Furby, czyli interaktywny pluszak

Sympatyczny stworek powstał w 1998 roku i nie należał do tanich przyjemności. Tylko wybrani mogli się nim pochwalić, a gdy już do tego dochodziło, całe podwórko umierało z zazdrości. Z wyglądu przypominał sowę, chociaż złośliwcy mogli Furby’ego porównać także do filmowych Gremlinów, gdy te jeszcze nie miały kontaktu z wodą. Wbrew swojej słodkości, z zabawką można było wchodzić w poważne interakcje: głaskać, dotykać i rozmawiać z nią, generując przy tym różne reakcje. W najnowszej generacji Furby zna około 200 słów będących fikcyjnym językiem, ale nie ma żadnego problemu, by nauczyć je także nowych. Potrafi tańczyć, złościć się i reagować na obecność innych zabawek w pobliżu.

furby-974514_1920.jpg

Fenomen Furby’ego zna niemalże każdy, nawet jeżeli nie należał do tego pokolenia, które się nim bawiło. Głośno było o nim w mediach, zarówno polskich, jak i zagranicznych, gdzie wskazywano się go jako idealny prezent pod choinkę. I tak też jest do dzisiaj. Najnowszą wersję Furby’ego można bez problemu znaleźć na Allegro.

Brick Game, czyli gry typu 9999 w 1

Pierwsza przenośna „konsola”, często nazywana Tetrisem lub po prostu „klockami”. W zależności od modelu, miała wbudowane 99, 999 lub nawet 9999 gier, co oczywiście było ładnym bazarowym kłamstewkiem. Konsolka miała zazwyczaj tylko kilka prostych gier, a cała reszta stanowiła ich drobne wariacje. Czasem był to widok do góry nogami, innym razem była to zwiększona prędkość gry lub sposób punktowania. Posiadacze Brick Game z pewnością pamiętają kultowego Tetrisa, Snake’a, Arkanoida czy Formułę 1, a melodyjkę z tego pierwszego mogą zanucić z pamięci. Urządzenie działało na dwóch bateriach AA (paluszkach) i potrafiło wytrzymać nawet kilkanaście godzin zabawy, głównie za sprawą ciekłokrystalicznego wyświetlacza o fatalnej jakości rodem z ówczesnych kalkulatorów. Czasy jednak były takie, że nikomu to nie przeszkadzało.

Fot. Shutterstock.com

Fot. Shutterstock.com

Obecnie nie ma żadnych problemów, by zafundować sobie taki powrót do przeszłości, kupując Brick Game na Allegro. Ceny różnych modeli wahają się w granicach 5-6 złotych. Być może pozostałe gry są dziś nic nie warte, ale oryginalny Tetris nie zestarzeje się nigdy. Gdy zaczniemy grać w autobusie lub w tramwaju, wtajemniczeni pasażerowie na pewno uśmiechną się pod nosem.

„Ruskie Jajeczka”, czyli elektroniczna gra „Wilk i Zając”

Można złapać się za głowę, porównując prostotę działania z liczbą godzin spędzonych przy tej grze elektronicznej. Jedynym ruchomym elementem na ekranie były wyświetlające się sylwetki Wilka i Zająca oraz toczące się jajka. Wtedy jednak nie grafika była najważniejsza, a zabawa płynąca z ustawiania koszyczka tak, by żadne jajko się nie zbiło. Gra długo się nie nudziła także ze względu na element losowości oraz wzrastający poziom trudności. Pomimo że teraz szkoda by było poświęcić na tę grę nawet piętnastu minut, to i tak stanowi ona świetny eksponat będący znakiem minionych czasów, mrugnięciem oka do naszego wewnętrznego dziecka. Jest także wysoko ceniona przez kolekcjonerów, dlatego ceny na Allegro wahają się w okolicach 150 zł.

Mimo że to „Wilk i Zając” jest najpopularniejszą odmianą tej gry, w obiegu występowały również takie hity jak „hokej”, „Myszka Miki” czy „ośmiorniczka”. Oczywiście są to potoczne nazwy, ponieważ ten, kto nie znał rosyjskiego, nie był w stanie odczytać napisu cyrylicą. Chyba że poprosił kogoś starszego.

Tamagotchi, czyli żyjątko w „jajku”

Dziś na szkolnych korytarzach można zobaczyć dzieci z nosami w smartfonach, ale dwadzieścia lat temu wcale nie było lepiej – wiele dzieciaków gapiło się w maciupkie wyświetlacze Tamagotchi, gdzie żył stworek, którym trzeba było się opiekować w czasie rzeczywistym. Jadł, spał i wymagał codziennej dawki zabawy w postaci prostych gierek zręcznościowych. Kiedyś zamiast wysyłania SMS-ów pod ławką, kombinowało się, jak nakarmić zwierzaka na lekcji tak, by nie zauważył tego nauczyciel.

