Za pierwszego kierowcę, który po pijanemu spowodował wypadek, uważany jest Brytyjczyk George Smith. 10 września 1897 r. w Londynie 25-latek, będąc pod wpływem alkoholu, uderzył autem w budynek. Jak stwierdzono, że kierujący był pijany, nie wiadomo.

Liczba wypadków powodowanych przez nietrzeźwych kierowców rosła lawinowo, a policjantom zostało badanie na węch lub przyznanie się kierującego. Na całym świecie zaczęto więc poszukiwać sposobu na zbadanie, czy kierujący przypadkiem nie jest „po głębszym”. Pod koniec lat 20. minionego wieku lekarz Emil Bogen z Los Angeles odkrył, że można to ocenić, dmuchając w balon od piłki zawierający kwas siarkowy i dwuchromian potasu. Gdy osoba pod wpływem alkoholu dmuchnęła w balonik, pod wpływem kwasu octowego zmieniał on kolor z żółtego na różne odcienie niebieskiego i zielonego. Metoda ta była stosowana przez stróżów prawa jeszcze w latach 80. minionego stulecia.

Wróg za kierownicą

– Wsiadających za kierownicę po alkoholu można podzielić na dwie grupy. Tych, co siadają i wiedzą, że nie powinni prowadzić i choćby mieli 60 promili, to i tak usiądą. I tych, którzy nie wiedzą, że nie powinni siąść, i to jest większa grupa osób – mówi Kuba Bielak, właściciel Akademii Bezpiecznej Jazdy i dodaje, że kierowcy trudno jest samodzielnie ocenić, czy może wsiąść za kierownicę. – Znaczna część kierujących po alkoholu to ci, którzy nie mają świadomości swojego stanu. Im się wydaje, że jak pili do północy i przespali się 6–7 godzin, to już są trzeźwi. To jest bardzo zgubne myślenie. Dlatego jeśli ktoś spożywał alkohol, to zanim wsiądzie do samochodu, powinien się zbadać. Można to uczynić na policji – polecamy spacer, komunikację miejską lub ewentualnie taksówkę. Czy też zakupić sobie urządzenie do kontroli osobistej – radzi były szef stołecznego Wydziału Ruchu Drogowego Wojciech Pasieczny, wiceprezes Fundacji „Zapobieganie Wypadkom Drogowym”.

driver-1149997_1920.jpg

Eksperci zajmujący się bezpieczeństwem ruchu drogowego ostrzegają też, że oprócz alkoholu na zachowanie kierowców wpływać mogą też leki czy ogólne samopoczucie. – Przepis mówi, że kierowcą może być osoba, która ma odpowiednie zdolności psychomotoryczne. Stosując się do niego, naszym obowiązkiem jest przed wyruszeniem w drogę być wypoczętym, wyspanym i niezdenerwowanym. Jeśli ktoś wybiera się w długą podróż, to powinien spać co najmniej 8 godzin i od kilkudziesięciu godzin nie spożywać alkoholu czy innych używek – przestrzega Wojciech Pasieczny. 

– Z punktu widzenia fizjologii organizmu mamy stan homeostazy – taki nasz osobisty stan fabryczny. Wszystkie elementy, które go zakłócają, np.: kawa, papierosy, leki, stres, będą działały niekorzystnie. Gdy jesteśmy zmęczeni i niewyspani, nawet bez wprowadzania dodatkowych środków do organizmu zaburzamy ten stan. Mamy wydłużony czas reakcji, ograniczoną zdolność widzenia i koordynację działań. A to wszystko przez zwykłe zmęczenie. Jeśli się kumuluje i przez dłuższy czas jesteśmy przemęczeni, to w pewnym momencie puści nam wentyl bezpieczeństwa, co spowoduje zaśnięcie za kierownicą w środku dnia – dodaje Kuba Bielak.

Zbadaj się

O tym, że alkohol może zaburzać funkcjonowanie organizmu, a za każdym razem potrafimy inaczej go tolerować, niejednokrotnie przekonał się Łukasz Czajka ze sklepu LucAnn na Allegro specjalizującego się w alkomatach. – Dwie osoby piją taką samą ilość alkoholu, np. 0,7 litra na głowę, i po pięciu godzinach ten sam alkomat u jednej osoby wykazuje 0,00, a u innej ponad pół promila – mówi Łukasz Czajka. Pierwsza osoba pozytywnie przejdzie policyjną kontrolę trzeźwości, druga trafi na salę sądową za popełnienie przestępstwa.

