Czy może powstać coś z niczego? Logika nakazuje powiedzieć NIE, ale opisywany samochód powstał w czasach, które trudno – nawet przy najlepszych chęciach – uznać za sztampowy przykład racjonalizmu. Wystarczy wspomnieć takie wynalazki jak produkt czekoladopodobny, bezmięsne poniedziałki czy kartki na żywność…

Pamiętacie może film pod tytułem „Poszukiwany, poszukiwana”? Jest tam kultowa scena – zresztą każda scena w tym filmie jest kultowa – która idealnie obrazuje sposób, w jaki powstała fabryka produkująca nysy… Jerzy Dobrowolski grający „dyrektora z zawodu” poprawia plan urbanistyczny pewnego osiedla, nanosząc zmiany na makiecie. Wywiązuje się rozmowa, która brzmi mniej więcej tak:
– Panie dyrektorze! Tu jest jezioro!
– A to nie, nie… A nie, dobrze! To jezioro damy tutaj…

Fabryka krzeseł, która stała się fabryką samochodów

Historia tego charakterystycznie wyglądającego samochodu zaczęła się w latach pięćdziesiątych. Wtedy to nieomylna władza centralna zdecydowała, że w fabryce produkującej kiedyś łóżka szpitalne, krzesła, biurka i szafki można produkować… nadwozia samochodowe. W końcu plan 6-letni przewidywał powstanie w Polsce przemysłu motoryzacyjnego, a z planami się nie dyskutuje. Jak powiedziano, tak uczyniono. W ten sposób w miejscu Fabryki Mebli Stalowych „Zachód” pojawiło się państwowe przedsiębiorstwo o lotnej nazwie Zakład Budowy Nadwozi Samochodowych w Nysie.

Fot. flickr.com/Damian R/CC BY-SA 2.0

Fot. flickr.com/Damian R/CC BY-SA 2.0

Wszyscy byli podekscytowani decyzją. Redaktor zakładowej gazety „Klakson” w ten sposób skomentował ówczesną rzeczywistość: „Decyzja bardzo ryzykowna. Trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że podstawą do podjęcia takiej decyzji była ambicja i zapał załogi, a nie środki wytwórcze. Kraj czekał na samochody, potrzebował ich dużo – bardzo dużo. Fabryka podjęła to trudne zadanie!”.

Euforia i zapał musiały jednak zastąpić ubogiemu – delikatnie mówiąc – wyposażeniu fabryki. Klepane na workach z piaskiem blachy były spawane do szkieletu nadwozia, a całość – przy dobrej pogodzie – lakierowano na placu przed halą lub w Sanockiej Fabryce Autobusów „Autosan”. Tak wyglądały początki fabryki samochodów w Nysie, która aż do 1964 działa jak prymitywna manufaktura…

„Minivan” rodem z PRL-u

Być może nysa nie każdemu będzie się podobać, być może nie oferuje komfortu nawet na poziomie najtańszych miejskich samochodów, nie jest wyposażona w klimatyzację i elektrycznie otwierane szyby, a jej fotele wyglądają, jakby były wyrwane z ostatniego wagonu kursującego w zapomnianym przez boga i ludzi rejonie świata – ale trzeba przyznać, że to wszystko dodaje całości unikalnego smaczku! Trzeszczenie, skrzypienie i hałas – dzięki temu jazda tym samochodem z czasów PRL-u może nie tylko sprawiać radość, ale również specyficzną przyjemność.

Niektórzy pieczołowicie odnawiają nysy, inni pokazują, że nawet po latach taki wiekowy staruszek może nadal spełniać swoją rolę. Fot. Crazy Guides

Niektórzy pieczołowicie odnawiają nysy, inni pokazują, że nawet po latach taki wiekowy staruszek może nadal spełniać swoją rolę. Fot. Crazy Guides

Coraz więcej fanów klasycznej motoryzacji staje się – bardziej lub mniej – szczęśliwymi posiadaczami starych perełek, a moda na modele z czasów PRL-u osiągnęła słuszny już poziom. Niektórzy pieczołowicie je odnawiają, inni pokazują, że nawet po latach taki wiekowy staruszek może nadal spełniać swoją rolę. Należą do nich Rafał z Warszawy i Michał z Krakowa.

