Joanna Jasikowska: Zaczynałaś, kiedy o weganizmie nie było jeszcze tak głośno.

Marta Dymek: To prawda, kiedy założyłam blog, był wegetariański i już to było dużym problemem! Wszyscy mówili mi, że to fajny pomysł, ale taki blog nie ma szans na dotarcie do szerszej publiczności i nikogo nie zainteresuje. Kiedy zostałam weganką i blog również stał się wegański, wszyscy postawili na nim krzyżyk i powtarzali, że to tak niszowy temat, że nikt nie będzie tego czytał. Na szczęście miałam to w nosie, bo blog traktowałam jak dziennik przepisów dla siebie, swoich przyjaciół i bliskich. I na przekór wszystkiemu okazało się, że wegańskie przepisy interesują mnóstwo osób, bo co miesiąc blog zalicza ponad 1,5 miliona odsłon, a wydaną przeze mnie książkę „Jadłonomia Kuchnia roślinna - 100 przepisów” kupiło ponad 200 tysięcy osób!

Na zdjęciu: Marta Dymek. Fot. materiały prasowe/DB Creative Factory

Rzuciłaś pracę w agencji reklamowej, aby stworzyć blog o wegańskim stylu życia...

Kiedy odeszłam z pracy, blog miał już dwa lata, bo założyłam go jeszcze na studiach. Rzuciłam pracę, bo nie dawała mi radości i codziennie frustrowała, postanowiłam więc zrobić sobie dwu- lub trzymiesięczną przerwę, w trakcie której miałam zająć się blogiem i poszukiwaniem nowej pracy. Właśnie wtedy gotując, robiąc zdjęcia, tworząc przepisy i odpowiadając na komentarze, zdałam sobie sprawę, jak dużo satysfakcji mi to daje i jak bardzo chciałabym się zająć gotowaniem na poważnie. Dlatego okres przerwy od pracy wydłużał się, bo łapałam się różnych dziwacznych zleceń, które pozwalały mi zarobić trochę pieniędzy i wciąż gotować – lepiłam na zamówienie pierogi, przygotowywałam jedzenie na kinder party, dostarczałam lunche do firm i w końcu robiłam nieformalny catering dla ekipy telewizyjnej na plan serialu. Ta praca była bardzo ciężka, trwała od rana do nocy przez siedem dni w tygodniu i z reguły na koniec miesiąca okazywało się, że zarobiłam ledwo na czynsz, ale uwielbiałam to robić. Wtedy właśnie postanowiłam, wbrew lamentowi mojej mamy, zająć się wegańskim jedzeniem na poważnie.

Jak wpadasz na dany przepis? Od czego zaczynasz jego komponowanie?

Każdy przepis ma inną historię! Niektóre, tak jak hummus, zielone curry albo falafele, przywożę z podróży; inne, takie jak mielone kalafiorowe, smalec z fasoli albo cieciorka po bretońsku, to trochę zmienione wspomnienia z mojego domu. A jeszcze inne to po prostu pomysły, które przyszły do mnie podczas zakupów na straganie. Warzywniaki, zieleniaki i bazarki z warzywami są moją największą inspiracją – kiedy widzę sezonowe warzywa, od razu wpada mi do głowy tysiąc pomysłów na to, co z nimi zrobić!

Fot. materiały prasowe/DB Creative Factory

Polska kuchnia tradycyjna, w której jak wiadomo tradycja praktycznie nigdy nie zanika, w dużej mierze opiera się na mięsie. W jaki sposób podeszłaś do prowadzania bloga?

Nie mogę się zgodzić z tym, że polska kuchnia jest kuchnią mięsną. Wiem, że wiele osób, czytając takie zdanie, żachnie się z niedowierzaniem, dlatego czym prędzej wytłumaczę, co mam na myśli. Gdy przeglądamy menu polskich restauracji, gdzie jest pełno kotletów schabowych, kotletów mielonych oraz golonek, faktycznie może się tak wydawać. Jednak prawdziwa kuchnia polska, ta starsza, była bardzo jarska. W książkach kulinarnych z XIX i początku XX wieku pełno jest soczewicy, bobu, jarmużu, kaszy jaglanej oraz zapomnianych dzisiaj warzyw, takich jak skorzonera czy topinambur. Istniały dziesiątki rodzajów ziemniaczanych placków, klusek, pyz i pierogów. Tak duża ilość mięsa, jaka dzisiaj kojarzy nam się z polską kuchnią, to nie efekt wiekowej tradycji, a raczej powszechnego dostępu do taniego mięsa oraz wkroczenia do Polski wielkopowierzchniowych hipermarketów. Dlatego staram się pokazać, że jeśli ma się na to ochotę, mięsa można jeść choć trochę mniej, bo roślinna kuchnia jest równie smaczna, szybka i nie mniej patriotyczna.

Czy na Allegro znajdujesz składniki potrzebne Ci do gotowania?

Na Allegro kupuję większość przypraw i dodatków, co więcej – zachęcam do tego od dawna na blogu, na warsztatach oraz w książce. Mówię to z ogromnym przekonaniem. Wydaje mi się, że aby gotowanie stało się przyjemnością, musi być łatwe, szybkie i proste, a przygotowywane dania muszą być po prostu pyszne. Bardzo pomocne są w tym ulubione przyprawy zgromadzone na półce – nie psują się, nie tracą szybko ważności i są wielofunkcyjne. I zamiast jeździć po mieście, odwiedzać różne sklepy albo martwić się, że w mniejszej miejscowości nie można kupić kuminu albo papryki wędzonej, można przecież te przyprawy zamówić – koszt dostawy często wynosi tyle samo, co bilet na autobus.

