O ile Game Boy we wszystkich swoich formach sprzedał się na świecie w liczbie ponad 200 milionów egzemplarzy, to w Polsce mogli sobie pozwolić na niego tylko nieliczni. Cena była na tyle zaporowa, że konsola wpadała w ręce tylko tych wybranych i najbardziej uporczywych w ubłagiwaniu rodziców. Albo takich, którzy niedawno mieli komunię i wybrali sprzęt do grania zamiast roweru. Wystarczył jednak jeden Game Boy na osiedlu, by zadowolić dzieciaki z całej okolicy, nawet jeżeli (ze względu na ceny kartridżów) można było na nim zagrać w jedną lub dwie gry. Resztę załatwiała wyobraźnia, która od razu podpowiadała, co jeszcze może ta mała konsolka. Zachwyt nad nową technologią pobudzał także fakt, że dla większości wychowanków lat 90. jedyną przenośną grą był bazarowy Brick Game, który składał się praktycznie tylko z tetrisa oraz innych prostych gierek, które nudziły się po kilku minutach.

Kult na całym świecie

Game Boy był czymś zupełnie innym – gry były na nośniku fizycznym, miały fabułę i rozbudowane poziomy, a ich konstrukcja opierała się na czymś więcej, niż tylko nabijaniu punktów. Grafika nie była już umowna, a konsolka była 2–3 razy szybsza od konsoli NES i miała 4 razy więcej pamięci RAM. U nas NES-a nie było, ale mieliśmy jego podróbkę – konsolę Pegasus, która w tamtych czasach królowała wśród polskich graczy. Moc obliczeniowa brzmi nieźle, ale należy wziąć pod uwagę fakt, że Nintendo celowo nie użyło najnowocześniejszych podzespołów, by na sprzęt było stać każdego i by nie miał dużego poboru mocy. Tym sposobem wytrzymywał 30 godzin pracy na czterech bateriach AA. Dość powiedzieć, że zmiótł lepszą technologicznie konkurencję w postaci Atari Lynx i Sega Game Gear. W Polsce jednak mało kto mógł sobie na niego pozwolić ze względu na niskie zarobki rodaków w porównaniu do rozwiniętego Zachodu.

Fot. Flickr.com/Chad Elliott/CC BY-SA 2.0

Fot. Flickr.com/Chad Elliott/CC BY-SA 2.0

Konsola miała aż siedem różnych wersji. Zaczęło się od tradycyjnego Game Boya, który na rynku pojawił się w 1989 roku. Była to spora cegła z kiepskim, „kalkulatorowym” ekranem, który nie miał podświetlenia, toteż do grania nadawał się tylko w odpowiednich warunkach.

Szczęściarze z pewnością pamiętają jego solidną konstrukcję, często porównywaną do niezniszczalności nokii 3310. Ciekawostką jest fakt, że podczas I wojny w Zatoce Perskiej jeden z egzemplarzy należących do żołnierza przetrwał nalot bombowy i pomimo ogromnych zniszczeń obudowy nadal dało się na nim grać. Do dziś (działającego!) można go obejrzeć w Nowym Jorku w najsłynniejszym sklepie Nintendo. Drugą charakterystyczną cechą był zielonkawy odcień tła ekranu. Kolor został użyty nieprzypadkowo, ponieważ jak wykazały testy, to właśnie zielony najlepiej kontrastował z wyświetlanymi czterema odcieniami szarości w różnych warunkach oświetleniowych. Niestety, w klasycznym modelu bardzo doskwierało duże smużenie ekranu.

Game Boy był pierwszą konsolą, którą zabrano w przestrzeń kosmiczną. Rosyjski astronauta Aleksander Serebov podczas jednej ze swoich podróży postanowił pograć na niej w tetrisa, a sama konsola została sprzedana w 2011 roku na aukcji charytatywnej za 1220 dolarów. Jak obliczono, kosmiczny Game Boy okrążył Ziemię ponad 300 razy.

Fani gadżetów w bogatszych krajach mogli zakupić dodatkowe peryferia do ich przenośnej konsoli, m.in. aparat fotograficzny i drukarkę. Ciekawym rozwiązaniem był również Super Game Boy – adapter do SNES-a, który pozwalał grać w kartridże na telewizorze. Nie była to zwykła przejściówka, ponieważ wewnątrz niej wbudowano całe wnętrzności handhelda. Oczywiście oprócz przycisków i ekranu. Furorę robił również kabel umożliwiający połączenie ze sobą kilku konsol i granie w trybie multiplayer. Była nawet gra (Faceball 2000), która umożliwiała wspólną zabawę aż 16 osób jednocześnie. Nietrudno wyobrazić sobie spaghetti wykonane z kabli, ale mimo wszystko spełniało to swoją funkcję.