Fot. www.flickr.com/Pascal Maramis/CC BY 2.0

Fot. www.flickr.com/Pascal Maramis/CC BY 2.0

Wbrew pozorom ten japoński wynalazek był bardzo pożyteczny dla rozwoju dziecka. Uczył systematyczności i opiekuńczości, a czas trwania życia stworka wynoszący nawet kilkadziesiąt dni wywoływał uczucie przywiązania. Na szczęście po wirtualnej śmierci mogliśmy łatwo zresetować urządzenie, wkładając specjalny papierek pod baterię.

Dziś Tamagochi kosztuje kilka złotych, więc warto spróbować przedstawić wirtualne zwierzaki swojemu dziecku. Istnieje szansa, że powstanie nowa przyjaźń na całe miesiące.

Zegarek z melodyjkami lub kalkulatorem, czyli marzenie każdego chłopca

We wczesnych latach dziewięćdziesiątych typowym komunijnym prezentem był rower górski albo zegarek. Ale nie taki zwykły ze wskazówkami, ale elektroniczny z dodatkowymi bajerami, najczęściej marki Casio. Niektórzy wybierali zegarek z kalkulatorem, który miał całą klawiaturę numeryczną do wprowadzania działań. Obsługiwało się ją paznokciem, jako że nawet dziecięcy palec był za duży, by trafić bez problemu w niewielkie przyciski. Jakkolwiek trudna byłaby jego obsługa, każdy chłopak chciał mieć takie cudo na ręce. Wyglądał futurystycznie, pachniał Zachodem i pomagał ściągać na matematyce.

fot. Shutterstock.com

fot. Shutterstock.com

Drugim z popularnych zegarków był taki z melodyjkami. Starsi kojarzą model marki Montana, który potrafił odegrać 16 melodyjek, w tym takie szlagiery jak „Oh my darling Clementine” czy „Dla Elizy”. Oczywiście z melodią miało to niewiele wspólnego, a wypiszczenie kilku nutek potrafiło doprowadzić do szału każdego rodzica – zwłaszcza po kilkudziesięciu razach z kolei. Dzieciakom jednak to nie przeszkadzało, a taki zegarek był dumą każdego małego gadżeciarza.

the-electronic-watch-1711282_1920.jpg

Zdalnie sterowane samochody, czyli ciągle znikające baterie z pilota

Gdyby każdy dzieciak miał taki zdalnie sterowany samochód, z pewnością szybko poznikałyby wszystkie baterie z kiosków. Na szczęście była to zabawka przeznaczona głównie dla chłopców, a spośród nich tylko nieliczni byli w stanie utrzymać nerwy na wodzy, gdy po kilkunastu minutach zabawy trzeba było wymienić zestaw baterii na nowy. I chociaż energożerność to najbardziej zapamiętana cecha, nic nie zastąpi tych chwil jazdy po chodnikach i placach, gdy robiło się slalomy dookoła wyimaginowanych lub porozstawianych przeszkód.

Fot. Shutterstock.com

Fot. Shutterstock.com

Dziś najpopularniejsze zdalnie sterowane zabawki to oczywiście drony, ale na Allegro dostępnych jest dużo samochodzików i innych bardziej „przyziemnych” pojazdów, które są znacznie bezpieczniejsze. Dla dziecka jest to idealny prezent, zwłaszcza że współczesne modele są znacznie lepsze od tych pradawnych z lat dziewięćdziesiątych.

Commodore 64 oraz Atari ST, czyli pierwsze komputery

Można spokojnie uznać, że pierwszy kontakt z jakimkolwiek komputerem graniczył z euforią. To właśnie wczesne komputery osobiste zakorzeniły hobby trwające całe życie, a pasjonaci gier pamiętają swój pierwszy tytuł, przy którym siedzieli z wypiekami na policzkach. Ciarki wywołują wspomnienia ładowania gier z kaset magnetofonowych, lakoniczne opisy z bazarowych pudełek w stylu „jeżdżenie czołgiem i strzelanie” oraz grafika, która z kilku pikseli potrafiła ulepić w naszej głowie bohaterów i całe światy. Każdy ma swój moment, który wspomina najcieplej.

commodore-528139_1920.jpg

W obrębie jednego osiedla kilkoro dzieciaków mogło mieć zupełnie inny komputer lub konsolę. Wszystko zależało od dostępności i zasobów finansowych. Nie ma co ukrywać – tego typu sprzęt był tak drogi, że za jego równowartość można było w tamtych czasach kupić samochód. I trzeba było umieć go sobie „załatwić”. Czasem pomagała obca waluta, innym razem wujek lub ciotka za granicą lub bazarowy sprzedawca, wokół którego zawsze było najciaśniej. Oprócz Commodore 64 i Atari ST, popularne były również takie komputery jak Amiga 500, ZX Spectrum, no i oczywiście konsola Pegasus.