Fot. materiały prasowe

Prowadzisz warsztaty kulinarne. Czego się można na nich nauczyć?

Wszystkiego, to zależy od warsztatu! Na warsztaty przychodzą zarówno osoby, które od dawna gotują wegańsko, jak i te, które dopiero zaczynają przygodę z bezmięsną kuchnią. Dlatego podczas każdego warsztatu w grupach gotujemy różne sezonowe dania – czasem są to potrawy związane z Wielkanocą, czasem z Bożym Narodzeniem, a czasem w lecie pokazuję, jak wykorzystać papryki, jak dobrze doprawić bakłażany i jak najpyszniej zapiec pomidory.

Ostatnie lata to dla Ciebie odkrywanie wegańskich smaków z całego świata. Jak to się zaczęło? I o czym jest Twoja nowa książka „Nowa Jadłonomia: Roślinne przepisy z całego świata”?

Kiedy moja pierwsza książka została tak ciepło przyjęta, wszyscy wciąż pytali mnie, kiedy powstanie kolejna. Nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie i trochę się stresowałam narastającą dookoła presją, dlatego postanowiłam jak najczęściej uciekać w moją drugą pasję, czyli podróże. Szukałam jak najtańszych biletów lotniczych, pakowałam plecak oraz karimatę i jeździłam po Bałkanach, Turcji albo Azji Południowo-Wschodniej. Każda z tych wypraw bardzo mnie inspirowała, bo w każdej z nich  szukałam nowych smaków oraz inspiracji i za każdym razem uświadamiałam sobie, jak mało jeszcze wiem. Dlatego w podróże wyruszałam jak najczęściej i wciąż podglądałam, co na świecie jedzą ludzie, gdy nie jedzą mięsa. Rozpływałam się nad tureckimi zupami z soczewicy, ucierałam pasty curry, przyglądałam się, jak z papryk zrobić mistrzowski gulasz i jak z garści kapusty zrobić obłędną sycylijską potrawkę. Wtedy zrozumiałam, że o tym właśnie musi być moja nowa książka – o wegańskich przepisach z całego świata.

Fot. materiały prasowe/DB Creative Factory

Gdzie widzisz siebie za 10–15 lat?

Moi rodzice ciągle mnie o to pytają i wciąż nie mam na to pytanie odpowiedzi! Wiem, że chciałabym pokazać jak największej liczbie osób, że można jeść mniej mięsa – nie przechodzić od razu na wegetarianizm, nie zostawać z dnia na dzień weganinem, tylko może po prostu na początek zamienić jednego schabowego w tygodniu na roślinny obiad. I nie wiem, gdzie będę za te 10 czy 15 lat, ale wiem, że będę wtedy wciąż zajmować się tym samym.

Marta Dymek o sobie:

Jedzenie jest dla mnie: przyjemnością!

Kiedy mam dużo czasu: jadę rowerem do warzywniaka, bardzo niespiesznie wybieram najświeższe warzywa, a potem okrężną drogą wracam z nimi do domu i planuję, co z nich ugotować.

Nazwałam blog Jadłonomia, bo… nie mam pojęcia! Ani ja, ani nikt z moich przyjaciół nie pamięta, jak ta nazwa powstała!

Jedno zdanie opisujące moje gotowanie: dobrze znane warzywa pokazane w nowy sposób.

Moja ulubiona potrawa: co tydzień lub co dwa się zmienia. Ale coś, co zawsze mam w lodówce, to zdecydowanie hummus.

Nie wyobrażam sobie życia bez: bakłażanów, czarnego pieprzu i wędzonej papryki.

Joanna Jasikowska

magazyn@allegro.pl

Powiązane artykuły

Obcy. W kosmosie nikt nie słyszy naszych krzyków
Ksenomorf. Z greckiego kseonos i morphe – obcy kształt. Pozaziemska forma życia, która narodziła się w latach 70. XX wieku na gruzach nigdy niezrealizowanej ekranizacji „Diuny”. Ridley Scott, Dan O'Bannon, H. R. Giger i inni wykreowali istotę, która do dziś budzi grozę. 12 maja wchodzi do kin kolejna część o pozaziemskiej istocie „Obcy: Przymierze”.
„Auta” – filmowa seria, którą uratowały zabawki
 „Auta”, seria filmów o przygodach Zygzaka McQueena, należy do jednych z najpopularniejszych produkcji w dorobku legendarnego studia Pixar. Już 15 czerwca na ekrany kin wejdzie jej trzecia część. 
Jak allegrowicze zaprojektowali nowe funkcje w Allegro
Takiego projektu jeszcze w Allegro nie było: przez blisko pół roku klienci Allegro mieli możliwość testowania nowych rozwiązań i wpływania na ich ostateczny kształt. Wspólnie z grupą zaangażowanych klientów zmieniliśmy zakładkę „Obserwowane”. Jest to bardzo często używana zakładka pozwalająca przed zakupem zapamiętać poszczególne oferty i wrócić do nich później. Dzięki temu wyszukane produkty nie gubią się i nie zapominamy o nich podczas poszukiwań najlepszych ofert. Zakładka obserwowanych ofert przeszła gruntowną przebudowę, o której kształcie współdecydowali korzystający z niej klienci. Była to pierwsza konsultacja, w której jako kanał komunikacji wykorzystaliśmy grupę na Facebooku. Projekt prowadziła Edyta Kopczyńska, Product Manager w Allegro, z którą rozmawiamy o tym, jak ciekawym doświadczeniem okazały się te konsultacje.
W 2016 roku Polacy znów kupili więcej książek
Choć docierają do nas informacje o spadku czytelnictwa książek w Polsce, to dane z Allegro wskazują, że kupujemy więcej książek. Tak dzieje się już od 4 lat.