7 lat później wyszła nowsza wersja – Game Boy Pocket, ale jedynymi zmianami było zmniejszenie gabarytów konsoli oraz wydłużenie pracy na baterii. Dopiero w 1998 roku fani doczekali się podświetlanego ekranu przy okazji premiery Light. Problem w tym, że konsola sprzedawana była wyłącznie w Japonii. Co ciekawe, w tym samym roku na rynek trafiła druga najpopularniejsza wersja handhelda – Game Boy Color. Największą zmianą było zwiększenie mocy obliczeniowej i pojemności kartridżów oraz dodanie kolorowego wyświetlacza, który przy starszych tytułach sprytnie zastępował odcienie szarości odpowiednimi barwami. Nie wiedzieć czemu zrezygnowano z podświetlenia, które znalazło się przecież w japońskim, monochromatycznym modelu.

Nowy wymiar mobilności

Przełom nastąpił w 2001 roku, gdy całkowicie przemodelowano wzornicwo konsolki przy okazji Game Boya Advance. Przyciski, do tej pory znajdujące się pod ekranem, umieszczono po bokach, przez co całość lepiej leżała w dłoniach. Zwiększono także rozdzielczość wyświetlacza, ale znów nie pomyślano o podświetleniu. To dodano dopiero dwa lata później w Game Boy Advance SP, który… powrócił do klasycznego rozłożenia przycisków pod ekranem. Na duży plus zasługiwało wprowadzenie zasilania akumulatorowego, więc baterie paluszki w końcu mogły pójść w odstawkę. Konsolę można było także złożyć, co ułatwiało przechowywanie i transport. Ostatnią konsolą z serii był Game Boy Micro z 2005 roku, ale nie spotkał się z uznaniem graczy. Brak wstecznej kompatybilności i dostępność na rynku znacznie potężniejszego, jak na tamte czasy, sprzętu – Nintendo DS, doprowadziły do porażki sprzedażowej.

W 2001 roku całkowicie przemodelowano design Game Boya - w ten sposób powstał Advance. Przyciski umieszczono po bokach, przez co całość lepiej leżała w dłoniach. Zwiększono także rozdzielczość wyświetlacza. Fot. Flickr.com/BuggerOne/CC BY-SA 2.0

W 2001 roku całkowicie przemodelowano design Game Boya - w ten sposób powstał Advance. Przyciski umieszczono po bokach, przez co całość lepiej leżała w dłoniach. Zwiększono także rozdzielczość wyświetlacza. Fot. Flickr.com/BuggerOne/CC BY-SA 2.0

Spośród wszystkich wersji Game Boya trudno wybrać tę najlepszą. Przy zakupie najlepiej uwzględniać tylko wersje z kolorowym wyświetlaczem, a do ideału potrzebne jest jeszcze podświetlenie ekranu. Jedynym dobrym wyborem na zakup po latach wydaje się być Game Boy Advance SP, który w zależności od stanu i zestawu kosztuje na Allegro 150-400 zł. Koneserzy i fani retro mogą się zainteresować także klasycznym Game Boyem lub wersją Color. Ceny są podobne, a niektóre modele mają nawet zamontowane przez użytkowników podświetlenie, dostępne zresztą osobno w wielu ofertach na Allegro.

Fot. Shutterstock.com

PlayStation 1: legenda wciąż popularna
1995 rok nie obrodził zbytnio w przełomy technologiczne. Owszem, premierę miał system Windows 95, powstał portal Yahoo! oraz eBay, a także złapano najsłynniejszego hakera na świecie Kevina Mitnicka. 29 września 1995 r. – pięć lat po Game Boyu – swoją premierę w Europie miało PlayStation 1.
Przenośne PlayStation – pomimo lat nadal warto kupić
Gdyby nie ewolucja smartfonów z ekranami dotykowymi, z pewnością rynek konsol przenośnych wyglądałby zupełnie inaczej. Dziś już tylko Nintendo próbuje zrewolucjonizować mobilne granie wraz ze swoją konsolą Switch. Wcześniej mieliśmy jeszcze jednego pierwszoligowego zawodnika – Sony. Jego konsole PlayStation Portable, zwaną w skrócie PSP, oraz PlayStation Vita były małymi dziełami sztuki. Szkoda, by popadły w zapomnienie, bo do dzisiaj można grać na nich z przyjemnością.
Gry dla niedzielnych graczy
Gry trafiają do coraz większego grona odbiorców. Nie trzeba już być pasjonatem, by posiadać w domu konsolę czy dobrego peceta. W związku z tym zmieniają się same gry, a coraz więcej z nich skierowanych jest do osób grających tylko od czasu do czasu. Które są obecnie najlepsze?
PlayStation Pro i Xbox Scorpio. Czy warto je mieć?
Stało się. Otrzymujemy ulepszone wersje konsol. Niektórzy mogą narzekać, ale jedno jest pewne – nie ma lepszego momentu, by dokonać wymiany lub kupić starszy model. Sprawdźmy, dla kogo jest PlayStation Pro i przyszłoroczny Xbox Scorpio oraz dlaczego wszyscy gracze skorzystają na premierze.