z pozoru zwykły materiał, którego główną zaletą była duża wytrzymałość. Dopiero wtedy pojawiają się robotnicy, którzy również potrzebują wygodnych spodni. Dżins zostaje podstawowym materiałem, z którego szyje się robocze uniformy. I tak jest do czasów II wojny światowej. Lata 50. obłaskawiają denim, a przede wszystkim dżinsy zaczynają być postrzegane jako jeden z symboli amerykańskiego stylu życia. Bohaterowie masowej wyobraźni – Marlon, James, Elvis i Marilyn robią swoje, pokazując, że można inaczej, że przede wszystkim w dżinsie nie można wyglądać źle. To jego główny atut. Gdy na arenie politycznej robi się gorąco, w społeczeństwie też wrze. Studenci chcą pokazać swój sprzeciw wobec wojny w Wietnamie i masowo przywdziewają odzież, która kojarzy się z wyzyskiem, z klasami uciśnionymi. Stąd już tylko krok do hołubienia ich w postaci dzwonów, kamizel i dżinsowych spódnic przez pokolenie dzieci kwiatów.

Kiedy Hudson Overall Company dorobiło się unikanego stylu, postanowiono zmienić nazwę marki na Wrangler, czyli „kowboja”.

Kiedy Hudson Overall Company dorobiło się unikanego stylu, postanowiono zmienić nazwę marki na Wrangler, czyli „kowboja”.

Kiedy nastają kolorowe, szalone, dekadencko radosne lata 80., w dżinsach chodzi Jean-Michel Basquiat. Chodzą dziewczyny z Bananaramy i Madonna. George Michael opiera swój wizerunek, promując album „Faith”, na skórzanej kurce i dżinsach. Bruce Springsteen – uznawany za ojca amerykańskiego pop rocka – lubi podkreślać, skąd jest, stąd taka, a nie inna okładka „Born in the USA” z 1984 roku. Wayne i Garth z „Wayne’s World” (to już początek lat 90.) całe dwie części filmu przechodzili w dżinsach. Muzycy i artyści od razu je przyswajają, jednak projektanci mody nie podzielają tego entuzjazmu. Przełomem są dwie kampanie reklamowe: Calvin Klein Jeans z 1993 roku i Versace Jeans z 1994 roku reklamujące perfumy Blue Jeans. Dla wielkich domów mody to czytelny sygnał i oswajająca świadomość, że oprócz tiulów i koronek istnieje także szorstka i mało przyjazna w układaniu tkanina, którą kochają „zwykli zjadacze chleba”.

Przyswoiły je lata 70., a usankcjonowały dopiero 80. i 90. A czy dziś nosilibyśmy spodnie z obniżonym krokiem, gdyby kultura skate nie wprowadziła do obiegu maksymalnie obniżonych w pasie i kroku spodni? Może i nosilibyśmy, ale jakże teraz jest łatwiej… Jeszcze w latach 90. nie do pomyślenia było, aby przyjść na oficjalną galę w dżinsach. A tymczasem w 2001 roku sporym echem odbiło się wspólne wyjście (wtedy jeszcze pary) Britney Spears i Justina Timberlake’a w total denim look. Teraz z tego zdjęcia niektórzy blogerzy i komentatorzy mody podśmiewają się, ale kto wie, czy nie zostanie przywołane jako „kultowe i gustowne” już za kilka lat?

Lee swój początek wywodzi od wyjątkowo obrotnego i zdeterminowanego Henry’ego Davida Lee, który widząc zapotrzebowanie rynku na odzież roboczą, po prostu zaczął ją szyć na masową skalę.

Lee swój początek wywodzi od wyjątkowo obrotnego i zdeterminowanego Henry’ego Davida Lee, który widząc zapotrzebowanie rynku na odzież roboczą, po prostu zaczął ją szyć na masową skalę.