Dziś posiadanie działającego egzemplarza graniczy z cudem, dlatego ich ceny na aukcjach potrafią osiągnąć naprawdę wysokie progi. Sprawny komputer osobisty z lat 90. to wydatek co najmniej kilkuset złotych, a za bardziej unikatowe modele zapłacimy nawet około tysiąca. Do tego należy doliczyć dodatkowe oprogramowanie w postaci dyskietek, kaset czy kartridży, a do pełni wrażeń przyda się jeszcze stary monitor CRT.

Pomimo wysokich kosztów powrotu do dzieciństwa takiego sprzętu na Allegro sprzedaje się coraz więcej. Jak zauważył Michał Bonarowski z działu PR Allegro w wywiadzie dla Wirtualnej Polski: – W przypadku Commodore liczba sprzedanych miesięcznie sztuk wzrosła w ciągu ostatnich ośmiu lat od 100 do ponad 600 w maju 2016. Obecnie średnio miesięcznie liczba oscyluje wokół 500. Jeszcze inaczej jest w przypadku komputerów ZX Spectrum. Miesięcznie sprzedaje się zwykle kilkadziesiąt sztuk, ale w ciągu ostatnich 8 lat wystąpiło kilka gwałtownych wzrostów nawet do 150 szt. – wylicza.

Można spokojnie uznać, że stare komputery będą tylko zyskiwać na wartości. O ile z technologicznego punktu widzenia są niewiele warte, to pasjonaci i fani retro zawsze będą marzyć o działającym egzemplarzu, dzięki któremu chociaż przez chwilę poczują błogą beztroskę dzieciństwa spędzonego w kolorowych latach dziewięćdziesiątych. Chyba nie ma dzisiaj trzydziestoparolatków, którzy by nie tęsknili za tamtymi czasami.

Ale to już było i nie wróci więcej

Nawet jeżeli większość ze sprzętu wylądowała dawno na śmietniku, jeszcze długo będzie on napędzać wspólne tematy do rozmów. Wszystkie te gadżety z dzieciństwa sprawiły, że całe pokolenie wychowywało się poniekąd wspólnie. Jako że moda na retro jest coraz silniejsza, być może już niedługo część z nich przeżyje swoją drugą młodość. Tak już się stało z konsolką NES, której podróbką był nasz Pegasus. Niedawno Nintendo wypuściło NES Classic Edition będące zminiaturyzowaną wersją kultowego sprzętu. Być może niedługo przyjdzie czas także na Tamagotchi czy Commodore? Jesteśmy na tak.

Przenośne PlayStation – pomimo lat nadal warto kupić
Gdyby nie ewolucja smartfonów z ekranami dotykowymi, z pewnością rynek konsol przenośnych wyglądałby zupełnie inaczej. Dziś już tylko Nintendo próbuje zrewolucjonizować mobilne granie wraz ze swoją konsolą Switch. Wcześniej mieliśmy jeszcze jednego pierwszoligowego zawodnika – Sony. Jego konsole PlayStation Portable, zwaną w skrócie PSP, oraz PlayStation Vita były małymi dziełami sztuki. Szkoda, by popadły w zapomnienie, bo do dzisiaj można grać na nich z przyjemnością.
„House of Cards” – prawdziwa historia Franka Underwooda
To mit, że „House of Cards” jest serialem oglądanym dosłownie przez wszystkich. Kreują ten mit widzowie, dla których serial jest naprawdę interesujący: politycy, dziennikarze, ludzie świata kultury. Prawda jest taka, że przeciętnego i Kowalskiego, i Smitha polityka po prostu nudzi, a w najlepszym razie denerwuje. Jednak obok „House of Cards” nie sposób przejść obojętnie. Fascynuje, przeraża, tumani. Zmusza do przemyśleń, a czasem rewizji poglądów. Jest odrażający, a jednak dalej się go ogląda. Dlaczego? 
Pasjonaci z Allegro polecają: 5 planszówek na początek 
Planszówki to jeden z najmodniejszych sposobów spędzania wolnego czasu. Szczególnie warto po nie sięgnąć na wakacjach, gdy chcemy oderwać się od cyfrowej rozrywki. Pasjonaci „gier bez prądu” mają do wyboru mnóstwo tytułów – zarówno tych bardziej złożonych, jak i o prostszej mechanice.
Alfa Romeo – czas skończyć z niesprawiedliwymi stereotypami
Henry Ford zdejmował z głowy kapelusz, kiedy mijała go alfa romeo, a Enzo Ferrari w dniu, kiedy pokonał alfę, płakał jak dziecko. Minęło ponad sto lat, a historia włoskiej marki trwa i otwiera kolejne karty. Niestety, marka zyskała opinię awaryjnej, a to niesprawiedliwy stereotyp. Jak to wygląda naprawdę?