Co trzeci Polak chce spędzać wolny czas aktywnie, woli to niż leżenie na kanapie. Tak wynika z sondy przeprowadzonej przez serwis PrezentMarzen.com. Polacy bardzo cenią sobie czas spędzamy z bliskimi: partnerami (49 proc.), rodziną (38 proc.), przyjaciółmi (31 proc.) Lubimy wspólne wycieczki, grille, prace na działce czy pikniki.

Tradycja pikników jest długa. Moda na nie rozkwitła, gdy po francuskiej rewolucji w 1789 r. parki królewskie zostały otwarte dla ludzi. Piknikowanie stało się popularne nie tylko wśród arystokratów, ale i dostępne dla wszystkich obywateli Republiki. Pikniki były modne w Anglii na początku XIX wieku, kiedy to elegancka grupa londyńczyków stworzyła nawet „Towarzystwo Piknikowe”. Od lat trzydziestych XIX wpisały się też w krajobraz amerykański. 

„No to jadziem na Bielany”

Tradycja piknikowa rozkwitała w Polsce jeszcze za zaborów, a większą popularność zdobyła w międzywojniu. W ostatniej książce Szczepana Twardocha „Król” główny bohater - bokser Jakub Szapiro - zabiera buickem całą rodzinę na piknik na Okęcie koło lotniska. Jedzą, piją wino, oglądają przez płot stojące na płycie samoloty.

Każda stolica europejska ma swój las związany z piknikami, odpoczynkiem i zabawami mieszkańców, w Paryżu to Las Buloński, we Wiedniu – Lasek Wiedeński, Warszawa ma natomiast Las Bielański. Po II wojnie światowej na Bielanach powstał Park Kultury z karuzelą znaną z piosenki Mari Koterbskiej. Inną słynną piosenkę o Bielanach śpiewał warszawski pieśniarz Jarema Stępowski: „No, to jadziem na Bielany, cała paka rusza dziś: Mańka, Feluś ten szemrany, ruda Zośka, ja i Zdziś. Pod tę pachę bierz panienkę, a wałówkę w drugą rękę”. Moda na pikniki nie przemija. Wystarczy koszyk pełen jedzenia, bawełniany obrus w kratę. Do tego możemy się fajnie wystylizować się na retro: bluzka w grochy, rozkloszowana spódnica, okulary „muchy” i rower vintage.

W tle unitra gra

Romantyczny piknik bywa intymną randką, ale najczęściej to wspólny czas dla rodziny i przyjaciół. Dobrze, gdy mamy w tle malowniczy widok: park, jezioro, las. Głównym punktem pikniku jest posiłek. Teraz najczęściej jemy coś z grilla, ale może ktoś jeszcze pamięta, że kiedyś nieodłączne były jaja na twardo, musztarda, kawał kiełbasy i butelka oranżady lub „ptysia”. Piknikować można też na własnej działce. Anna Kowalczyk, dziennikarka, matka i autorka bloga Boska Matka, a także aktywistka i zapalony działkowiec, kilka lat temu wraz z mężem wzięła w dzierżawę dawną działkę pracowniczą na Bródnie. – Gdy tylko robi się ciepło, piknikujemy tam – opowiada. – Głównie przy grillu, bo to jedyny sposób, żeby przygotować coś na ciepło. Mam poręczny, przenośny grill w kształcie kuli, lekki i kompaktowy. W ubiegłym roku postawiliśmy obok altanki ogrodowy namiot, żeby nawet jeśli spadnie deszcz albo będzie niemiłosiernie grzało, nie przerywać pikniku.

Na swojej działce Anna ma prawie same oldskulowe przedmioty: stare radio Unitra, które łapie tylko jedną stację, zastawę skompletowaną z talerzy i kubków, każdy z innej parafii. Po poprzednich właścicielach zostały fajansowe talerze z logotypem jakiegoś zakładu pracy. – Wysłużone sprzęty, meble, ciuchy, resztki farb i bejc dostają na działce drugie życie – opowiada Anna. – Niektóre elementy sami odnawiamy, odmalowujemy. Bo nawet, jeśli nie wyjdzie perfekcyjnie, to i tak nie szkoda. Przecież to tylko na działkę! – mówi.

Gdy była dzieckiem, spędzała dużo czasu na działce, jej mama też była działkowiczką. – Mama nie organizowała typowych pikników, gdzie się siada, je i co najwyżej gra w badmingtona, bo tu zawsze było coś do roboty – opowiada. – Ona nie umie tak po prostu usiąść i nic nie robić na działce. I ja też nie potrafię. Zwykle jedliśmy coś przy okazji. Zabieraliśmy w kraciastą torbę kanapki, termos z herbatą, domowe ciasto. Pamiętam te kubki od termosów – z grubym brzegiem, pachnące poprzednimi herbatami. Ale i tak najfajniejsze było to, co jadło się prosto z krzaka czy z drzewa. Przedmioty, które nam towarzyszyły i tak jest do dziś, to głównie narzędzia ogrodnicze – motyki, grabie, szpadle, sekatory, wiadra, łubianki. Dość daleko od pikników z obrazka. Marzyłam o piknikowym koszu wyściełanym kraciastą tkaniną, ale to było zbyt niepraktyczne.

