O tym, że papier przegrywa z wszelkiego rodzaju nowinkami technologicznymi, słyszymy stale od kilku dobrych lat. Zewsząd docierają do nas pesymistyczne doniesienia, że sztuka odręcznego pisania zanika, a my sami należymy do pokolenia „okaleczonego przez technologię”. W 2012 roku Amazon poinformował, że w Wielkiej Brytanii sprzedał więcej e-booków niż papierowych książek. Badanie przeprowadzone w tym samym roku na zlecenie brytyjskiej sieci sklepów papierniczych Docmail dotyczące odręcznego pisania również nie napawało optymizmem – czas, w jakim ostatni raz dorośli uczestnicy badania napisali coś ręcznie, wyniósł aż 41 dni. Co więcej, jedna trzecia respondentów zadeklarowała, że nie miała potrzeby odręcznego pisania od co najmniej sześciu miesięcy. Brzmi groźnie.

Papier (nie) przegrywa z postępem?

Czy powyższe oznacza zatem, że nie potrzebujemy w naszym życiu już ani papieru, ani odręcznych notatek? Czy staliśmy się „wtórnymi analfabetami”? Czy w czasach, gdy niektóre szkoły rezygnują z nauki odręcznego pisania, czeka nas zanik tej umiejętności? Mimo wszystko wydaje się, że nie jest to proces „zero-jedynkowy”.

Rok po przytoczonych powyżej badaniach Justin Rosenstein, absolwent matematyki na Uniwersytecie Stanforda i programista pracujący wiele lat dla Google'a (a więc, można powiedzieć, osoba stojąca po „drugiej stronie barykady”), opublikował manifest traktujący o wyższości papieru nad zdobyczami nowoczesnej techniki. „Nic nie pobije pisania na papierze” – napisał w swoim felietonie Rosenstein, podkreślając, że odręczne szkice umożliwiają mu pracę nad kreatywnymi pomysłami, które dopiero w późniejszej fazie pracy przenoszone są do wirtualnych programów. Warto również zwrócić uwagę na komentarze, które na portalu LinkedIn pojawiły się pod tym felietonem. Profesjonaliści z całego świata zabierają swój głos w tej rozmowie, zgadzając się z autorem. Piszą, że „papier jest niezbędny dla twórczej pracy”, że „nie potrzebuje baterii” czy że „efektywna praca grupowa nie mogłaby się odbyć bez popularnego flipcharta”.

Co więcej, tegoroczne badania naukowców z Princeton i Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles wskazują, że odręczne pisanie po prostu się „opłaca”. Badacze porównali wyniki w nauce dwóch grup studentów. Jedni preferowali odręczne notatki w zeszytach, drudzy – korzystali z cyfrowych urządzeń. Pierwsi lepiej zapamiętywali materiał i łatwiej go przyswajali. Fani technologii, choć notowali szybciej, mniej z nauki wynosili. Potwierdza to wnioski Rosensteina – papier pomaga w myśleniu koncepcyjnym, zapamiętywaniu i tworzeniu. Nadal jest nam potrzebny.

Legendarny kalendarz

Szczęśliwie więc, wydaje się, że notatnikom i terminarzom cyfryzacja nie zaszkodziła. – Wydawać by się mogło, że rozwojowi techniki towarzyszyć będzie całkowity zanik papierowych form wydruku. Twierdzono, że w XXI wieku, w dobie Internetu i smartfonów, e-wydania staną się najpopularniejszym sposobem zdobywania informacji. Fakt, Internet zmienił nasze nawyki. Z biegiem czasu coraz częściej sięgamy po elektroniczne formy przekazu. Jednak – i jest to fakt bezdyskusyjny – drukowane kalendarze nadal mają nie tylko rację bytu, ale i cieszą się ogromnym zainteresowaniem – mówi Ewelina Piasecka z drukarni Sonar.