Oprócz całej floty trabantów mamy w swoim garażu szaloną nysę, którą kupiłem dziewięć lat temu. Wtedy samochody te nie były drogie, a co ważne były w sprzedaży. Mogłem więc wybrzydzać i bez większych problemów znaleźć odpowiedni dla siebie egzemplarz. Mój kosztował 1700 zł i pamiętam, że zastanawiałem się, czy wybrać dwa razy droższy, ale po remoncie. Wtedy wydawało mi się, że 3,5 tys. zł za nyskę to za dużo. Dzisiaj zapłaciłbym tyle bez mrugnięcia okiem – opowiada Michał, właściciel firmy Crazy Guides z Krakowa.

Obecnie zakup nysy to nie „bułka z masłem”. Po pierwsze dlatego że liczba ogłoszeń sprzedaży nie jest zbyt wielka, a po drugie – od zakończenia produkcji tego samochodu minęło już dwie dekady, a najstarsze z modeli mogą mieć grubo ponad 50 lat! Znalezienie egzemplarza w stanie dalekim od agonalnego graniczy więc z cudem. Często przeszkodą może być też cena – tanie egzemplarze wymagają dużych nakładów finansowych, a te odnowione potrafią kosztować o niebagatelne sumy.

Pierwsze egzemplarze nysy trafiły do szczęśliwych użytkowników w 1958 roku. Do 1994 roku wyprodukowano 385 tys. egzemplarzy. Fot. Rafał Patla, Adventure Warsaw.

Pierwsze egzemplarze nysy trafiły do szczęśliwych użytkowników w 1958 roku. Do 1994 roku wyprodukowano 385 tys. egzemplarzy. Fot. Rafał Patla, Adventure Warsaw.

W latach swojej świetności samochody te idealnie sprawdzały się jako tak zwane woły robocze. Były eksploatowane praktycznie do samego końca, a więc liczba egzemplarzy dostępnych obecnie na naszym rynku jest mocno ograniczona. Sytuacji nie poprawiła niedoskonałość tego samochodu i lata dziewięćdziesiąte. Wtedy Polacy zaczęli przesiadać się do samochodów zachodnich. Przeciętny przedsiębiorca wolał kupić używanego transita, który co prawda był droższy, ale lepiej wyposażony, nowocześniejszy i bardziej niezawodny – dodaje Maciej Bednarz, jeden z pomysłodawców spotkań Krakowskich Klasyków Nocą.

Pierwsze egzemplarze nysy trafiły do szczęśliwych użytkowników w 1958 roku. Do 1994 roku wyprodukowano 385 tys. egzemplarzy – połowa została w kraju, druga część trafiła na eksport. Auto było najczęściej wykorzystywane praktycznie do kresu jego możliwości technicznych.

Początkowo bardzo chciałem kupić żuka, który bardziej pasował mi jako symbol peerelowskiego samochodu transportowego. Ale z drugiej strony ten model kojarzył mi się bardziej w przewozem ziemniaków, a nie ludzi. Wybór padł więc na Nysę – opowiada Rafał Patla, współwłaściciel firmy Adventure Warsaw. – Niestety nasza przyjaźń zaczęła się niezbyt szczęśliwie. Już po zakupie, w drodze do domu, udało mi się zatrzeć silnik. Musiałem więc zafundować mojej pierwszej nysce kapitalny remont motoru. Mimo to nasza przygoda trwa nadal i obecnie posiadam dziesięć takich samochodów, które dzielnie wożą turystów po Warszawie – dodaje.

Marzysz o nysie?