Takie kosze piknikowe, o których wspomina Anna, można dostać na Allegro. Zapytaliśmy Agnieszkę Lewartowską, która odpowiada za kategorię Dom i Ogród, jakie z nich są najbardziej popularne. – Na Allegro największym zainteresowaniem cieszą się te kosze w pełni wyposażone – z zastawą, obrusami i kocami. Wiklina w tych produktach to podstawa, ale w wyjątkowo gorący dzień warto zabrać ze sobą kosz termiczny, który dłużej zachowa niską temperaturę i zapewni, że jedzenie, które mamy ze sobą, nie zepsuje się – podpowiada Lewartowska i dodaje, że sezon na takie kosze zaczyna się z początkiem kwietnia i trwa do końca sierpnia. W tym czasie sprzedaż wzrasta nawet o 120% w porównaniu z resztą roku.

Działka moje hobby

Jak mówi w rozmowie z _magazynem.Allegro Marek Pytka, kierownik Wydziału Prezydialnego KR PZD, najstarszym ogrodem jest istniejący do dzisiaj ROD „Kąpiele Słoneczne” w Grudziądzu – założony w 1897 r. – Przed II wojną światową nie było ustawy o ogrodach działkowych, ale miały one poparcie rządu i wojewodów, działał też Centralny Związek Towarzystw Ogrodów Działkowych. Po II wojnie sprawę ogrodów działkowych uregulował dekret z 1946 r. Pierwsza ustawa o pracowniczych ogrodach działkowych jest z 1949 r. Największe znaczenie miała natomiast ustawa z 1981 r., która powołała do życia Polski Związek Działkowców – wspomina Pytka. A działka to było marzenie niemal każdego mieszczucha z wielkich i mniejszych miast za PRL. W ten sposób można było odpocząć przez weekend, bo wciągu kilku wcześniejszych lat wprowadzono stopniowo wolne soboty. A i posiadać własne warzywa i owoce. Ta ostatnia możliwość w czasie kryzysu i stanu wojennego była niezwykle cenna. Dziś znów w modzie stało się uprawianie miejskich ogródków i działek. Modę na ogródki lansowała w Stanach Michele Obama, zdjęcia jej i córek pracujących przy grządkach pełnych warzyw były publikowane w każdej gazecie. Do ekologicznych aktywistów należą Jake Gyllenhaal, Nicole Kidman, Julia Robers, Gwyneth Paltrow. W wielu polskich miastach modna staje się ogrodnicza partyzantka miejska. Ludzie sadzą warzywa, zioła w parkach miejskich czy wokół bloków, pracują razem, a potem dzielą się plonami.

Wiele osób wraca też do tradycji uprawiania miejskich działek, niektórzy zakładają własne pasieki na dachach czy balkonach. Można to robić nawet w mieście, bo produkowany przez pszczoły miód jest wolny od zanieczyszczeń. I to nie tylko ekolodzy, ale wiele osób lubi mieć swój kawałek ziemi. – Cieszą mnie własne jabłka i maliny – mówi Anna. – Mam poczucie, że można stworzyć coś z niczego. I „jestem na wczasach” dużo częściej niż raz do roku. Nie warto jednak mieć działki, jeśli dla kogoś ma być źródłem frustracji, że nie jest tak pięknie, jak u sąsiada. Aby było naprawdę pięknie, trzeba temu poświęcić sporo czasu, troski i pieniędzy. Ale poza tym warto z wielu względów. Choćby po to, by się nigdy nie martwić o to, czy będzie gdzie rozłożyć koc piknikowy, kiedy pogoda piękna – wyjaśnia blogerka.

Na działce Anna lubi wszystkie prace porządkowe – przycinanie, grabienie, pielenie. Dość mozolne i nudne, ale dla niej kojące. - Potrzebuję do tego ostrego sekatora, solidnych grabi, dobrze leżące w dłoni motyki, gracy, pazurków, drabiny – dodaje. – Uczę się też pracować w rękawicach, choć strasznie tego nie lubię, ale jeszcze bardziej nie lubię swoich dłoni po paru godzinach grzebania w ziemi. Na szczęście można znaleźć coraz więcej wygodnych i ładnych rękawic ogrodowych.

Sezon działkowy zaczął się w marcu, to był też początek wzrostu sprzedaży w kategorii Ogród. W ubiegłym roku w  kwietniu i maju dziennie było tu sprzedawanych około 2 milionów produktów. – Ludzie lubią prace na działce, jest to też zgodne z trendem DIY, bardzo ostatnio popularnym – dodaje Lewartowska. Co najczęściej Polacy kupują na Allegro w kategorii Ogród? – Najczęściej kupowanymi produktami są baseny, komplety mebli ogrodowych, kosiarki spalinowe, kosy i podkaszarki, grille i namioty ogrodowe – wymienia. 

Gdy Anna szuka porad, sięga po kultową książkę „Działka moje hobby”. – Pamiętam ją z domu rodzinnego – dodaje. – I ten egzemplarz, który mam, po prostu zabrałam z półki mamy, bo ona ma to już wszystko w głowie. Lubię tę książkę, bo jest superzgrzebna, bezpretensjonalna, prosta do granic możliwości i jakoś szczera w swoim zachwycie nad tym, co ci może zaoferować te 300 m2 w środku miasta. Mam wydanie IV z 1984 roku. Ja sama urodziłam się w 1985 – mówi na koniec.

Monika Głuska-Durenkamp

magazyn@allegro.pl

Powiązane artykuły