Dlatego coraz więcej osób kupuje alkomaty. Właściciel LucAnn dodaje, że spotkał się z przypadkiem, że jeden z jego klientów wypił wieczorem trzy piwa, skończył pić o 22.00, a o 7.00 miał w czasie policyjnej kontroli 0,19 promila alkoholu. Brzmi nieprawdopodobnie, a jednak. – Nie można zakładać, że gdy sto razy po takiej samej dawce alkoholu mieliśmy podobny wynik, to za sto pierwszym będzie tak samo – ostrzega Łukasz Czajka i poleca stosowanie alkomatów.

test-337369_1920.jpg

Na rynku dostępne są obecnie głównie alkomaty półprzewodnikowe i elektrochemiczne. Nie wnikając w skomplikowane wzory chemiczne, na podstawie których działają oba rodzaje, można powiedzieć, że te pierwsze są tańsze i znacznie mniej dokładne, drugie droższe, ale wykonany przez nie pomiar obarczony jest mniejszym błędem. – Jeśli kierowca ma na podstawie wskazania alkomatu zdecydować o tym, czy ma wsiadać do samochodu, czy nie, to polecam tylko i wyłącznie alkomat elektrochemiczny – mówi Łukasz Czajka.

– Klienci często chcą kupić dobry i tani alkomat – dodaje Joanna Lewkowicz ze sklepu na Allegro Expertmarket.pl. – Jeśli mamy wybrać alkomat do 100 zł, można powiedzieć, że to jest gadżet, który będzie służył do pierwszej imprezy. Wystarczy, że grupa osób się spotka i zacznie w niego dmuchać bezpośrednio w trakcie spożywania alkoholu, spalą sensor półprzewodnikowy i urządzenie już zawsze będzie pokazywać 0,00. Kalibracja nie pomoże, bo trzeba wymienić sensor, a to kosztuje 99 zł. Klienci, gdy się dowiadują, że żywotność sensora półprzewodnikowego wynosi 12 miesięcy i trzeba go kalibrować co 3–6 miesięcy, decydują się na zakup alkomatu elektrochemicznego. U nas objęte są one programem darmowej kalibracji przez dwa lata – zachwala Joanna Lewkowicz i dodaje, że w przypadku alkomatów elektrochemicznych błąd pomiaru wynosi od 5 do 10%. 

Natomiast alkomaty półprzewodnikowe mają błąd pomiaru powyżej 20%. W przypadku spotkania z policją te procenty w pomiarze promili mogą stać się kluczowe. Były policjant ruchu drogowego podkreśla, że nie warto korzystać z tanich urządzeń nazywanych alkomatami. – Przetestowałem kilka prostych produktów. Jeden kupiłem w dyskoncie za 5,99 zł, inny na stacji benzynowej za 8,99 zł. Dwa z nich miały nawet atesty. Tylko że były to atesty Państwowego Zakładu Higieny, co oznacza, że stosując je, nie zrobimy sobie krzywdy. Nie było żadnego atestu dotyczącego wskazań. Mało tego, w ulotce było napisane, że to urządzenie nie może służyć do badania trzeźwości – wspomina Wojciech Pasieczny.

Dbaj i korzystaj

– Zainteresowanie alkomatami stale wzrasta. Największy, 40% wzrost sprzedaży następuje w grudniu – mówi Dariusz Magdziak, menedżer kategorii Motoryzacja w Allegro. – Najczęściej kupowane są alkomaty z sensorem półprzewodnikowym. Niestety metoda pomiaru nie jest dokładna i obarczona błędami, np. wpływ na badanie mają zażywane lekarstwa lub wcześniej zapalony papieros. Jednak alkomaty tego typu mają 41% udział w sprzedaży alkomatów na Allegro, a ich średnia cena wynosi 80 zł. Drugie miejsce w sprzedaży zajmują alkomaty z czujnikiem elektrochemicznym, stanowią one 31% sprzedaży z całej oferty alkomatów na naszym serwisie. Tego typu alkomaty wykorzystuje policja oraz niektóre firmy. Związki chemiczne, z których składa się sensor, wchodzą w reakcję z alkoholem, której wynikiem jest kwas octowy powodujący wytworzenie prądu elektrycznego. Na wynik badania nie mają wpływu inne substancje znajdujące się w wydychanym powietrzu. Ich średnia cena wynosi 354 zł – dodaje Dariusz Magdziak. Ostatnie miejsce w zestawieniu zajmują alkotesty jednorazowe w średniej cenie 5 zł, mają one 28% udział. Najtańsze z nich kosztują 2,30 zł za sztukę.

test-337366_1920.jpg

Sięgając po alkomat, trzeba pamiętać o podstawowych zasadach korzystania z niego oraz jego przechowywania. Ponieważ powinny być one przechowywane w temperaturze między +5 a +40 st. C., nie należy ich trzymać w samochodzie, bo zarówno zimą, jak też w letnie upały temperatura w aucie nie zmieści się w tych granicach. – Najlepszym miejscem dla alkomatu jest szafka nocna – mówi Joanna Lewkowicz i dodaje na koniec, że wiele osób traktuje alkomat jako urządzenie osobiste. Jeśli korzysta z niego jedna osoba, nie ma konieczności po każdym pomiarze zmieniać ustnika.

Jarosław Zaradkiewicz

magazyn@allegro.pl