Historia zatacza więc koło, a my wracamy do czasów, gdy ludzkość potrzebowała papieru jak tlenu. W końcu największe dzieła literatury, przełomowe teorie naukowe czy przeboje wszech czasów powstawały właśnie na papierze. Według legendy, którą ochoczo kultywuje producent, pisarze, malarze i projektanci nie rozstawali się z legendarnym notatnikiem Moleskine. Produkowany przez włoskie manufaktury, uznanie zyskał wśród przedstawicieli awangardy kupującej go w paryskich sklepach papierniczych. Wśród używających mieli znaleźć się m.in. Vincent van Gogh, Pablo Picasso, Ernest Hemingway czy podróżnik Bruce Chatwin. Dziś, równie popularny, dostępny jest w różnych wariantach i odmianach – zawsze jednak z doskonałej jakości kremowym papierem i profesjonalnym szyciem. Marka idzie z duchem czasu i tworzy edycje specjalne swoich produktów. W ramach edycji limitowanych możemy zakupić kalendarz z motywem Star Wars, Batman czy Lego.

Co łączy opony, kawę, kobiety i mężczyzn? Oczywiście kalendarz. Mowa tu o słynnym kalendarzu Pirelli, niezwykłym projekcie kolekcjonerskim marki Lavazza, czy w końcu naszym rodzimym kalendarzu „Dżentelmeni”, który przez osiem lat stał się już marką samą w sobie. Wszystkie je łączy ponadczasowa sława, ogromna popularność i setki tysięcy sprzedanych egzemplarzy. Jak podkreśla Magda Lidzbarska, autorka bloga Magia Domu, piękny, ścienny kalendarz jest zawsze dobrym pomysłem na prezent. – Wiadomo, że wszystkie ważne sprawy możemy wpisać sobie do telefonu, ale w moim odczuciu kalendarz ścienny pełni obecnie inną rolę. Po pierwsze, pozwala nam spojrzeć na cały miesiąc albo nawet trzy, w zależności od konstrukcji kalendarza, i szybciej odnaleźć się w czasie. Nie zawsze mamy ochotę wyciągać telefon i przeglądać go, żeby znaleźć to, co chcemy. Czasem chodzi o to, aby jednym rzutem oka znaleźć właściwą datę. Poza tym taki kalendarz może być piękną ozdobą. Ideałem jest taki, na którym można jeszcze zapisać krótką notkę. Z drugiej strony ten wiszący, jeśli nie mamy go akurat przed oczami, nie przypomni nam o ważnym spotkaniu. Dlatego najlepiej mieć dwa, które się uzupełniają: kalendarz w  telefonie i papierowy – wyjaśnia  Magda Lidzbarska.

Ścienne kalendarze to prawdziwe targowisko różności. Inspirowane sztuką, motoryzacją, kinem czy muzyką – tutaj ogranicza nas jedynie wyobraźnia. Przemysław Rutkowski z Galerii Plakatu zaznacza, że nasze zainteresowania przekładają się na nasze wybory. – Ktoś, kto śledzi aktualne trendy, interesuje się życiem gwiazd czy po prostu lubi konkretną postać, będzie wybierał właśnie kalendarz z takim motywem przewodnim. Wybór może paść na postacie ze znanych bajek, genialnych aktorów czy muzyków. Inni będą kierowali się popularnością i postawią na gwiazdy jednego sezonu, których obecność na kalendarzach może być jednoroczna – podkreśla Przemysław Rutkowski i dodaje, że kalendarze to nie tylko funkcjonalne prezenty. Wyróżnia je jakość i estetyka, są barwne i miłe dla oka. A mnogość dostępnych wzorów sprawia, że nie ma problemu, by dobrać idealny kalendarz dla naszej rodziny czy przyjaciół.

Coś więcej niż tylko kalendarz

Ciekawym trendem jest pojawienie się planerów, które nie są ściśle związane z rokiem kalendarzowym, a z konkretnym etapem w życiu. Zatem możemy zaopatrzyć się w duży wybór kalendarzy szkolnych i studenckich, organizerów pozwalających zaplanować ślub i wesele czy dzienników, w których możemy notować istotne informacje z kolejnych etapów ciąży. Magda Lidzbarska wskazuje także, na trwającą od kilku lat w blogosferze modę, na własnoręcznie projektowane kalendarze. Gotowe wzory można np. pobrać z serwisów internetowych i wydrukować na własne potrzeby. Popularnością cieszą się też kalendarze, które spełniają nie tylko funkcje terminarza. Przykładem jest kalendarz, który ma nam pomóc utrzymać zdrowy tryb życia przygotowany przez najsłynniejszą trenerkę w Polsce czy odstresowujący kalendarz z popularnymi kolorowankami dla dorosłych.