Złośliwi twierdzą, że jedyną zaletą tego samochodu była prędkość maksymalna na poziomie 90 km/h. Można się pokusić o stwierdzenie, że auto miało też inne pozytywy – miała całkiem znośną pojemność i banalnie prostą konstrukcję. – Kupując ten samochód, trzeba zwrócić przede wszystkim uwagę na stan ramy tego samochodu i konstrukcji kratowej, na której oparte jest nadwozie. Nysa ma duże problemy z korozją, a zakup auta ze źle zachowaną blacharką może skończyć się dla nas bardzo wysokimi kosztami renowacji – wyjaśnia Michał z Crazy Guides. – Mechanika nie jest zbyt skomplikowana, wystarczy mieć odpowiednie części. Przy odrobinie szczęścia i umiejętności można znaleźć prawie wszystko, nawet cały silnik. Trochę trudniej jest z pewnymi detalami, ale dla przykładu reflektory czy kierunkowskazy są takie same jak w syrenie, a światła pochodzą od warszawy. Więcej problemu można mieć z szybami, ale istnieje możliwość ich dorobienia – mówi.

Nysa miała też inne pozytywy – miała całkiem znośną pojemność i banalnie prostą konstrukcję. Fot. Rafał Patla, Adventure Warsaw.

Nysa miała też inne pozytywy – miała całkiem znośną pojemność i banalnie prostą konstrukcję. Fot. Rafał Patla, Adventure Warsaw.

Ceny części nie są wysokie – prądnica to koszt około 200–300 zł, gaźnik można kupić za około 100–200 zł, a szyby to koszt na poziomie około 100 zł za sztukę, natomiast zderzak kosztuje około 200–300 zł. – Użytkownicy Allegro szukają w przypadku tego samochodu głównie części eksploatacyjnych. Hitem ostatnich dwunastu miesięcy stały się świece zapłonowe pochodzące z wojskowych zapasów, odnotowaliśmy ich sprzedaż na poziomie setek sztuk – dodaje Dariusz Magdziak, szef kategorii Motoryzacja w Allegro. – Niemałą popularnością cieszą się zestawy sprzęgieł w cenie około 230 zł oraz elementy układu zawieszenia i hamulcowego. Duże zainteresowanie wzbudzają regenerowane skrzynie biegów w średniej cenie 414 zł – dodaje.

Ile kosztuje nysa? To wszystko zależy od stanu technicznego. Dobrze zachowany model 522 z 1983 roku w wersji milicyjnej był wyceniony na 11 tys. zł, a N-59 z 1959 roku (jeżdżący, do remontu) kosztował 21 tys. zł. Egzemplarze do całkowitego remontu kosztują około 5 tys. zł, a za auta w stanie agonalnym trzeba zapłacić około 1–2 tys. zł. – Przede wszystkim trzeba pamiętać, że samochody rodem z PRL-u przedstawiają dla Polaków wartość sentymentalną, ale nie traktujemy ich jako inwestycję. Nysa z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych nie kosztuje i prawdopodobnie nigdy nie będzie kosztowała tyle, co samochód produkcji amerykańskiej lub angielskiej z tego samego okresu. Dlatego takie auto remontują tylko zapaleńcy i miłośnicy marki, a nie inwestorzy. Dopóki mamy tych pierwszych, takie samochody przetrwają i będą cieszyć nasze oczy na zlotach – dodaje Maciej Bednarz.

Samochody rodem z PRL-u przedstawiają dla Polaków wartość sentymentalną. Fot. Rafał Patla, Adventure Warsaw.

Samochody rodem z PRL-u przedstawiają dla Polaków wartość sentymentalną. Fot. Rafał Patla, Adventure Warsaw.