To, co kiedyś było obciachem, dziś potrafi urastać do zszarganego już nieco określenia „ikony mody” – tak jest w przypadku dżinsów z podwyższonym stanem, pieszczotliwie nazywanych mommy jeans. – Obecnie najbardziej na topie są tzw. mom jeans, czyli „pożyczone” z lat 90. dżinsy z wysoką talią. Zazwyczaj są nieco szersze od rurek, kończą się w okolicach kostki. Możemy uciąć im nogawki (tak po prostu, nożyczkami, bez zbędnego rozszarpywania, czy zaszywania), albo wyhaftować kwiaty. Kolory dowolne, chociaż na lato najlepsze będą jasne: błękitne, białe – mówi Marta Gałka, osobista stylistka.

Zatem wpuszczamy w nie koszule czy T-shirty i nosimy jak Brenda czy Kelly z „Beverly Hills 90210”. Innym popularnym od kilku sezonów krojem są boyfriendy, czyli spodnie wyglądające jak pożyczone od chłopaka. Za duże, o swobodnym kroju, dobrze komponują się ze sportowym stylem. A jeśli macie ochotę być totalnie en vogue i znów przywołać lata 90., to te z dziurami na kolanach, a czasem i na udach znajdą w waszych oczach uznanie.

Popularnym od kilku sezonów krojem są boyfriendy, czyli spodnie wyglądające jak pożyczone od chłopaka.

Nie zapominajmy jeszcze o jednym, nigdy niewychodzącym z mody elemencie stroju, jakim jest dżinsowa kurtka – mówi Marta Gałka. – Miewa różne odsłony, w zależności od trendów, ale nigdy nie można powiedzieć, że jest passé. Teraz nosimy ją w wersji oversize, czyli za dużej, sprawiającej wrażenie jakbyśmy pożyczyły ją od chłopaka czy męża. Podobnie jak na spodniach, mogą się na niej pojawić hafty, nadruki – dodaje.

Dżinsowa kurtka miewa różne odsłony, w zależności od trendów, ale nigdy nie można powiedzieć, że jest passé.

Dżinsowa kurtka miewa różne odsłony, w zależności od trendów, ale nigdy nie można powiedzieć, że jest passé.

W ostatnich latach dżinsy przeszły dużą metamorfozę, mężczyźni zaczęli wybierać modele, które przylegają do sylwetki, dlatego zupełnie nie dziwią już superslimy i skinny – zauważa Mateusz Szczepański prowadzący blog o modzie męskiej 9 Na Marszałkowskiej. – W przypadku tych modeli doszło do dużej zmiany postrzegania oraz akceptacji społecznej. Osobiście jestem fanem twardego, surowego dżinsu w dobrze skrojonym fasonie slim. Ważne jest, aby spodnie dobrze leżały, były odpowiednio wąskie, jednak nie były zbyt obcisłe. Zachowanie odpowiednich proporcji to klucz do sukcesu przy wyborze idealnych dżinsów – dodaje.

W ostatnich latach dżinsy przeszły dużą metamorfozę, mężczyźni zaczęli wybierać modele, które przylegają do sylwetki, dlatego zupełnie nie dziwią już superslimy i skinny.

W ostatnim sezonie rynek podbijają modele z przetarciami oraz ostro zakończoną nogawką bez podszycia. Modele te fantastycznie sprawdzają się w streetowych zestawach zestawionych z T-shirtem czy skórzaną kurtką. Czarna ramoneska to kolejny produkt, który powinien pojawić się w męskiej szafie – mówi Mateusz Szczepański. – W przypadku dżinsu warto postawić na prosty i nieskomplikowany charakter. Biała koszula czy T-shirt to zawsze dobre rozwiązanie. W zależności od tego, jak dobierzemy dodatki, nasz look może być bardzo klasyczny bądź nabierze charakteru rebel – dodaje.

W zależności od tego, jak dobierzemy dodatki, nasz styl może być bardzo klasyczny bądź nabierze charakteru buntowniczego.

Są jednak strefy, gdzie dżins nigdy nie zostanie usankcjonowany. Wyobrażacie sobie George’a Busha na spotkaniu z Borysem Jelcynem ubranego po swojemu? Albo Warena Beatty wręczającego tego nieszczęsnego tegorocznego Oscara w dżinsowej katanie? No i dobrze. Nie wszystko musi być blue jeans. 

Fot. materiały prasowe Wrangler oraz Lee, opracowanie graficzne DB Creative Factory

Joanna Jasikowska

magazyn@allegro.pl