Rosnąca popularność indywidualizacji dociera także do branży kalendarzy. – Samodzielnie przygotowane kalendarze na pewno spotkają się z uznaniem bliskich i sprawią, że ulotne chwile zatrzymamy w zasięgu wzroku przez cały rok. Możliwość personalizacji daje wyjątkową szansę umieszczenia w projekcie kalendarza własnej fotografii bądź skorzystania ze specjalnych wzorów i szablonów – wyjaśnia przedstawicielka drukarni Sonar.

– Odkąd mam dzieci, co roku robię kalendarz z fotografiami z poprzedniego roku, taki rodzaj podsumowania mijających 12 miesięcy – potwierdza Magda Lidzbarska. – Dostają go babcie i dziadkowie na ich święto w styczniu. To piękne wspomnienie i wiem, że bliscy wyczekują kolejnego z niecierpliwością. Dla mnie to ogromna frajda przygotować taki prezent, nie wyobrażam sobie naszego domu bez takiego kalendarza ściennego – dodaje.

Rosnące zainteresowanie personalizowanymi kalendarzami z fotografiami potwierdza Jacek Weichert, szef kategorii Kalendarze w Allegro. – Na Allegro każdego roku widać wzrost zainteresowania kalendarzami, szczególnie tymi ściennymi – ich sprzedaż co roku rośnie o 14% i to one właśnie stanowią aż 53% obrotu w kategorii Kalendarze. Wśród tych ściennych największym zainteresowaniem cieszą się natomiast personalizowane fotokalendarze. W drugiej kolejności sprzedają się kalendarze książkowe – ok. 43% wszystkich sprzedanych egzemplarzy – dodaje.

To, co łączy wszystkie kalendarze: książkowe, ścienne, biurkowe, notatniki i organizery, to ich uniwersalność. W zależności od modelu, sprawdzą się w domu i w biurze, dziecięcym pokoju i w hali produkcyjnej. Upiększą ścianę, zmieszczą w torebce, będą oryginalnym prezentem. To doskonały pomysł na podarunek, który będzie służył okrągły rok. A, że koniec roku za pasem, nie ma na co czekać!

Katarzyna Lipska-Konieczko

magazyn@allegro.pl
Jak być tatą na medal
Najlepszy prezent, który tata może zrobić sobie na Dzień Ojca? Dużo czasu z dzieckiem! Najlepiej nie tylko tego dnia. Tak rodzi się bliskość i więź, która zostaje na całe życie. Świadomy ojciec uczy się dobrze wykorzystywać każdą chwilę z dzieckiem. Przez wspólne czytanie książek, gry czy rysowanie ojciec uczy dzieci zaangażowania, rozwija ich wiedzę, uczuciowość i wiarę w siebie. 
Teksasy, dżiny i skinny: Lee i Wrangler oficjalnie na Allegro
Nie zakładali ich (masowo) Beatlesi, nie chodził w nich Michael Jackson, ale to nie przeszkodziło dżinsom stać się ikoną popkultury. Wrangler i Lee, które właśnie oficjalnie debiutują na Allegro, skutecznie przetarły szlaki. 
Jak stworzyć modne wnętrze w Polsce AD 2017?
Znane powiedzenie mówi, że nie jest modne, co jest modne, ale co się komu podoba. Mimo tego wielu z nas przy urządzaniu domu czy mieszkania szuka sprawdzonych i będących na czasie rozwiązań z zakresu aranżacji wnętrz. Jakie kolory, faktury i materiały królować będą w tym sezonie?
Moda na grochy nie przemija
Yayoi Kusama mówi o nich, że są centrum wszechświata. Dla Boba Dylana koszula w nie była oznaką wyzwolenia z heteronormatywności. Moda bez nich byłaby o wiele smutniejsza. Kropki lub, jak kto woli, swojskie grochy wracają. I jak na nie przystało, jest to powrót w dobrym stylu. Na Allegro tylko w ciągu ostatniego roku wartość sprzedanych produktów w grochy, groszki i kropki przekroczyła 1,5 miliona złotych!