Zadbany egzemplarz może służyć prawie bezawaryjnie, ale zawsze będzie miał swoje humory – trzeba pamiętać, że wiek pełnoletności nysa ukończyła w czasach, gdy nikt nawet nie marzył o telefonach komórkowych. – Już nawet nie liczę, ile razy przytrafiała nam się awaria. Nigdy jednak nie zapomnę pierwszego śniegu i… popsutych wycieraczek. Wymyśliłem wtedy, że wystawię głowę przez okno i w ten sposób przejedziemy z turystami całą trasę – wspomina Rafał Patla. – To nie był dobry pomysł, było zbyt zimno. Wymontowałem więc pasy bezpieczeństwa, przymocowałem do wycieraczek, a amerykańscy turyści ciągnęli je z obu stron. Byli bardzo zadowolenie z wycieczki i nawet zostawili napiwek.

Zła sława milicyjnej „suki”

W latach 70. zalety samochodu odkryła Milicja Obywatelska. Samochód stał się podstawowym środkiem transportu ZOMO. Wersja „operacyjno-wypadowa” zabierała 10 milicjantów – kierowcę, dowódcę i ośmiu funkcjonariuszy. Samochód w tej wersji miał po obu stronach charakterystyczne drzwi przesuwane oraz dzielone tylne.

Milicyjna nysa doczekała się również przydomku „suka” – ta niezbyt sympatyczna nazwa wynikała z tego, że w jej wnętrzu znajdowały się nielubiane przez społeczeństwo „psy”, czyli milicjanci. – Nysa 522 była wtedy najlepszym radiowozem w MO. Na skromnej desce znajdowały się przełączniki uruchamiające światła i syrenę oraz przełącznik do zmiany zbiorników z paliwem. Samochód milicyjny był bowiem wyposażany w dwa zbiorniki – wspomina Grzegorz, były milicjant z Krakowa. – Pamiętam, że podczas jazdy trzeba było uważać podczas pokonywania zakrętów, nieumiejętna jazda mogła skończyć się wywrotką.

Dla fabryki produkującej nysy najlepszym okresem były lata 70. Wtedy to produkcja szła pełną parą, a eksport stanowił trzy czwarte całości. Nasze dostawczaki można było spotkać na drogach Norwegii, Korei, Kambodży, Kuby oraz Czechosłowacji, Turcji i Finlandii. W połowie lat 80. nastąpił spadek zainteresowania. Ostatnia Nysa zjechała z taśmy 3 lutego 1994 roku.

Piotr Rejowski

magazyn@allegro.pl
Fiat 125p – „kanciak”, którego kochają Polacy
Zapytałem właścicieli kultowych już „kanciaków”, jak po latach sprawuje się ten samochód. Jeden z nich dotarł swoim 125p aż na Nordkapp, drugi codziennie wozi turystów po Warszawie, trzeci chce sprzedać swojego za 100 tys. zł. Dowiecie się również, czy można samodzielnie naprawić fiata 125p na dalekiej Północy i dlaczego przy jego zakupie należy bardzo uważać!
Mandat za niesprawne światła lub wycieraczki?
Kierowcy często zapominają o przepisach, które mówią o tym, że samochód powinien mieć nie tylko czytelne tablice rejestracyjne, ale również czyste szyby. Jesień to nie tylko początek roku szkolnego, ale również czas, w którym warto zadbać o elementy samochodu związane z widocznością podczas gorszych warunków atmosferycznych.
Kobiety nie lubią myć samochodów
Z okazji Międzynarodowego Dnia Mycia Brudnych Samochodów postanowiliśmy sprawdzić, co na ten temat mówią badania lub wyniki testów przeprowadzonych, oczywiście, przez anglojęzycznych naukowców. Niestety to, co udało nam się odszukać, nie stawia pań w zbyt pozytywnym świetle. Przynajmniej na pierwszy rzut oka! 
Polonez
Polska motoryzacja dziś zatraciła swoją dawną osobowość. Produkujemy auta, w których trudno odnaleźć polskie pierwiastki. Sytuacja, w której najpopularniejszy rodzinny model projektowany był z myślą o naszym rynku raczej nieprędko się powtórzy. Stąd rosnący sentyment do poloneza - samochodu, który przez 24 lata motoryzował Polskę.